Skocz do zawartości

  • marekn

    Jak prowadzę?-cd.
    Głębokie rynny zazwyczaj odpuszczam, czasem wyjdzie w nich kleń do"smużaka", ale traktuję to jako przypadek, może kiedyś poświecę więcej czasu, żeby rozgryźć takie miejsca. Woblery prowadzę w zmiennym tempie, czasem wolno, czasem przyspieszam, to już zależy od konkretnej sytuacji. Nieraz pozwalam woblerowi spływać swobodnie w dól, w tzw. dryfie, od czasu do czasu tylko wprawiając go w delikatne drgania za pomocą szczytówki i napiętej żyłki. Wtedy najbardziej przypomina szamocącego się w wodzie owada i często potrafi oszukać ryby. Takie sposoby łowienia wymagają ode mnie nieustannej koncentracji, potrzebnej do skutecznego zacięcia ryby, co nie zawsze jest możliwe, ale brań mam znacznie więcej, niż kiedy prowadzę przynętę pod prąd lub po łuku w poprzek nurtu, schodząc w dół rzeki. Nieraz są one gwałtowne, efektowne, ale nie do zacięcia, a bywa tak, że minimalne przytrzymanie woblera kończy się wyholowaniem sporego klenia. Na to nie ma reguły. Poza tym łowienie z nurtem ma jeszcze tę zaletę, że zapięty kleń holowany w dół rzeki nie robi tak wielkiego hałasu, daje się łatwiej prowadzić niż pod prąd, a przez to nie płoszy pozostałych ryb ze stada i dzięki temu mamy szansę wyjąć ich kilka z jednego miejsca.

    Jaki sprzęt?
    Nad tym nie będę się rozwodził, bo już chyba wszystko zostało napisane. Oczywiście kij pod klenie, jaki kto lubi i na jaki kogoś stać. Sam stosuję IRI Lucky`ego Kongera 275cm i cw do 10g, na razie wystarcza.Tutaj ciekawostka, która może zabrzmieć jak herezja, czasem łowię na wklejankę Robinson Diplomat 270cm, do 20 g. Wiadomo, nie trzyma tak ryb, ale ma sztywną szczytówkę, każde branie czuję idealnie i praktycznie nie muszę być taki skupiony, po prostu ściągam woblera, a klenie zacinają się same, oczywiście rzucam pod prąd. Poza tym wtedy mogę w miarę komfortowo połowić na małe gumy . Dobór kołowrotka to indywidualna sprawa, również opisywana wielokrotnie. Używam Shimano GTM-RB 2500, czasami Slammera 260. Ten ostatni jest dość ciężki, ale nie do zdarcia. Co jednak najważniejsze, ma idealny hamulec, co przy gwałtownych braniach kleni ma swoje znaczenie. Żyłek używam cienkich, ponieważ łowię w czystych rzekach, zazwyczaj Strofta 0,14 i 0,12mm. Przy dobrym hamulcu spokojnie wystarcza i można dalej rzucić lekkimi woblerkami. Przeważnie stosuję malutkie agrafki lub agrafki z krętlikiem, mimo że słyszy się opinie, że płoszą one ryby, ja tego nie zaobserwowałem, a i wymiana przynęty jest wygodniejsza i mniej czasochłonna niż w przypadku luźnych węzłów.

    Jakie przynęty?
    Też zależy od upodobania. Generalnie powinny być niewielkie, pływające i przypominać swym wyglądem przeróżne owady, choć i od tego są wyjątki. Z powodzeniem stosuję woblery kupowane, oto niektóre z nich:


    1.thumb.jpg.e7779b16580e21e5fb3521fe9ea09d2d.jpg



    Jak widać są to przynęty dobrze znane: Salmo Tiny, w których zostawiam tylko tylną kotwicę, woblery Lipińskiego, Stepanowa, Krzyszczyka, Maybugi, Sieki, Rebele, Dorado, a także owady @Dzienciola. Lubią je klenie

     

    2.thumb.jpg.88ba72c8e36e6fca3bf50fd6662398bd.jpg

    i jazie.

    3.thumb.jpg.1e1b76b17cc85045ad819bf66a48a31b.jpg

     

    Jednak przede wszystkim łowię na swoje "robale".


    4.thumb.jpg.f2ffd588ed4af57c0ee2728e53a89e84.jpg


    Łowienie na własnoręcznie wykonane woblery sprawia mi największą frajdę i satysfakcję, kiedy okazuje się, że są one skuteczne. Osobiście wolę te woblery, które nie pracują na samej powierzchni, tylko tuż pod nią, dlatego takich strugam najwięcej. Staram się je malować tak, aby kolorystycznie przypominały owady, jakie spotykam nad wodą, ale i tak uważam, że najistotniejsza rolę odgrywa ich praca. Dużo kleni łowię np. na nie malowane, tylko polakierowane, czasem z jakimiś czarnymi, czerwonymi lub białymi dodatkami. Ryby je atakują, chociaż nad wodą nie widuję owadów w takich kolorach. Te najbardziej łowne, których używam najczęściej, są poobijane, z pourywanymi nóżkami, z poodpryskiwanym lakierem, ale kleniom to nie przeszkadza. Na przykład mój kolega z forum najwięcej kleni wyjmuje na Insecta Lipińskiego, który przez ciągłe uderzenia o kamienie i ataki kleni wygląda koszmarnie, chyba już nic nie przypomina, ale ma taką pracę, że jest prawdziwym killerem. Ciągle tworzę nowe wzory, a to z dwóch powodów. Przede wszystkim to wciąga i to bardzo. Poza tym jestem do tego poniekąd zmuszony. Ryby które łowię, wypuszczam i kiedy jestem kolejny raz w tym samym miejscu, już nie jest mi tak łatwo je przechytrzyć tymi samymi woblerami. Szybko się uczą, więc i ja muszę się dostosować, i cały czas kombinować. Robię "robale" o różnej pracy, bo ich skuteczność zależy od warunków w jakich wędkuję. Na przykład kiedy woda w rzece jest niska i bardzo czysta, najlepsze okazują się te o drobnej, ledwie dostrzegalnej pracy, natomiast te, które agresywnie trzepią ogonem, często płoszą ryby. Oczywiście w "grubej" wodzie te drugie są zdecydowanie lepsze. Na "robale" łowię nie tylko klenie, trafiają się też pstrągi, ale to raczej jako przyłów.


    5.thumb.jpg.1c881ceb49a54702db6f88800ad0d0a9.jpg

     

    Raz tylko łowiłem w ten sposób na Sanie powyżej Leska, na niżówce, wyłącznie z myślą o pstrągach i efekty były całkiem niezłe, więc może jeszcze kiedyś spróbuję, jeżeli warunki będą podobne.
    Jeśli chodzi o przyłowy, to trafiają się nieraz całkiem, powiedzmy, "egzotyczne", bo np. świnki na spinning to nic dziwnego, ale na te woblery wyjmowałem również strzeble, kiełbie, piekielnice, ukleje; a raz nawet zaliczyłem atak żaby.
    "Smużyć" można też woblerami niekonwencjonalnymi jeśli chodzi o tę metodę, a mianowicie takimi, które nie przypominają owadów.


    6.thumb.jpg.b88baf10ec8720190e163dd0eff318d0.jpg


    Imitacją niewielkiej rybki "smużę" powierzchnię wody, trzymając odpowiednio wysoko szczytówkę wędki i czasem przynosi to zaskakujące efekty. Oprócz tego do takiego łowienia można stosować małe obrotówki nr 0 czy 00 lub różnej wielkości żabki, wystarczy je tylko poprowadzić tuż pod powierzchnią wody. Jeśli chodzi o kotwice, to oczywiście muszą być bardzo ostre i wolę, żeby były za duże, niż za małe. Z zacinaniem ryb też jest różnie, jeśli klenie tylko "wąchają" przynęty, delikatnie trącają, tnę z nadgarstka w tzw. tempo, niektóre udaje się zapiąć, nieraz za zewnętrzną część pyska. Bywa tak, że są bardziej zdecydowane, wówczas wystarczy, że w momencie brania delikatnie, płynnie przesunę wędzisko i ryba siedzi. Niestety zdarza się tak, że walą tak mocno, że demolują woblery, np. łamią stery, rwą nóżki, a mimo to nie mam szans, żeby je skutecznie zaciąć.

    O czym pamiętać?
    Do tej pory nie napisałem jeszcze o dwóch sprawach, które przy łowieniu "smużakami" wydają mi się bardzo istotne. Po pierwsze, jeżeli nie mam efektów kombinuję ze sposobem prowadzenia i przede wszystkim często zmieniam woblery. To że w danym miejscu ryby nie reagują na przepływającego obok żuka, nie wyklucza, że uderzą w odpowiednio podaną gąsienicę lub osę. Nie rezygnuję i niejednokrotnie jest tak, że dopiero po wielu próbach trafiam na przynętę, która okazuje się "hitem dnia". Druga sprawa, to nigdy za wiele ostrożności w poruszaniu się na łowisku. Nawet jeżeli, łowiąc w górę rzeki, podchodzę ryby od ogona, staram się nie rzucać im w oczy. Na przykład klenie, nie stoją tylko zwrócone głowami pod prąd, patrolując swoje miejscówki, pływają w górę i w dół rzeki, a wtedy mogą mnie dostrzec, mimo że ustawiony jestem niżej dołka, a wtedy najlepsze przynęty nie pomogą.

    Na koniec
    Opisując jak łowię na woblery smużące, powtórzyłem wiele informacji, które są dla nas, spinningistów, oczywiste. Jednak musiałem to zrobić, żeby ten tekst miał ręce i nogi. To, co dodałem od siebie, może ktoś wykorzysta w praktyce nad "swoją" wodą, a może nie. Łowię przeważnie w dzikich, górskich wodach, dlatego moje doświadczenia mogą nie pokrywać się z doświadczeniami tych, którzy wędkują na uregulowanych rzekach w ich dolnym biegu; chociaż na nizinnym Sanie, Wisłoce czy Wisłoku też udawało mi się w taki sposób oszukiwać ryby. Zawsze też można przyjechać w Bieszczady i wypróbować moje sugestie w praktyce, naprawdę warto, chociażby dla "pięknych okoliczności przyrody i niepowtarzalnych" . Zapraszam. Jedno jest pewne, w spinningowaniu nie możemy uparcie trzymać się sztywnych reguł, próbujmy, kombinujmy, zmieniajmy, a wtedy przyjdą efekty. Sam jestem przekonany, że jeszcze wiele muszę się nauczyć, ale na to trzeba czasu. Dla mnie ważne jest też to, żeby wypuszczać złowione ryby, bo wtedy w czasie następnego pobytu nad wodą mam większe szanse na wyjęcie czegoś przyzwoitego.
    Połamania.

     

    7.thumb.jpg.a019053ae9a538d0baa1664887fd3f32.jpg


    M.N


    • Lubię to 9
      Zgłoś Artykuł


    Opinie użytkowników


    Super artykuł,a łowienie najbardziej widowiskowe jakie znam.

    Podziel się komentarzem


    Odnośnik do komentarza
    Udostępnij na innych stronach


    Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

    Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

    Zarejestruj nowe konto

    Załóż nowe konto. To bardzo proste!

    Zarejestruj się

    Zaloguj się

    Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

    Zaloguj się

×

Komunikat

W dniu 25 maja 2018 roku wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r - RODO. Abyś mógł korzystać z portalu Podkarpacki Serwis Wędkarski potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie danych osobowych oraz danych zapisanych w plikach cookies. Proszę o zapoznanie się z Polityką prywatności.