Witam, temat niby banalnie prosty ale... Wklepałem w google temat zagadnienia i wyszło mi tyle odpowiedzi, że mam mętlik w głowie. W zasadzie dotychczas nawijałem żyłkę/plecionkę z pomocą drugiej osoby, która na jakimś kołeczku wyhamowywała mi obroty szpuli. Ale teraz to już sam nie wiem... W wiaderku z wodą do połowy też próbowałem i w miarę to wychodziło, ale mam teraz 0.30 stosunkowo grubą i sztywną żyłeczkę karpiową i pasuje mi to zrobić raz a dobrze. Nie chcę w głupi sposób doprowadzić do plątania lub urywania podczas wyrzutów zestawów.




Odpowiedź z cytatem
bo nie bardzo rozumiem jak to spadać ?? bo ja zawsze zakładam fabryczną rolkę na patyk unieruchamiam go i powoli nawijam kołowrotkiem a ta rolka właśnie się obraca na tym patyku.


.Ja tam nie bawię się w żadne ceregiele tylko robię tak a mianowicie wrzucam szpulę z żyłką do wiaderka z wodą.Do wody dolewam kilka kropli "Ludwika" i pozostawiam tam żyłeczkę na kilkadziesiąt minut.Po tym czasie żyłka "napije" trochę wody i zrobi się bardziej elastyczna.Następnie,przekładam przez pierwszą przelotkę,wiążę do szpuli kołowrotka ,zamykam kabłąk i przytrzymując wilgotną szmatką zaczynam nawijać.Kilkadziesiąt obrotów i zmieniam kierunek obrotu szpuli z żyłką w wiaderku.Co jakiś czas jeżeli mam taką możliwość na łowisku (duża łąka) po prostu rozwijam luźno z 200m żyłki a następnie przez mokrą szmatkę z płynem go mycia naczyń z powrotem nawijam.Bardzo dobry sposób po wyholowaniu kilku dużych ryb!Często słyszę jak niektórzy mówią że mają problem z plączącą się żyłką.Rada ta jest dobra dla gruntowców ale spiningiści łowiący na pletki też powinni ją stosować.Chodzi mi o samo wykonywanie pierwszego rzutu.Zawsze przed pierwszym zarzuceniem zestawu,polewam żyłkę na szpuli kołowrotka wodą i odczekuję nieznacznie aby żyłka nabrała wilgoci.Robi się bardziej elastyczna,lepiej schodzi z szpuli kołowrotka a w przypadku plecionki ,przelotki podczas pierwszego rzutu ,dostają czegoś w rodzaju smarowania.Pamiętajcie o tym a przelotki w waszych kijach będą przez wiele lat jak nowe
.
