Jump to content

Damian Ł.

Użytkownicy
  • Content Count

    403
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    6

Everything posted by Damian Ł.

  1. Na ostatnim zebraniu sprawozdawczym koła zgłosiłem wniosek, że dokumentacja zarybienia powinna wyglądać następująco: Otrzymałem odpowiedź: "czy chciałbym, aby taki film publikowano i aby wszyscy o tym wiedzieli ?" - i tym podobne bzdety... Na moje sugestie, że przecież taki film można opublikować np. 4 miesiące po zarybieniu, otrzymałem odpowiedź, abym sam sobie poszedł do siedziby okręgu i taki wniosek zgłosił... PS Na tym jeziorku z filmiku łowiłem - takich karpi jak tam, to nie ma ani na Lipiu, ani na Weryni - aczkolwiek jest to bardzo trudne łowisko i ciężko tam przechytrzyć ryby. Dodam tylko, że w tamtym czasie (około 2013-2014 r.) licencja wędkarska (do której był oczywiście załączony regulamin połowu) na całą Francję kosztowała około 135 euro, a na ok. 85% terytorium Francji, równo 100 euro - oczywiście wykupywało się ją w sklepie wędkarskim.
  2. Również jestem za tym, aby zorganizować podobny protest - ale sądzę, że to nic nie da. Nie od dziś wiadomo, że P*W to ostoja wszelkiej maści ubecji, przechowalnia dla emerytowanych milicjantów itp. - no i co pisiory z tym zrobili ? Nic - to okrągłostołowy układ: "wy nie ruszacie naszych, my nie ruszamy waszych". Juda też z tym nic nie zrobi, jako polityczny teletubiś wystrugany z banana na potrzeby poprzedniej kampanii prezydenckiej - za dużo osób może go szantażować, aby odważył się kiwnąć palcem w bucie. Niestety polityka i (niewątpliwie) gangsterska twórczość P*W idą w parze w naszym bantustanie - a historia uczy, że w bantustanach nie obala się tyranii za pomocą ulicznych pikiet - ponieważ skuteczność takowych to przywilej ludzi żyjących w krajach, gdzie pojęcia "Sąd" i "Prawo" to nie synonim kastowej wspólnoty rozbójniczej, żerującej na uczciwie zarabiających obywatelach.
  3. Zarybianie wylęgiem (za nasze pieniążki) uważam za pomysł chybiony i marnotrawstwo pieniędzy, zwłaszcza na rzekach - a nawet jeśli byłby to narybek (w tym wypadku troci czy łososia), to te rybki muszą spłynąć do Bałtyku przez szambo, później wrócić przez to szambo jako ryby dorosłe, omijając wiślaną, sieciową "gospodarkę rybacką" i kłusowniczą, następnie pokonać szereg źle skonstruowanych przepławek, aby dotrzeć do rzeki, gdzie nawet populacja ryb dużo mniej wrażliwych na chemikalia jest w katastrofalnym stanie - w zasadzie tylko w górnym biegu Wisłoki i dopływach, można mówić o jakiejkolwiek "klasie" czystości wody. Jak sądzisz, ile by było potrzeba tego narybku, aby osiągnąć cel w postaci stada tarłowego powiedzmy 120-150 troci ? - mowa oczywiście o Wisłoce. W takie cuda jak "wędrowna i stała" populacja troci w Wisłoce uwierzę, jak na siedzibę P*W (i Sejm przy okazji) spadnie bomba atomowa o mocy kilku tych z Hiroszimy - może ktoś też się pomyli i trafi czymś mniej inwazyjnym w zaporę we Włocławku Pewnie, że chciałbym, aby w Wisłoce były trocie czy łososie - ale w przypadku, gdy P*W za pomocą agregatów wytępiło świnki i brzany, problematyczne staje się nawet regularne łowienie wszędobylskich niegdyś kleni, to o czym tu w ogóle dyskutować ? Pozdrawiam
  4. Kol. Geogps, ja wiem, że tam jest pseudo-przepławka (która jest zapewne najlepiej skonstruowaną budowlą tego typu na świecie), tylko poczytaj sobie na jakie miesiące przypadał ciąg tarłowy "wiślanych" łososi i zastanów się, czy ryba łososiowata jest w stanie przez taką gówno-zupę przepłynąć i przeżyć, a co dopiero dotrzeć do tarlisk w rzekach regularnie podtruwanych - dla mnie jest to wyrzucanie forsy w błoto. Równie dobrze mógłbym zarybić jakąś gliniankę np. brzanami, aby cieszyć się, że przetrwało powiedzmy 0,2% ryb wpuszczonych - można bardziej dosadniej, ale po co ?...
  5. Czy badał ktoś, czy te trocie to była populacja wędrowna czy osiadła ? - "parę" lat wstecz złowiłem małą troć ok. 40 cm - rybka mocno wysrebrzona (zarybienie bez wątpienia było) - ale raczej nie był to osobnik, który wracał z Bałtyku - może coś jak z certą (populacja nie-migrująca) ?... Zresztą każdy próg wodny, to nie tylko kwestia przepławki - więcej nie będę pisał, bo po co sobie podnosić ciśnienie na wieczór ?...
  6. Jeżeli nie zrobią przepławki na progu wodnym w Mielcu, to o d**ę rozbić te pseudo-zarybienia łososiem - ale dobre i to - pomogą w migracji lub wędrówkach tarłowych ryb "miejscowych" (zakładając, że zostaną wykonane poprawnie - w co wątpię). Jest jeszcze główny zrzut gówna w Warszawie, Zbiornik Włocławski i inne katastrofy ekologiczne na Wiśle - po co marnować pieniądze na takie bezsensowne zarybienia Wisłoki, w której "gatunki podstawowe", takie jak świnka czy brzana są na wykończeniu ?...
  7. Inwazja karasia srebrzystego na Wisłoku - wcześniej oczywiście też się trafiały, ale teraz to prawdziwa plaga - można je łowić "szybkościowo" nawet na feedera. O ile w Polsce pisanie o nadmiarze ryb jest wędkarskim "samobójstwem", to tym razem mam nadzieję, że ktoś te ryby wyłowi - nie jest to nic dobrego dla środowiska, a nie miałbym serca zabić takiej ilości ryb (zgodnie z regulaminem), w przypadku, gdy nie będę ich konsumował. Prosiłbym tylko o wypuszczanie gatunków rodzimych...
  8. Widocznie był (chyba, że to prywatna inicjatywa) - złowiłem kilka małych i widziałem sporo większych - wcześniej myślałem, że te grasujące przy powierzchni spore ryby, to jazie - jednak po dłuższej obserwacji przekonałem się, że to bolenie, a przynajmniej część z nich.
  9. Panowie, czy wiadomo wam od kiedy zbiornik był zarybiany boleniem ? - bo chyba nie od tego roku ?
  10. Damian Ł.

    Lipie

    No, prędzej byś upilnował muchę, żeby nie siadała na...(wiadomo czym). Niemniej jednak takie ilości "towaru", które są wprowadzane przez wędkarzy "na wstępie" (nie ważne, czy ryby żerują, czy nie) przyprawiają o zawrót głowy. Tak sobie myślę, że gdybym przy nęceniu wstępnym "wprowadził" w łowisko z 5 litrów białych robaków + litr ciętych rosówek, to nawet na branie krąpia musiałbym czekać minimum 8 godzin... - taka mała "prowokacja" i dotyczy absurdów w nęceniu mniejszych ryb (leszcz, lin) - ale jak ktoś się realizuje w nęceniu a nie łowieniu, to i tak zostanie przy swoim.
  11. Damian Ł.

    Lipie

    Zakwit wody idzie pełną parą, a panowie spodujący, zarówno sobie, jak i rybom nie żałują (spodują "do spodu") - zdaję sobie sprawę, że "zakwit" niekoniecznie jest związany z nęceniem, ale w związku z pogorszeniem się jakości wody w tym okresie - może opiekun łowiska wprowadzi jakieś limity odnośnie nęcenia ?
  12. Dla uspokojenia - o tym, jak można cieszyć się wędkarstwem bez przyczepy ze sprzętem, rod-podów, łódek zanętowycyh i taczek kukurydzy z pelletem. Oglądając ten film śmieję się z samego siebie - z mojego feederowego fotela, wiadra Sensasa, torby termicznej na robale itp. Facet wygląda jak człowiek, który żyje w symbiozie z tym jeziorkiem - tacy wędkarze się już nie rodzą, tylko umierają... PS Nie chcę sobie wyobrażać, co by zrobili z tym jeziorkiem nasi Polańscy - fachowcy od nęcenia, wycinania gałęzi, palenia ognisk itp.
  13. Damian Ł.

    Lipie

    Dokładnie - przy łowieniu karpi może się to nie sprawdzi (nie będę strugał pawiana bo nie łowię celowo tych ryb), ale przy łowieniu np. leszczy czy linów, czasami wystarczy tylko trochę gliny i pociętego gnojaka + (ewentualnie) odrobinę atraktora, aby szybciej przywołać ryby - jaki jest tego wpływ na ryby i eutrofizację zbiornika ? - praktycznie żaden - no i tanio.... Zauważyłem (zwłaszcza na Lipiu i stawach w Weryni), że wielu wędkarzy myli nęcenie ryb z ich karmieniem (albo raczej przekarmianiem)... - one tam są - na tych powiedzmy 40-stu metrach, regularnie nęcone... - nie trzeba wiader kuku, konopii i pelletu, aby je przywołać - wystarczy się trochę "przypomnieć" małą ilością, ale wysokiej klasy towaru. Jeżeli (z jakiegoś powodu) ryby wolą pokarm naturalny, to i ćwierć tony ziaren nie pomoże - choćby stawał na rzęsach i grał na dudach samych w kusych stringach koloru różowego - a na pewno "zepsuje" wodę. PS A propos wypowiedzi pana ichtiologa z podlinkowanego nagrania - czy ktoś w P*W przy zarybieniach (a raczej przed) bierze pod uwagę ilość ryb (już obecnych) w danym zbiorniku w przeliczeniu na hektar ? - albo to, że te ryby (z zarybienia) mogą dorosnąć do np. kilkunastu kilogramów wagi i nie mają naturalnych wrogów już w momencie zarybienia (jako "ofiara" są za duże dla niemal każdego drapieżnika) - pisałem to już wielokrotnie - wody ze żwirowni nie da się spuścić, dna zawapnować i "przemrozić", więc myślmy co robimy nęcąc i zarybiając.
  14. Damian Ł.

    Lipie

    Wniosek z tych obserwacji jest prosty - Przyroda sama pozbywa się tego co dla niej zbędne i szkodliwe - w tym wypadku karpi. Ale człowiek jest "mądrzejszy" - nadal będzie na siłę wprowadzał gatunek, który swoją atrakcyjnością wędkarską ma katastrofalny wpływ na sam zbiornik i pozostałe gatunki ryb - bo czy ktoś jest mi w stanie udowodnić, że corocznie kilkadziesiąt czy kilkaset kilogramów gnijącego w wodzie mięsa wpływa na podniesienie atrakcyjności łowiska ?...
  15. Damian Ł.

    Lipie

    Może to buractwo co wycina gałęzie drzew rosnących nad zbiornikiem to Buszmeni ? (te zmiany klimatyczne mogły spowodować migrację) - innego budulca nie znają (albo nie ogarniają jego obróbki) i budują sobie z tego niebożęta schronienie/gniazda na podobieństwo chruścików ? Zostało mi trochę suchego chleba po świętach - chętnie pomogę osobom, które cywilizacyjnie są na poziomie zbieractwa - to podobno modne (trendy) pomagać takim.
  16. Pytanie do osób, które z premedytacją i regularnie łowią na stawie nr 1 tęczaki - czy te ryby żyją tylko (po zarybieniu) do czerwca-lipca, czy też są w stanie przeżyć dłużej ? - szkoda, że zniszczono "jedynkę" - dawniej woda miała "herbaciany" kolor nawet w lecie - a od masowego zasrania stawu nr 1 karpiami (sorry, nie nazwę tego zarybieniem) ma (w lecie) kolor żółto-sraczkowaty. Tak na marginesie, to na przykładzie tego stawu widać doskonale "logikę" zarybień w okręgu...
  17. Historia Polski, historia PZW, historia komunizmu...
  18. Damian Ł.

    Lipie

    No, fajnie sobie podjechać samochodem nad samą wodę do gościa w namiocie i go 3 razy pod rząd skontrolować (nabijając sobie statystyki) - szkoda, że nad dzikim Wisłokiem nie są tak aktywni - bo to i zmęczyć się można i spocić... - jak gość siedzi (na Lipiu) o tej porze roku na zasiadce, to wiadomo, że Pasjonat (przez duże P) i najgorsze co może zrobić, to np. naśmiecić. Szacun dla SSR !! - a PSR łaski nie robi, że pracuje, skoro im płacą. PS Tak swoją drogą, to ciekawe, czy w PSR mają jakieś testy sprawnościowe, bo 2 razy kontrolowali mnie goście, którzy mogli by śmiało uprawiać sumo - a przebiegnięcie przez nich chociaż 500 m, mogłoby się zakończyć zawałem, udarem tudzież innym wylewem.
  19. Damian Ł.

    Lipie

    Mnie zarybienia karpiem interesują o tyle, że wiem dzięki temu, gdzie później nie będę chciał łowić. Interesuje mnie natomiast struktura zarybień - i nie kwity (bo papier wszystko przyjmie). Ale litości - żadnego drapieżnika na takie łowisko ? - przecież nie wyżrą karpi. Mam nadzieję, że to łowisko dzięki wprowadzeniu "no kill" samo się "wyrówna" pod względem biologicznym.
  20. Damian Ł.

    Lipie

    Właśnie wróciłem z zebrania, gdzie się dowiedziałem, że do zbiornika zostało wpuszczone (w 2018 r.) po kilkaset amurów i karpi (w tym spora ilość) karpi-tarlaków (po kilka kg sztuka) i ani jednej sztuki ryby drapieżnej (jeżeli się pomyliłem, to proszę mnie poprawić). Natomiast plan zarybień jest ustalany na wniosek kół, które opiekują się danym zbiornikiem - ciekawe, czy gdyby dane koło zawnioskowało o zarybienie Lipia np. jazgarzem, słonecznicą itp. (powiedzmy, że ze 2 tony), to zarząd okręgu, bez konsultacji z ichtiologiem, spełniłby życzenie miejscowych pasjonatów ? Jestem zwolennikiem "no kill", ale przy takiej strukturze zarybień, za kilka lat (obym się mylił) to będzie woda o kolorze, konsystencji i zapachu gnojówki - już lepsi mięsiarze wyławiający nadmiar szajsu - a tak, to można liczyć tylko na Przyrodę, która (jak co roku) przetrzebi populację prosiaczków.
  21. Żeby podjąć temat "uzdrowienia" P*W, trzeba uświadomić sobie, że ma się do czynienia nie z tzw. normalnymi ludźmi, tylko z mafią. Generałowie i oficerowie MO, SB i LWP, później policji i innych "tego typu" służb mundurowych, oraz ich "pociotki" - to cała "wierchuszka" omawianej organizacji - ludzie niekoniecznie bardzo bogaci, ale niesamowicie wpływowi, z racji wykonywanych zawodów i informacji do których mieli dostęp - specjaliści od manipulacji, znający "obejścia" prawne, a jak to nic nie da, to potrafią każdego zgnoić bez mrugnięcia powieką. Oni szkolili się do "rozbijania" opozycji przez cały PRL - nie ma takiej opcji, aby usunąć ich gadaniną - gadaniną, to sobie możemy wybrać co najwyżej prezesa na szczeblu koła i na tym KONIEC. Przez kogo spowodowany jest bałagan prawny, dotyczący ochrony wód ? - gdyby prawo było przejrzyste i przestrzegane, to już dawno "branżę wędkarską" przejęły by kluby wędkarskie na wzór tych na zachodzie Europy. Twierdzicie, że to bajki ? - to proszę bardzo - znajdźcie mi w "ścisłych władzach" P*W kogoś o proweniencji np. ND-eckiej... itp. - powodzenia !!! Podobnie rzecz się ma ze skupami złomu na terenie woj. podkarpackiego - wszystkie prowadzone się przez byłą milicyjno-policyjną "wierchuszkę" - jak pojawił się ktoś z "zewnątrz" - to miał kontrole i kradzieże, aż mu się odechciało biznesu. Podobnie z firmami ochroniarskimi... P*W, to po prostu jedno z wielu żerowisk bezpieki - zarezerwowane dla nich jako "przechowalnia emerytalna". Inny przykład - kluby Legia Warszawa (żerowisko bezpieki wojskowej) i Wisła Kraków (żerowisko bezpieki milicyjnej) - z tym drugim klubem coś poszło nie tak... (może nie wystarczyło kasy dla kilkunastoosobowej "rady nadzorczej" - złożonej byłych oficerów). W P*W żerują po prostu funkcjonariusze drobniejszego płazu... Sorry, za dygresję... Jedyny (realny) sposób, żeby ten układ rozbić, to nie płacić składek - ale nie ma takiej opcji, aby chociaż 90% wędkarzy w Polsce w ten sposób zaprotestowała - sam nie opłacałem w Polsce składek przez kilka lat i co ? - płaciłem (i to mniej) we Francji, ryb więcej, śmieci prawie nic... Jako skończą się im nasze pieniążki, to co ? - sprzedadzą "rybaczówki" ? (a kto z nich korzystał ?), sprzedadzą ośrodki zarybieniowe ? - i tak produkowały głównie karpia, a karpia można kupić w Polsce wszędzie... Ichtiolodzy P*W ? - czy to ci debile, którzy odpowiadają za masowe zarybienia karasiem srebrzystym (dawniej) i karpiem (obecnie) ?... My się kłócimy o "no kille", sposoby zarybień, ochronę wód - a ktoś ma z tej dyskusji niezłą polewkę... Życzę więc owocnej, acz zupełnie jałowej dyskusji... Innych pomysłów nie mam - przychylam się do pomysłów kol. Siksy (wpłata kasy na konkretne łowisko) - mogę też nie opłacić składki - i tyle z mojego wojowania.
  22. Damian Ł.

    Lipie

    Nie zgadzają mi się głębokości odnośnie stanowiska nr 2 i 4 - aczkolwiek gruntowałem po linii prostej, więc mogłem pominąć jakiś dołek, albo też echosonda "zaokrągliła" jakąś "średnią głębokości" z danej powierzchni.
  23. Z plecionek najczęściej sięgam po zieloną Power Pro o wytrzymałości 8 lb (chyba najbardziej uniwersalna plecionka do rzecznego łowienia) - a na małych rzeczkach i do łowienia tylko kleni 5 lb - zalety to: dłuższe rzuty, lepsze czucie przynęty i nie psuje pracy nawet najmniejszych przynęt. Wady - pletka 5 lb nie nadaje się absolutnie do łowienia obrotówkami - skręcają ją niemiłosiernie - z 8 lb jest trochę lepiej, ale też "szału ni ma". Żyłek w spinningu używam wyłącznie przy skrajnych niżówkach i w łowiskach o krystalicznie czystej wodzie (mowa o łowieniu kleni, pstrągów itp.) - miałem takie łowisko we Francji (alpejska rzeka o krystalicznej przejrzystości), gdzie spłoszyłem kilka kapitalnych jazi i tęczaków przez użycie plecionki - gdy używałem żyłki, ryby nie uciekały, co najwyżej po prostu nie reagowały na przynętę - było to bardzo specyficzne łowisko. Przyponów z fluorocarbonu nie używam, gdyż w spinningu stawiam na prostotę i krew by mnie zalała, gdybym po każdym zaczepie musiał to wiązać od nowa... PS W przyszłym sezonie mam zamiar przetestować fluorocarbon jako żyłkę główną - ale ciężko dostać szpule po 100m - jak ktoś używał, to proszę o opinie.
  24. John Wilson, człowiek-legenda i (obok Bob'a Nudd'a) ikona angielskiego wędkarstwa. Uwielbiałem "klimat" tych filmów - ujęcia, narrację i to, że facet potrafił się niemal wtopić w angielski krajobraz - prawdziwy gentleman z wędką, do tego doskonale znający zwyczaje ryb - i niesłychanie daleki od wszechobecnego współcześnie gadżeciarstwa. Niech spoczywa w pokoju !
×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy