Skocz do zawartości

Piotr Madura

Użytkownicy
  • Ilość treści

    632
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    26

Piotr Madura wygrał w ostatnim dniu 6 Luty

Piotr Madura ma najbardziej lubianą zawartość!

Reputacja

578 Excellent

1 obserwujący

Ostatnio na profilu byli

1912 wyświetleń profilu
  1. Lucek, jedną aluminiową odłóż mi proszę, wezmę przy okazji zawodów, z góry dzięki!
  2. Przy obecnym kształcie instytucji jaką jest PZW i przy obecnej świadomości przeciętnego wędkarza owszem. Ale według mnie powinniśmy dążyć żeby docelowo w przyszłości było to do zrealizowania.
  3. Życzyłbym sobie w przyszłości takiego rozwiązania, myślę jednak, że taki pomysł byłby trafiony pod pewnym trudnym do spełnienia warunkiem: ogół wędkarzy dojrzały do szacunku dla wody i ryb, obojętne czy "swoich", które ma pod nosem, czy tych które odwiedza przygodnie. Na chwilę obecną zbyt wiele u nas mięsiarstwa i kombinatorstwa. Przede wszystkim zaś chodzi chyba o to, że w naszym społeczeństwie własność wspólna traktowana jest jako "własność niczyja", do dbania o którą nikt w zasadzie się nie poczuwa, zaś ten i ów chętnie z niej coś dla siebie uszczknie. Na chwilę obecną sensownym rozwiązaniem byłoby być może oddanie wód stojących i odcinków rzek pod opiekę niewielkich stowarzyszeń wielkości dajmy na to przeciętnego koła wędkarskiego w PZW. Kupowało by się licencje wyłącznie na wybraną wodę, bądź jej odcinek bez konieczności płacenia za wszystkie wody w okolicy co ma miejsce teraz. Uwielbiam łowić na Sanie i Jeziorze Myczkowieckim, ale niekoniecznie interesuje mnie Jezioro Solińskie itd., itd. Ktoś inny lubi zasiadki na stawach w Strzegocicach, ale nie korcą go górskie dopływy Wisłoki. Po co ma za nie płacić? Znajdą się pasjonaci którzy za nie zapłacą. I tak ja wykupiłbym sobie pozwolenie na dwie-trzy górskie rzeczki w okolicy i na pobliski odcinek Wisłoki, a jadąc na urlop kupiłbym co by mi tam do głowy przyszło, Solinkę dajmy na to czy wymienione wcześniej Myczkowce. I święto. W tym mechanizmie - tak jak go widzę - presja decydowałaby o wysokości funduszy przeznaczanych na gospodarkę wędkarską danej wody. A co z wodami, na których łowi niewielu, albo zgoła nikt nie łowi? Powinny znajdować się pod kontrolą instytucji państwowych. Nie spotkałem jednak dotąd wody, gdzie ryby miałyby się źle z powodu zbyt małej ilości łowiących... Chcę zaznaczyć coś dla mnie w tym mechanizmie najistotniejszego - NAUCZMY SIĘ ODPOWIEDZIALNOŚCI. Do tego potrzeba odpowiednich warunków. W obecnie praktykowanym modelu wędkarz jest zwykłym klientem. Kupuję licencję i z niej korzystam. To skłania "klienta" do rozpatrywania swojego wędkarstwa w kategoriach zysków i strat. Weźmie rybkę i oto zysk. Nie weźmie i strata, karta się nie zwróci. Taka kalkulacja. Zamiast klienta proponuję gospodarza. Wędkarz musi się czuć gospodarzem wody, zdawać sobie sprawę, że od niego coś zależy. Ktoś może powiedzieć, że przecież taki model funkcjonuje aktualnie - jest sobie koło "Śnięty leszcz", opiekuje się takim to a takim jeziorkiem. Intuicyjnie, lepiej bądź gorzej orientuje się co w nim pływa, co przydałoby się wpuścić. Nawet wyraża te swoje intuicje pisząc do Okręgu PZW, do którego należy, że przydałoby się zwiększyć wymiar okoniowi, a zakazać zabierania lina, a zarybić dajmy na to jesiotrem... i co z tego? Okręg jest decyzyjny, on ma "OPERATY" (magiczne słowo, które zamyka wszystkie dyskusje o zarybieniach dlaczego są takie a nie inne), on wie najlepiej co może i co chce wpuścić. Ja sobie np. gadam od trzech lat, że jest tragedia z drapieżnikami (poza sumem) na stawach w Strzegocicach. Był projekt wprowadzenia zakazu zabierania szczupaka, sandacza i okonia, stworzenia łowiska specjalnego. Jak było, tak jest i nie ma się na zmiany. Wszystkie wody otwarte dla wszystkich łowiących, to byłaby najlepsza możliwa opcja. Jednak żeby to mogło funkcjonować, to sporo, sporo jeszcze musi się zmienić. Głównie w głowach. Póki co brzmi utopijnie, ale myślę, że kierunek słuszny. Do tego trzeba dorosnąć.
  4. * Oo, forum automatycznie poprawia "na-słu-chu-jąc" doszukując się wulgaryzmów
  5. Co to za przyjemność łowić rozglądając się w lewo, w prawo i nasłuh**ąc czy nikt nie nadchodzi...? Wątpliwa. Ja sam w tamtym tygodniu nie wytrzymałem i trochę z sentymentu, trochę z braku czasu i pieniędzy na dalsze wojaże zapłaciłem sobie Rzeszów. Teraz hajda nad moją ulubioną rzeczkę, zachodzić w głowę i kląć pod nosem nad brakiem pstrągów... Brak porozumień jest porażką, zwłaszcza gdy ktoś, tak jak ja, mieszka na granicy kilku okręgów. Ani w lewo, ani w prawo, ani w te, ani wewete... choć tej Wisłoki ciut do góry wyżej Pilzna się ostało. Na bezrybiu i rak ryba
  6. Niczego sobie rozpoczęcie, gratulacje!
  7. Za wytrwałość i zawzięcie wyrazy uznania @Grubylolus
  8. Są w naszym Okręgu wody takie jak zalew Mokrzec-Strzegocice czy Zalew Rzeszowski, na których przynajmniej ja nie widzę przeciwwskazań do uprawiania trollingu. Np. W formie klasycznej, polskiej dorożki, do której ani silnik spalinowy, ani przy odrobinie zapału silnik jakikolwiek nie jest potrzebny. Jest to przyjemna forma wędkowania przy której zwiedza się zbiornik, nie wymaga specjalnych nakładów sprzętowych i jest według mnie w sam raz na rodzinny wypad z rybami przy okazji. Z resztą ta metoda była u nas praktykowana m.in. na Strzegocicach, kiedy wędkarze płynęli między oddalonymi od siebie miejscówkami. Trudno mi dostrzec w tym jakąś szkodliwość ponad tą, która się wiąże ze spinningiem.
  9. @Gabriel dlatego właśnie pytam. Targi z tego typu "atrakcjami" powinny zostać zignorowane przez wędkarzy. Wielkie akwarium jest dobre do prezentowania przynęt, ale eksponowanie w nich potłuczonych w transporcie ryb, które potem czeka rzeźnia jest zaprzeczeniem wszystkich wartości które powinny kojarzyć się z nowoczesnym wędkarstwem.
  10. Czy w ramach targów prezentowane będzie akwarium z żywymi rybami jak to ma miejsce często przy tego typu imprezach?
  11. Jeszcze nie tak dawno trolling na wodach Okręgu Rzeszów był metodą zakazaną. W tym świetle zastanawia fakt, że metodę której się zabraniało dopuszcza się po jakimś czasie pod warunkiem zapłacenia za to. Uważam, że traktowanie jakiejkolwiek metody dodatkowymi opłatami jest nieuczciwe. Każdy łowi jak chce i jak może. Dopóki zachowuje się etycznie nie widzę przeciwwskazań. Co do trollingu* zaś, to zakaz jego stosowania na naszych wodach wprowadzili ludzie którzy nie mają pojęcia o tej metodzie. Teraz wracają z pomysłem dodatkowych opłat... zdecydowanie nieuczciwe zachowanie. * najpopularniejszym argumentem jak pamiętam było wtedy stwierdzenie, że trolling to "samołówka".
  12. Na każdy staw, stawik, bajorko, nie tylko w Błażkowej trzeba mieć kartę. Wydobycie trwa, dzierżawa również. Najzupełniej normalna sytuacja, powszechnie spotykana, by tak rzec codzienna.
  13. Od jakichś 5 lat łowię na spinning wyłącznie plecionkani. Z zaznaczeniem faktu, że przy lekkim łowieniu stosuję przypony z fluorocarbonu. Bywa, że w czystych, prześwietlonych wodach klenie i pstrągi płoszy widok plecionki - stąd przypon. Dynamika współczesnych blanków i nieco doświadczenia pozwalają zredukować spady ryb do minimum. Czucie przynęty, wszystkiego co się z nią dzieje, a w pierwszej kolejności brań jest nieporównywalnie lepsze w przypadku plecionki.
×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

W dniu 25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r - RODO. Abyś mógł korzystać z portalu Podkarpacki Serwis Wędkarski potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie danych osobowych oraz danych zapisanych w plikach cookies. Proszę o zapoznanie się z Polityką prywatności.