Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Pokazuje najbardziej lubianą zawartość od 19.02.2019 we wszystkich miejscach

  1. 20 polubień
    Pierwsza rybka 2019 😍😍coś koło 40 cm
  2. 17 polubień
    "Pierwsze koty za płoty":
  3. 17 polubień
    U mnie taki "wyścigowiec" przy okazji towarzyskich zawodów:
  4. 16 polubień
    Dzisiejszy czterdziestak z Sanoka.
  5. 16 polubień
    Zimno ale za to woda czysta i rybki coś zaczęły brać.Największego pstrąga jakiego dzisiaj złowiłem mierzył 40 cm, ale widać że ryby jeszcze nie doszły do siebie po tarle i zimowym bytowaniu.Wiosna już nie długo bo mimo mrozu przebiśniegi rosną
  6. 15 polubień
  7. 14 polubień
  8. 13 polubień
    Późne otwarcie sezonu wiatr, grad i słońce na zmianę i tak czterdziestak
  9. 13 polubień
  10. 13 polubień
    Spodziewałem się że ktoś z forum wpadnie na trotki na Solinę i doda jakąś fotkę bo rybki ciągle aktywne a i przy ujściach rzek lód puścił. Dzisiaj 3 godzinki, telefon od kol. Sasanek i podczas rozmowy myk branie. Najmniejsza w tym sezonie na Solinie ale cieszy jak każda
  11. 13 polubień
    Pomału zaczyna coś się dziać 2 szt 40 +
  12. 12 polubień
    Krótka relacja z wyjazdu do Nowej Zelandii. Nie był to wypad typowo wędkarski, pierwsze dwa tygodnie to sprawy związane z praca, kolejne dwa to zwiedzanie północnej wyspy z małżonką. Niemniej jednak starałem się wygospodarować dostępny czas najlepiej jak mogłem. Do sprzętu podszedłem minimalistycznie i bez fajerwerków. Wziąłem jedną wędkę muchową i jeden spinning. Nastawiałem się głównie na muchę, przede wszystkim dlatego że to moja ulubiona metoda, ale również z tego względu, że wiele interesujących mnie łowisk dopuszcza tylko tą metodę. Do tego spinning na wszelki wypadek, głównie z myślą o jeziorach. Na początku chodziłem z dwiema wędkami, jednak szybko zostałem przy samej muchówce. Spinning okazał się w moim wydaniu mało przydatny. Nie wiem dlaczego.. woblery były dobre w wyciąganiu sporych klocków z dołków jednak nie miałem na nie ani jednego ataku. Obrotówka była skuteczniejsza, jednak łowiła małe ryby.. Skończyło się więc tak jak w sumie planowałem, czyli z wędką muchową. Wycieczka oczywiście była też poprzedzona dogłębnym studiowaniem dostępnych informacji na temat tego gdzie łowić? kiedy? co? i na co? Nie chciałem żeby przydarzyły mi się jakieś wpadki, ale i tak nie obyło bez paru. Najgorszym utrudnieniem okazał się dla mnie dostęp do wody. Traciłem dużo cennego czasu na szukaniu odpowiedniego miejsca, które nie było szczelnie zagrodzone i umożliwiało łowienie z czystym sumieniem bez naruszania czyjejś prywatnej ziemi. Podobno właściciele nie robią problemów z przejściem przez ich teren, ale wymagane jest ich pozwolenie. Niestety trzeba jeszcze wiedzieć kogo zapytać. Jechałem tam z pewnymi obawami, czy na pewno poradzę sobie w nieznanej wodzie z bardzo ograniczonym czasem, na szczęście wracałem zadowolony. Choć obawy nie były zupełnie bezpodstawne. Woda była najczęściej krystalicznie czysta, ryby mądre, ostrożne i wybredne. Spotkany Kanadyjczyk z Kolumbii Brytyjskiej stwierdził że zupełnie nie może się dostosować do tutejszego łowienia, przez tydzień nie złowił żadnej ryby. Trochę z racji swojej natury chciałem odwiedzić jak najwięcej łowisk. Oczywiście nie był to cel sam w sobie, ale dzięki ilości ciekawej wody mogłem przebierać w kolejnych, licząc w duchu na ciekawe wyniki. W ten sposób trafiałem w kratkę na mniej i bardziej rybne wody, ale w ciągu całego pobytu znalazłem tylko jedną rzekę w której nie spotkałem ryb, oprócz takich wielkości palca. Zapewne miało to związek z nadmiernym rozwojem glonów, z inwazją których borykał się cały tamtejszy region. Pozostałych wód można tylko zazdrościć, choć niektóre na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo podobnie do naszych. Przed wyjazdem byłem bardzo sceptycznie nastawiony na łowienie w jeziorach. Co prawda czytałem o tym że są tam duże ryby i wydawało się to logiczne, jednak byłem pewien, że bez łódki będą niedostępne. Nie brałem pod uwagę tego, że mogę trafić na płytkie jezioro w którym można brodzić. Takie łowisko okazało się całkowitym zaskoczeniem i zakochałem się od pierwszego łowienia. Trochę jak łowienie bonefish z zachowaniem oczywiście odpowiednich proporcji. Woda w jeziorze dochodziła do 24 stopni, natomiast strumienie zasilające jezioro z racji wielu źródeł miały temperaturę około 11 stopni. Pstrągi naturalnie szukając dobrze natlenionej wody przebywały blisko ujść. Wystarczyło je wypatrzyć, odpowiednio podać strimera i sukces gwarantowany. Żartuję, oczywiście nie było to takie proste i nie obyło się bez pomocy lokalnego przewodnika. Niemniej jednak takie łowienie pozostało najciekawszym nowym doświadczeniem z wyjazdu. Również dlatego, że przyniosło największe ryby wyjazdu. Trochę statystyk i ciekawostek na koniec. Przez miesiąc odwiedziłem w sumie 16 różnych łowisk, trzy rzeki nie nadawały się do łowienia z racji ograniczonego dostępu do wody. Na jednym łowisku nie stwierdziłem ryb większych niż 10cm. Jeśli dobrze prowadziłem zapiski, to złowiłem 65 ryb, z czego 4 sztuki 60+, 6 sztuk 50-60cm, 26 sztuk 40-50cm. Największą rybą był potokowiec wg miarki na wędce 27 cali czyli ok 68cm. Nie miałem szczęścia do tęczaków, ilościowo było ich dużo więcej od potokowców jednak wielkościowo nieprzekraczalne okazało się dla mnie 52 cm, złowiłem trzy takie ryby. Można znaleźć wiele opinii, że nowozelandzkie rzeki są poddane zbyt dużej presji, jednak przez pierwszy tydzień łowiąc w lokalnych rzekach nie widziałem ani jednego wędkarza, spotykałem ich tylko na jeziorze lub na chyba najsłynniejszej rzece Nowej Zelandii czyli Tongariro. I tak porównując ilość łowiących np do Sanu jest ich kilkukrotnie mniej. Szczęściarze. Ze śmieci wrzuconych bez sensu do wody trafiłem tylko raz na oponę pod mostem. Przy moim drugim pobycie nad jeziorem podszedł do mnie jakiś lokalny wędkarz z nowiną, że nie dalej jak dwie godziny wcześniej jeden z łowiących kolegów miał na wędce potokowca, którego gapie z mostku ocenili na ok metr długości i 24 funty (10-11kg). Przy okazji powiedział, że nie jest to zupełnie niespotykane zjawisko, raz na jakiś czas łowi się tu takie ryby. Doświadczony pstrąg wygrał Może kiedyś uda się odwiedzić południową wyspę.. HtB
  13. 12 polubień
    u mnie rybki atywne i chętnie gryzą, od tygodnia codziennie wszytkie między 45 cm a 50 cm. 😀
  14. 12 polubień
    w końcu jakieś sensowne rybki 😀
  15. 10 polubień
  16. 9 polubień
  17. 9 polubień
    W ostatnią sobotę mimo niezbyt zachęcającej prognozy zjawiliśmy się nad wodą ok 7:30. Poranek był całkiem przyjemny i nie zapowiadał armagedonu pogodowego, który miał nastąpić za kilka godzin. Systematycznie obławiam potencjalne miejscówki. Woda wygląda na nieznacznie podniesioną i lekko trąconą. Warunki zatem bardzo sprzyjające. Po niespełna godzinie dochodzę do ciekawego miejsca. Najpierw lekki zakręt w lewo wymywający rynnę pod moim brzegiem. Woda łukiem skręca w prawo wzdłuż burty tworzącej cypel, by znów odbić za cyplem w lewo. Na szczycie cypla utworzył się niewielki kant, coś w rodzaju przykosy - wszystko w skali mikro. Woda jednak wyraźnie tam zwalnia i kręci. Przykucam poniżej cypla bo tam nurt odbijający od drugiego brzegu utworzył kolejną rynnę, a w zasięgu rzutu mam również spokojne zakole z mini rozlewiskiem pod drugim brzegiem. Kilka, kilkanaście rzutów w kierunku rozlewiska. potem prowadzenie wzdłuż rynny - nic. Kolej na przykosę. Najlepszy w tych warunkach wg mnie będzie jig. Na agrafkę zapinam więc własnej roboty jiga z różowego marabou na 3 g główce. Rzucam niezbyt daleko w nurt, który wpycha jiga w głęboczek za przykosą, powoli podnoszę jiga i sprowadzam w kierunku kantu. W momencie gdy jig wychodzi z głębszej wody, za nim wychodzi pstrąg i leniwie łapie przynętę. Lekkie szarpnięcie, zacięcie i gejzer na płytkiej wodzie. Spływa nieco z prądem prosto w leżące w płytkiej wodzie gałęzie. Mam trochę stracha bo wbija się za sporą gałąź i ciężko mi wymanewrować go stamtąd. Jakoś sam w końcu wypływa i spływa nieco poniżej prezentując wyskok nad wodę. To tyle szaleństw. Za moment ląduje w podbieraku... Już wiem, że 4 z przodu jest na pewno. Drugi raz w tym sezonie, drugi raz na tej samej rzece, dokładnie miesiąc później Dokładnie 46 cm. Kilka fotek, mierzenie dla formalności i wraca do wody. Niestety ale to było jedyne branie tego dnia. Potem deszcz z wiatrem i chwilami gradem skutecznie utrudniały łowienie.
  18. 8 polubień
  19. 8 polubień
  20. 7 polubień
    Kropeczki coraz bardziej aktywniejsze, dzisiaj udało mi się złowić 8 sztuk max do 32cm. Rybki w dobrej kondycji wróciły do wody
  21. 7 polubień
    Zabawa z holo zakończona 🤩🤩🤩
  22. 6 polubień
    Dzisiaj w godzinkę 3 klenie, coś się dzieje
  23. 6 polubień
    Dzisiaj dwie godzinki z samego rana i sześć kleni, największy powyżej 40cm.
  24. 6 polubień
    Bardzo dawno nic nie wrzucałem do swojego wątku... Do staroci wracać nie będziemy więc coś na świeżo. Lin złowiony na twisterek
  25. 5 polubień
  26. 5 polubień
    Warunki takie sobie. Posniegowa woda dalej schodzi. Mimo to ryby aktywne. Brań sporo, ale tylko jeden na brzegu. Ewidentnie coś dziś z refleksem było nie halo :-)
  27. 5 polubień
    Jeżeli chcesz cokolwiek sprzedać to weź się trochę wysil i dodaj rzeczywiste zdjęcia przedmiotów i opisz je po trochu.
  28. 5 polubień
  29. 4 polubienia
    W tamtym tygodniu coś się działo...
  30. 4 polubienia
    Idzie sobie połowić, klenie aktywne biorą zdecydowanie. W krótkim czasie 5 sztuk mi się udało złowić, wielkością nie powalały, ale zabawa jest i będą cieszyć następnych wędkarzy😉 warto wypuszczać takie takie rybki☺
  31. 4 polubienia
    Dobra passa trwa. Zachęcony niedawnymi sukcesami kolegi, odwiedziłem nieduży siurek. Pogoda wymarzona: dość ciepło, pochmurno, czasem coś pokapuje. Nie spiesząc się zbytnio, nad wodą jestem ok 9:20. Wbijam się w wodery, rozkładam kij, ubieram pas biodrowy...No tak, znów zapomniałem polaroidów. Specjalnie przygotowałem sobie rozjaśniające na ten dzień. Dobrze, że w samochodzie wożę przyciemniane, jakoś dam radę. Woda w rzece niska, tak niskiej jeszcze nie widziałem. Prądu tu prawie nie ma. Z pudełka wygrzebuję jiga na 1,5 g główce. Ukręcony ostatnio, z kilkoma innymi, po stratach weekendowych. Rzucam najpierw nieco w dół rzeki. Jig pięknie faluje. Kolejne rzuty w górę rzeczki. Kilka przepuszczeń w najbliższym sąsiedztwie bez efektu. Rzucam nieco wyżej, na początek prostki na której stoję. Jig opada na dno. Kilka łagodnych podciągnięć i uderzenie. Zacinam i momentalnie w wodzie się kotłuje. Spora ryba, obawiam się czy aby nie szczupak, których tu całkiem sporo. Wyskok nad wodę pozbawia mnie wątpliwości. Pstrąg i to spory jak na ten siurek! Kilka odjazdów w jedną i drugą stronę i dzieje się coś czego do tej pory nie dane mi było oglądać. Pstrąg podchodzi po powierzchni i zaczyna jazdę na ogonie po powierzchni! Coś niesamowitego dla mnie! Kilka razy przedefilował tak przede mną. Starałem się trzymać nisko szczytówkę żeby nie prowokować go do dalszych szaleństw. Daje się podprowadzić pod brzeg. Łagodnie wjeżdża do podbieraka. Piękne kolory! Wiem, że zdarzają się tu ryby tej wielkości lecz do tej pory łowiłem takie maksymalnie 36 cm. Mierzę z niedowierzaniem, 42 cm. Kolejny czterdziestak w sezonie na koncie. Żeby tak kolorowo nie było, przez nieuwagę - niezamknięta kieszeń - wpada mi do wody telefon. Dobrze, że zdążyłem zdjęcia wysłać koledze. Udaje się go wyłowić ale zaraz się wyłącza (w domu konieczny jest reset...). W jednym z kolejnych miejsc znów mam wyjście ale ryba nie uderza i nie pokazuje się już. Kawałek wyżej, po rzucie w dół rzeczki, znów zdecydowane przytrzymanie i kolejny fajny pstrąg po krótkim holu ląduje w podbieraku. Ta sama przynęta Ten jest jednak krótszy, jedyne 35 cm, ale już ładnie zaokrąglony i silny. Kolory piękne jak u poprzedniego. Niestety nie ma jak zrobić zdjęcia. Idę dalej w górę rzeczki, którą z każdym metrem robi się coraz płytsza. Brań nie notuję. Tylko w jednym miejscu dostrzegam jakiegoś maluszka. Pod koniec odcinka, który na dziś zaplanowałem rozwiązuje się zagadka niskiego poziomu wody. Bobry zbudowały sobie w zwężeniu rzeczki tamę, wykorzystując leżący tam spory pień jako fundament. Tama ma pewnie lekko z 80 cm wysokości. Powyżej rzeczka mocno spiętrzona między ścianami mini wąwozu. Przechodzę ok 20 m wyżej zobaczyć jak daleko sięga cofka i kończę na dziś.
  32. 4 polubienia
    No, fajnie sobie podjechać samochodem nad samą wodę do gościa w namiocie i go 3 razy pod rząd skontrolować (nabijając sobie statystyki) - szkoda, że nad dzikim Wisłokiem nie są tak aktywni - bo to i zmęczyć się można i spocić... - jak gość siedzi (na Lipiu) o tej porze roku na zasiadce, to wiadomo, że Pasjonat (przez duże P) i najgorsze co może zrobić, to np. naśmiecić. Szacun dla SSR !! - a PSR łaski nie robi, że pracuje, skoro im płacą. PS Tak swoją drogą, to ciekawe, czy w PSR mają jakieś testy sprawnościowe, bo 2 razy kontrolowali mnie goście, którzy mogli by śmiało uprawiać sumo - a przebiegnięcie przez nich chociaż 500 m, mogłoby się zakończyć zawałem, udarem tudzież innym wylewem.
  33. 4 polubienia
  34. 4 polubienia
    Dzisiejszy "pstrag"... 35 cm pływa dalej ale pytanie co powinienem zrobić na wodzie górskiej, ilu ludzi tyle teorii.
  35. 4 polubienia
  36. 4 polubienia
    Mniejsze tonące, większe pływają.
  37. 3 polubienia
    Kamienica najlepsze czasy ma już za sobą ale małych kleni mnóstwo szkoda że większych brak.
  38. 3 polubienia
    Druga warka zniknęła szybciej niż się pojawiła
  39. 3 polubienia
  40. 3 polubienia
    PSR powinna pilnować wód , które mają jakąkolwiek wartosc - w celu utrzymania ekosystemu. A nie chlewik, którym jest np. Lipie. Niech sobie koło i PSR pilnuje. Czy policja pilnuje sklepów, sprawdza płatnosci na prywatnych parkingach, albo biletów w mpk?
  41. 3 polubienia
    O Miała być Wisłoka jednak, wiadomo, plany lubią się zmieniać. Odwiedziłem jeden z jej doplywow. Rybostan ubogi, jednak coś tam jeszcze pływa. Mniejszy tylko grzecznie zapozowal, większy wypial się przy próbie podebrania. Dzień na plus. Woblery ustawione, ryby zaliczone, także do następnego :-)
  42. 3 polubienia
    Zimno jak diabli. Woda fajna ale rybka średnio aktywna plus w gratisie lód na przelotkach cały dzień
  43. 3 polubienia
    Taki 30. Jak na taką rzeczkę to całkiem nieźle.
  44. 3 polubienia
  45. 3 polubienia
    Może nie kupiłem dzisiaj a zrobiłem. Na wakacjach ,,ktoś'' w nocy przeciągnął moją łódkę około 50-70 metrów po kamieniach na brzegu jeziora Solińskiego. Porobiły się dziury że można było wsadzać palce do środka. Na szczęście ma podwójne dno i nie musiałem naprawiać od razu. Teraz była chwila czasu i sie za nią zabrałem. Jedynie nie przecierałem laminatu pod względy estetyczne bo to w końcu tylko dno a i też trochę mi się nie chciało . Oto efekt
  46. 3 polubienia
    Chodził, chodził i wychodził Mocne zakończenie kiepskiego sezonu. Dzięki dla chłopaków z Czudca za podebranie i foto. Ryba ok 90cm, spasiona jak to po świętach - do potęgi
  47. 2 polubienia
    Pierwszy kontakt w tym roku.
  48. 2 polubienia
    Proszę bardzo.
  49. 2 polubienia
    Też należę do koła Karaś ale składkę opłacałem na Akacjowej i pani się mnie pytała "czy chcę" opłacić ubezpieczenie. Nie zapłaciłem, nie jest to wymagane i nie musisz płacić. Niech Ci ten działacz nie mydli oczu.
  50. 2 polubienia
    Dzisiejszy czterdziestak w doskonałej kondycji.
×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

W dniu 25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r - RODO. Abyś mógł korzystać z portalu Podkarpacki Serwis Wędkarski potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie danych osobowych oraz danych zapisanych w plikach cookies. Proszę o zapoznanie się z Polityką prywatności.