Skocz do zawartości
  • PRZEDWIOŚNIE


    marekn

    Dlaczego taki temat? Dlatego, że już się doczekać nie mogę, a to jeszcze prawie dwa miesiące i to przy dobrych wiatrach. Wczesną wiosną lub może jeszcze raczej na przedwiośniu bardzo często odwiedzam z wędką niewielkie rzeczki i szersze potoki. Mimo że wokół jeszcze szaro i buro, a na dodatek zimno, wydaje mi się, że ten okres jest najlepszy na takie wypady, a to z kilku powodów. Po pierwsze małe górski rzeczki i potoki w ciągu całego roku niosą raczej niewiele wody i nie tak łatwo znaleźć na nich odpowiednie do wędkowania miejscówki. Jedynie właśnie początkiem marca, zasilane jeszcze przez topniejący w górach śnieg, są na tyle głębokie, że można w nich w miarę komfortowo łowić. Z drugiej jednak strony woda pośniegowa jest bardzo zimna, dlatego ryby w niej są mało aktywne i naprawdę ciężko sprowokować je do ataku. Najlepiej odwiedzać je, gdy woda nieco się już ociepli, ale jeszcze nie zdąży całkiem opaść, tak byłoby najrozsądniej; jednak często wyposzczony po zimie, wbrew rozsądkowi, depczę ich brzegi w śniegu po kolana i czasem uda mi się nawet coś złowić. Drugim powodem tych wiosennych spacerów, jest fakt, że właśnie wtedy można jeszcze trafić w tych rzeczkach pstrągi, których część pozostała tu po jesiennym tarle. W późniejszym okrasie jest ich znacznie mniej, a to za sprawą powszechnego, nawet w takich miejscach, kłusownictwa, a także innych wędkarzy, którzy nad takimi "ciurkami" też się czasem pojawiają. Trzecim , kto wie czy nie decydującym, argumentem skłaniającym mnie do tego typu łowienia, jest małe prawdopodobieństwo spotkania innego wędkarza. Nad takimi rzeczkami mam spokój i ciszę, presja wędkarska jest bowiem znikoma, a to dla mnie jest bardzo ważne. Łowię więc albo sam, albo z Marcinem. W tym drugim przypadku dzielimy się odcinkami rzeczki, każdy ma "swój", bo w takich okolicznościach dwie osoby w jednym miejscu, to już tłok; a spotykamy się w umówionym wcześniej punkcie.

     

    1.thumb.jpg.aef8c263603bf003e5f3e405eaa663c3.jpg
    Ulubiona rzeczka


    Jak już wcześniej pisałem, głównym celem takich wyjść jest pstrąg , po prostu w potokach, w których łowię, jest to zazwyczaj jedyna ryba, za którą mogę uganiać się ze spinningiem. Oprócz niego strumienie zamieszkują strzeble, ślizy i głowacze, które stanowią jedynie jego pożywienie.

     

    2.thumb.jpg.bc43dff13e5ce052e2d2d7d7341819c8.jpg
    Marcowy pstrąg


    Na ryby mogę liczyć w głębszych miejscach, przy zatopionych pniach drzew, na zakrętach rzeczki lub za niewielkimi kaskadami. Świetne są dołki przy podmytych korzeniach drzew, gdzie pstrągi znajdują doskonałe schronienie.

     

    3.thumb.jpg.ab2e65ddc6a2b2e532ebb9c1d4850275.jpg
    Obiecująca miejscówka



    W takich miejscach ustawiam się wyżej przypuszczalnej kryjówki ryby, pamiętając o tym, by nie być zbyt widocznym i posyłam przynętę w dół. Potem bardzo powoli ściągam ją pod prąd, przytrzymując na dłuższą chwilę w interesujących mnie odcinkach, powtarzam to wielokrotnie, bo nie raz ryba decydowała się na atak dopiero w czasie któregoś z kolei przeciągnięcia woblera. Często po kilku metrach pozwalam woblerowi swobodnie spłynąć metr, dwa, by ponownie przeciągnąć go w pobliżu domniemanej kryjówki pstrąga. Czasem bywa tak, że nie da się wykonać poprawnego rzutu ze względu na zwisające nad głową gałęzie drzew, wtedy muszę dać woblerowi spokojnie spłynąć, cierpliwie czekając nieraz dłuższą chwilę i dopiero zaczynam prowadzić go pod prąd. W takich sytuacjach, kiedy trzeba to zrobić klęcząc za jakimś krzaczkiem, nieoceniony jest dłuższy kij, którego szczytówkę mogę wystawić za daną przeszkodę, nawet na środek potoku. Wtedy dopiero otwieram kabłąk i bez problemu spławiam woblera z nurtem. Dlatego też nawet na tych małych rzeczułkach używam wędki 2,70 m. Kiedyś łowiłem na taką o długości 2,20 m, ale wielokrotnie brakowało mi te pół metra, więc dałem spokój. Może i rzut dłuższym kijem jest utrudniony, ale wszystko można wytrenować, w ciężkich miejscach robię to "z nadgarstka" i jakoś daję radę. Tak po prostu lubię, nie mniej jednak zdaję sobie sprawę, że inni wolą odwrotnie, krótkimi wędkami i też jest im wygodnie. Generalnie łowię inaczej niż na rzekach w pełni sezonu, mianowicie schodząc bardzo powoli w dół potoku, dlatego staram się być dwa razy ostrożniejszy niż zazwyczaj, więc nieraz rzucam w przysiadzie lub na kolanach. Ale wiosną człowiek jest jeszcze w gazie i gotów do sporych poświęceń .

     

    4.thumb.JPG.a73269d5b99f1d924b288317a3e24db9.JPG
    Spod korzenia



    Najgłębsze dołki obławiam woblerami tonącymi, cięższymi wahadłówkami lub jigami i staram się je prowadzić jak najbliżej dna. Na przedwiośniu ryb zazwyczaj szukam na odcinkach spokojnych, chociaż od tej reguły bywają wyjątki i udaje się trafić na nie nawet w bardzo wartkim nurcie, w którym teoretycznie o tej porze roku nie powinniśmy liczyć na pstrągi.


    5.thumb.jpg.d953256adc33f0ec14c7b9311aee141f.jpg
    W tym prądzie Marcin wyjął pierwszego pstrąga w zeszłym roku



    Jak już pisałem, używam wędki 2,70 m, jest to już kilkunastoletni Balzer o cw. do 20g. Mimo swoich lat jest to nadal mój ulubiony kij, na który wyjąłem już setki pstrągów. Podpinam do niego Slammera 260 z grubszą żyłką, tak około 0,20mm, nie ze względu na wielkość łowionych ryb, tylko z myślą o zaczepach. Gdzie indziej, przy normalnej wodzie, wystarcza 0,16-0,18 mm. Na takie wypady zabieram zazwyczaj jedno, małe pudełeczko z przynętami. Może kogoś to zdziwi, ale ja już się tak przyzwyczaiłem. Zresztą wzdłuż brzegów takich rzeczek przemierzam zazwyczaj kilka kilometrów i uważam, że nie ma co się niepotrzebnie obciążać i utrudniać sobie marsz. Nie chcę też na razie zaprzątać sobie głowy myślami typu "a może jednak na tego", na to przyjdzie czas w pełni sezonu . Poza tym sądzę, że ryby po zimie są na tyle "wyposzczone", że jeżeli tylko mają w tym dniu, w tej godzinie, ochotę na jedzenie, to zdecydują się wyjść do przepływającej przynęty. Ważne tylko by pojawiła się odpowiednio blisko ich kryjówki, dlatego wybieram takie, które pracują na różnych głębokościach. Podstawowe modele, więc kilka woblerów płytko schodzących, raczej większych, 5-7cm, kilka głębiej schodzących, zazwyczaj pięciocentymetrowych, do tego jeden, góra dwa tonące. Wszystkie raczej w naturalnych kolorach, jeśli woda jest w miarę czysta. Staram się też mieć jakiegoś jednego mocno żółtego, tak na wszelki wypadek. W tym roku rolę takiego "czarnego konia" powierzę Szerszeniowi Leszka. Czytam często, że wiosną sprawdza się doskonale na małych, nizinnych rzeczkach , poza tym łowiłem na niego klenie, a także pstrągi np. na Sanie, więc pewnie sprawdzi się też na niewielkich, górskich potokach, pomimo tego, że w czystej wodzie, która w nich płynie, nie będzie wyglądał zbyt naturalnie. O to też chodzi, niech zaskakuje ryby. Oprócz woblerów zabieram wahadłówki, o różnym ciężarze, tak od 2-5g, w kolorach miedzi i mosiądzu (samoróbki lub kupowane, ale też zazwyczaj ręcznie robione). Do tego pakuję ze trzy obrotówki w podstawowych kolorach, jakąś jedyneczkę, dwie dwójki, kilka nieco większych twisterów na główkach w granicach 1-3 g i jakiegoś kogucika. Blaszki, zarówno obrotowe, jak i wahadłowe, wybieram raczej matowe, "wysłużone"; błyszczące mnie denerwują. To powinno wystarczyć.

     

    6.thumb.JPG.7b21bc6597db1b9201e4677cc5f9d825.JPG
    Przykładowy zestaw na przedwiośnie



    Zazwyczaj przed każdym wyjściem zmieniam przynajmniej część przynęt w takim zestawie, żeby było inaczej. Kiedy słońce bardziej przygrzeje i nad rzeką pojawiają się pierwsze płazy, dokładam jeszcze małe pudełko z żabkami.

     

    7.thumb.JPG.0b8e46ac89d1042630699c84adb27731.JPG
    Żabki



    Sytuacja diametralnie zmienia się w dalszej części sezonu i na większych rzekach, kiedy to kamizelkę wypchaną mam różnymi pudełkami, czasami do granic wytrzymałości, ale to już całkiem inny temat. Na przedwiośniu ma być z umiarem.
    Do tej pory pisałem o pstrągach, ale czasem w przyujściowych odcinkach może trafić się kleń. Jednak nie szukam ich specjalnie, nie zmieniam przynęt na mniejsze, o tej porze roku rozmiary woblerów pstrągowych wcale im nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie. Zdarzało się też, że wyjmowałem je na wahadłówki lub gumy.

     

    8.thumb.jpg.3098c342ba12a5d3dba703ebd46bcbab.jpg
    Przyujściowy kleń


    Oczywiście pstrągi również tam pływają. W latach 90-tych na ujściu jednego z takich potoków do większej rzeczki łowiłem kapitalne sztuki, wiele grubo ponad 40 cm, ale to już niestety przeszłość, chociaż przyzwoite trzydziestaki się jeszcze trafiają.

     

    9.thumb.JPG.2dddc724c591da95075dc36471ca4cc1.JPG
    Pstrąg złowiony również na ujściu do większej rzeczki



    W ogóle z rybami w ostatnich czasach jest coraz gorzej, dawniej w takim potoku bez trudu wyjmowałem około dziesięciu krótkich pstrągów w dwie, trzy godziny, a dzisiaj jeśli wyjmę dwa, ba, nawet jednego, to już jestem zadowolony. Chociaż ostatnio pojawiły się jakieś szanse na poprawę; otóż od dwóch lat z kolegami z koła, do którego należę, wpuszczamy do takich potoczków narybek pstrąga, uczciwie zaznaczę, że dzięki Okręgowi PZW w Krośnie. Oczywiście jego przeżywalność jest raczej niewielka, ale jeśli akcja będzie prowadzona systematycznie przez kolejne lata, może przyniesie jakieś zauważalne zmiany. Póki co czekam, a nuż się poprawi i dalej odwiedzam z wędką "moje" potoczki. Nawet jak nie mam kontaktu z rybami, to i tak jest to wspaniale spędzony czas, a poza tym zawsze można nacieszyć oko czymś innym.

     

    10.thumb.jpg.0d153fd2a31ca065955cb3547a2f8682.jpg
    Przy potoku



    Te wczesnowiosenne wyjścia, które pobieżnie opisałem, dają mi radość, bo mam możliwość bycia nad wodą i wędkowania. To po długiej zimie ma niebagatelne znaczenie. Nie za często udaje się złowić coś przyzwoitego, bo po prostu okoliczne rzeczki nie są tak zasobne w ryby, jak te na nizinach i mają inny charakter. Na "mojej" dołek o głębokości 1,20 m to już istna bania. Dlatego wyciągane przeze mnie wnioski mają charakter jak najbardziej subiektywny i nie muszą pokrywać się z Waszymi, dotyczą jedynie miejsc, na których ja wędkuję. Wracając do ryb, ich złowienie nie jest najistotniejsze, choć niewątpliwie pożądane . Już nie mogę się doczekać, dlatego dzisiaj przygotowałem sobie zestaw kilkunastu woblerów, paru wahadłówek, obrotówek i twisterków, który zabiorę na ten pierwszy wypad. Pozostaje tylko czekać i modlić się, żeby zima była łagodna.


      Zgłoś Artykuł


    Reakcje użytkowników


    Brak komentarzy do wyświetlenia



    Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

    Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

    Zarejestruj nowe konto

    Załóż nowe konto. To bardzo proste!

    Zarejestruj się

    Zaloguj się

    Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

    Zaloguj się


×