PSW NA GP – BUDY ŁAŃCUCKIE

Posted on Październik 16, 2009

Jadąc na II Urodziny naszego zacnego portalu w głowie chodziły mi plany aby skoczyć potrenować przed zawodami w Budach Łańcuckich. Wiadomo jak dużą przewagę daje rozpoznanie terenu przed bitwą.Nawet takie powierzchowne pohasanie po brzegu pozwala nam zaplanować taktykę i zaoszczędzić czasu w poszukiwaniu dobrej miejscówki...

Trening

Jadąc na II Urodziny naszego zacnego portalu w głowie chodziły mi plany aby skoczyć potrenować przed zawodami w Budach Łańcuckich. Wiadomo jak dużą przewagę daje rozpoznanie terenu przed bitwą. Nawet takie powierzchowne pohasanie po brzegu pozwala nam zaplanować taktykę i zaoszczędzić czasu w poszukiwaniu dobrej miejscówki. Już kilkukrotnie przerabiałem to na Grand Prix. Te choćby 30 minut więcej poświęconych na wędkowanie pozwoliłoby mi zająć miejsce na podium. Miejsca znalezione, ryby są i dobrze współpracują ale czasu już brakuje i trzeba wracać do bazy aby nie zostać zdyskwalifikowanym. Tak było na Wisłoce czy Wiśle, gdzie po wyścigu z czasem ledwo żywy dotarłem do bazy na pięć minut przed końcem. Teraz miało być inaczej.

Z Marcinem szybko zawarliśmy pakt o nieagresji i postanowiliśmy odwiedzić ten rejon Wisłoka w środę poprzedzającą niedzielne zawody. Na miejsce dotarliśmy troszkę później niż normalnie zaczynają się zawody ale przecież to jeszcze nie ten dzień i nie ma co się za bardzo napinać.

GP1

Wisłok na tym odcinku zrobił na mnie ogromne wrażenie. Miejsca powalały z nóg. Wisłok na poszczególnych miejscówkach potrafi zmniejszyć swe koryto do nawet niecałych 7 metrów a następnie z powrotem rozlać się na ponad trzykrotną szerokość. Rzeka w tych miejscach to tylko koryto w którym woda przekracza dobrze 2 metry i szaleńczo gna przed siebie. Brzegi to praktycznie pionowe skarpy ze spowolnieniami przy samym brzegu w których kryje się mnóstwo drobnicy. Takie miejsca kończą się najczęściej zwalonymi drzewami do wody a to już bankowe miejsca na ryby. Dno to praktycznie wszędzie żwir lub piasek a tego ostatniego to nie spotkałem na żadnym innym odcinku Wisłoka. Wszystko to robi spore wrażenie dla wychowanego nad miejskimi brzegami rzeki ale przejdźmy już do samego wędkowania.

GP2

GP3

GP4

Zaczęliśmy wędkować tuż przy miejscu gdzie miały odbyć się zawody. Marcin szybko złowił wymiarowego klenia i zaliczył kilka pustych brań. Powoli schodziliśmy rzeką obławiając co ciekawsze miejsca. Marcin co kilkanaście minut holował wymiarowego klenia czy okonia a ja tylko bezskutecznie zmieniałem przynęty. Po dwóch godzinach doszliśmy do wniosku, że ryby już nie stoją w mocnym nurcie ale czają się w spokojniejszych miejscach. Utwierdziła nas w tym przekonaniu następna miejscówka gdzie na spokojnej wodzie złowiliśmy 2 dobrze ponad wymiarowe klenie i przyzwoitego zawodniczego okonia. Postanowiliśmy więcej już tu nie łowić aby na niedziele ryby były zwarte i gotowe na nasze przybycie. Jak się później okazało zwarte może były ale na pewno jeszcze nie gotowe.

GP5

GP6

Podczas wędkowania zdziwiła nas bardzo mała ilość okoni zamieszkujących ten odcinek. Z jednego miejsca nie złowiliśmy więcej niż jednego okonia. O tej porze roku garbuski już dawno są zgrupowane i dobrze reagują na przynęty, niestety nie na tym odcinku. Na jednej z miejscówek znaleźliśmy martwego ptaka drapieżnego. Na łapie miał nylonowy sznurek i po dziś dzień nie wiem czy był to przypadek czy celowe działanie jakiegoś buraka.

GP7

GP8

GP9

Wędkowaliśmy jeszcze przez ok. 2 godziny i generalnie Marcin pokazał klasę łowiąc ryby w stosunku co najmniej 9:2 na swoją korzyść. Zdecydowaną większość ryb złowił na woblery Marka Pokrywki z Leżajska, które kupił od Oktawiana na ostatnim zlocie. Szczerzę mówiąc to woblery nie przypadły mi wizualnie do gustu ale praca robi dobre wrażenie a co najważniejsze rybom dobrze przypasowały. Dzień uważam za udany chodź ryb zbytnio nie połowiłem ale forma miała przyjść dopiero za kilka dni.

Zawody

Z Rzeszowa wyruszyliśmy o 6:00 i po kilkudziesięciu minutach jazdy dotarliśmy na miejsce zbiórki na pół godziny przed czasem. Przywitaliśmy się z organizatorami i innymi zawodnikami, którzy przybyli przed nami. Spokojnie zmontowaliśmy zestawy i spakowaliśmy potrzebne przynęty. W końcu nadszedł moment startu. Od razu z Marcinem ruszyliśmy w poznane wcześniej miejsca. Nie licząc jednego zawodnika tylko myśmy poszli brzegiem, na którym trenowaliśmy. Mieliśmy, więc całą rzekę tylko dla siebie.

GP10

Niestety wcześniej wytypowana miejscówka nie przyniosła nawet jednego brania (klenie jeszcze spały o tej godzinie). Ruszyliśmy w dół rzeki. Na jednej z miejscówek przy zwisających gałęziach miałem kleniowe pobicie, kleń już w środę atakował woblera ale i tym razem się nie zapiął. Zdenerwowany niewykorzystanym braniem ruszyłem dalej. Niestety ryby dzisiejszego dnia nie chciały dobrze współpracować. Miejsca gdzie na treningu były ryby okazywały się kompletnie puste a do tego wiał porywisty wiatr, który przeszkadzał w celnym podaniu przynęty. Do końca zawodów coraz mniej czasu a nie miałem na koncie żadnej ryby. Marcin w tym czasie zdążył złowić wymiarowego okonia na paprocha oraz wyholować prawie wymiarową brzanę, która zasmakowała Pokrywkowego woblera.

GP11

Postanowiłem i ja spróbować na te znienawidzone przeze mnie przynęty. Niestety paprochów nadal nie polubiłem i zostawiłem dwa na zaczepach. W końcu postanawiam założyć obrotówkę czyli kolejną przynętę, za którą nie przepadam przy kleniowych łowach . Już w pierwszym rzucie czuje puknięcie i wyciągam okonia, któremu brakuje 0,5cm do wymiaru. Pech czy już jakieś fatum? W końcu docieramy do miejsca gdzie zakończyliśmy środowy trening. Marcin postanawia wracać i obłowić jeszcze raz początkowe miejsca. Ja zostaję gdyż nie lubię chodzić po tych samych miejscach drugi raz. Postanawiam zmienić przynętę na woblera, którego kupiłem specjalnie na te zawody. Pierwszy rzut i notuję mocne branie klenia, niestety znowu nie zacięte. Kolejny rzut i znowu branie. Tym razem zacięcie jest skuteczne i po kilku sekundach holu na brzegu ląduje ok. 25cm okoń. Patrzę na zegarek i stwierdzam, że do końca zawodów pozostało półtorej godziny. Najwyższy czas na odrabianie strat.

Kilka metrów niżej znajduję ciekawą zatoczkę ze wstecznym nurtem. W pierwszym rzucie widzę uciekającą drobnicę i czuję delikatne puknięcie. Jeszcze kilka minut czekałem na mocne uderzenie jak się okazało 40cm klenia. Kilka metrów niżej znowu mocne uderzenie ale tym razem kleń się nie zacina. Dochodzę do wniosku, że nie mogę pozwolić sobie na marnowanie brań i to w decydującej fazie zawodów. Zmieniam woblera na podobnego ale już z dwoma kotwiczkami. Dochodzę do następnej miejscówki gdzie wprost musi czaić się kleń. Pierwszy rzut, błysk, branie, zacięcie i siedzi. Kleń uderzył w woblera z prądem rzeki i momentalnie spłynął kilka metrów zahaczając o wystającą z wody gałąź. Było niebezpiecznie gdyż czułem tarcie żyłki o gałąź. Na szczęście zainwestowałem w markową żyłkę, która wytrzymała ten krytyczny moment. Kleń wyskoczył nad wodę niczym Bubka nad poprzeczkę przenosząc żyłkę na drugą stronę i już nie miał szans na uwolnienie. Kolejny czterdziestak był mój. Następne przepuszczenie woblera w poprzek rzeki i dziwne miękkie zatrzymanie, zacinam i kolejny kleń ląduje na brzegu. Do końca zawodów doławiam jeszcze jednego klenia i wracam.

GP12

Na miejscu dowiaduje się, że Marcin złowił jeszcze 2 wymiarowe klenie, które pozwoliły zająć mu 8 miejsce. Złowione przeze mnie ryby pozwoliły mi uplasować się na 2 miejscu i umocnić się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej Grand Prix. Przegrałem tylko z kompletem kleni, który został złowiony w miejscu gdzie rozpoczynałem z Marcinem zawody. Niestety byliśmy tam za wcześnie. Organizatorzy po zawodach przygotowali dla startujących grilla. Nic tak nie cieszy jak gorąca kiełbaska po ponad 5 godzinach pracy w ciężkich warunkach. Po ogłoszeniu oficjalnych wyników rozjechaliśmy się do domów. Już podczas drogi powrotnej rozpoczęliśmy z Marcinem operację pod kryptonimem „Bezrybny San w Rzuchowie”, gdzie mają odbyć się ostanie zawody z cyklu Spinningowego Grand Prix Okręgu Rzeszów.

Siksa

Komentarze do aktykułu

Podobne artykuły :
PSW NA GP
PSW NA GRAND PRIX


(c) Podkarpacki Serwis Wędkarski, krs