DRUGIE URODZINY PSW
„Mimozami jesień się zaczyna” za to lato zakończyło się hucznie drugim zlotem forumowiczów. I niechby już tradycją zostały nasze spotkania u progu jesieni. To już chyba stanie się tradycją, że co roku wraz z początkiem jesieni będziemy się spotykać na urodzinach naszego portalu. Na świętowanie drugich urodzin wybraliśmy San w okolicach mostu w Rzuchowie.
To już chyba stanie się tradycją, że co roku wraz z początkiem jesieni będziemy się spotykać na urodzinach naszego portalu. Na świętowanie drugich urodzin wybraliśmy San w okolicach mostu w Rzuchowie. W zeszłym roku nie udało się zorganizować tu spotkania ze względu na wysoki poziom wody. Tym razem nic nie stanęło nam na przeszkodzie, San toczył niską i przejrzystą wodę. Pogoda, pomimo porannej mgły również zapowiadała się znakomita.
Na miejscu jestem kwadrans po siódmej, a że byłem pierwszy poszedłem na most by zobaczyć San z góry. Na moście stało dwóch rowerzystów, którzy sącząc napój produkowany w pobliskim mieście również obserwowali wodę. Okazało się, że to Tuna i Pigon. Razem idziemy pod most i witamy kolejno przybyłych zlotowiczów. Po pojawieniu się wszystkich uczestników wspólnie zapozowaliśmy do pamiątkowej fotki.

Od lewej :Wifer, Pigon, Tuna, Krzychu, Siksa, Dragomir, Zbigniew, Andre, Kssel, Maks Gie, Marcin, Oktawian.
Z osób które zadeklarowały obecność na zdjęciu brakuje Bumela oraz Jakuba- to osoby które zadeklarowały obecność. Bumel jednak pojawił się około południa. Po zmontowaniu zestawów i przebraniu się w " robocze" ubiory słuchamy krótkiej odprawy Wifera.

" ... o tam jest najgłębiej"
Ruszamy więc z wielkimi nadziejami i ciekawością czy San obdarzy kogoś okazem. Zbigniew z synem jadą samochodem na swoje ulubione miejscówki gdzie mieli ostatnio jakieś wyniki co było widać na fotkach na forum. Krzychu łowi w pobliżu mostu, reszta tez gdzieś znika. Ja wraz z Oktawianem, Siksą, Marcinem, Tuną i Pigonem kierujemy się w górę. Tą samą ścieżką kilka minut przed namim przeszedł Wifer, gdyż zostalismy dłużej w miejscu zbiórki gdzie Siksa uraczył wszystkich chętnych czymś na rozgrzewkę.
Obławiamy opaskę raz po raz zmieniając przynęty. Na paprocha bierze mi okoń, ale spada kilka metrów od brzegu, co bardzo rozbawiło Siksę.
- Niezaliczony, niezaliczony krzyczał.
Chwilę później do obrotówki wychodzi mi kolejny pasiak ale nie decyduje sie na atak.

We mgle
Nie zauważam nawet, że upłynęło już dwie godziny, poranna mgła ustąpiła, słońce mocniej zaczęło grzać tak jakby lato chciało jeszcze o sobie przypomnieć.

Łowi Marcin, w tle Siksa, a dalej Oktawian.
Wraz ze słońcem na opasce uaktywniły się klenie. Te niewielkie było widać pod powierzchnią. Szybko wykorzystał to Oktawian wydłubując kilka klonków. Niestety większych nie było widać i tak już zostało do końca.
Kleksik
Kombinowaliśmy z przynętami i sposobem ich prowadzenia bez rezultatów. Nawet bolenie, których tu trochę żyje nie dawały znaku życia na przykosach. Taka fajna woda, a taka pusta - komentujemy zgodnie. Zniechęceni wracamy do mostu by przenieść się na druga stronę Sanu. Kiedy schodziłem z mostu widzę zatrzymujący się samochód Zbigniewa.
- I jak tam?- pyta. Bo u nas nic.
- Słabiutko- mówię zgodnie z prawdą.
- Ja jadę do domu odstawić auto, a po drodze wezmę coś na wzmocnienie - stwierdził.
Niestety na opasce po prawej stronie rzeki również nic się nie wydarzyło i kiedy tylko zobaczyłem dym unoszący się nad naszym obozem postanowiłem zakończyć łowy. Na miejscu byłem grubo przed umówionym czasem, a mimo to byli już tam prawie wszyscy, a na grillu rumieniła się kusząco kiełbaska.
PSW od kuchni...
Do pełnego składu brakowało tylko Wifera, który zawędrował najdalej w górę rzeki. Po jego powrocie okazało się, że mógł się pochwalić jedyną sensowna zdobyczą tego dnia. Na odległej przykosie skusił na wahadłówkę bolenia 58 cm. Zaprocentowała znajomość wody i cierpliwość.
Zdobycz Wifera
Przy grillu tradycyjnie czas upłynął nam na dyskusjach o najlepszym hobby na świecie, jak również o innych mniej ważnych zjawiskach tego świata. Kiełbaska smakowała wybornie , a o urodzinowe ciasto zadbał Zbigniew (no może jego żona).
Wifer, tak jak wcześniej obiecał zaprezentował nam spinningowy komplet jakiego używał ponad dwadzieścia lat temu do połowu sumów w Sanie. Opowiedział o realiach ówczesnego wędkarstwa i problemach ze zdobyciem sprzętu. Młodsi uczestnicy zlotu słuchali z lekkim niedowierzaniem - wszak niekórych nie było jeszcze na świecie.Przynajmniej w tamtych czasach ryb było dużo więcej.

"Oldtimer"
Wszyscy posileni przenieśliśmy się na plażę pod rzuchowskim mostem aby oddać się sportowej rywalizacji- konkursowi rzutów do celu. Po krótkim instuktarzu Wifera zaczęliśmy konkurs.

Wifer omawia techniki rzutu
Celem było koło o średnicy około metra oddalone o około 25 metrów. Emocje sportowe udzieliły się wszystkim i szybko ustawiła się kolejka czekających na swoją szansę.

Admin wymiata
Czarnym koniem zawodów okazał się Pigon. Rzutem niemal w sam środek koła pokonał całą konkurencję. Pewnie pomógł mu w tym wsześniejszy odpoczynek po połowach :) Można było postawić na niego u bukmacherów.

Zwycięzca
Po konkursie spod mostu zaczęły odjeżdżać pierwsze samochody. Czas się pożegnać. Jeszcze tylko ostatnia fotka i do zobaczenia... pewnie w przyszłym roku.

Chyba jedyna rzeczą jakiej mi zabrakło na Drugich Urodzinach to ryby. Potwierdziła się opinia że San to dość trudna rzeka. Nie da się tu przyjechać i przypadkowo nałowić ryb. Nad tym trzeba popracować... ale to chyba nie tylko tutaj.
Andrzej "Andre" Peret
Więcej zdjęć w Galerii - KLIKNIJ
Podobne artykuły :
NIE TYLKO SUKCESY
GÓRSKI ZWIAD
PSTRĄGOWY WEEKEND
MAGIA SANU



