Jump to content

Czy wędkarze w Polsce potrzebują karty wędkarskiej?


Stanisław Mączka
 Share

Recommended Posts

Swego czasu korespondowałem sporo z red. Jackiem Kolendowiczem i naszym rzecznikiem PZW A. Kustusem w tym temacie.

Mimo, że wymaga to zmiany wielu ustaw to uważam, że warto podjąć taki trud i lobbować by zniesiono obowiązek posiadania karty wędkarskiej. Jest niepotrzebna i utrudnia wędkowanie. Jeśli mi ktoś mówi, że to gwarancja znajomości przepisów (egzamin) odpowiadam że to bzdura. Ludzie jeżdżą rowerami po drogach publicznych i nawet karty rowerowej nie mają - a przepisy muszą znać. Pozwolę sobie to na czarny humor: bo albo giną albo płacą mandaty.

Wędkowanie powinno być obwarowane tylko jednym warunkiem - posiadanie zezwolenia uprawnionego do rybactwa - i tyle. Jego brocha by tak wydał zezwolenei, żby jednoczesnie poinformował o dodoatkowych obostrzeniach wynikających z ustaw. Żadnego RAPR. Ustawy i rozporządzenia ew. uchwąły Urzędów Marszłakowskich w koniecznych sprawach lokalnych.

Link to comment
Share on other sites

Przy podejściu polskiego społeczeństwa do ryb jak do mięsa chyba jest potrzebna. W krajach Europy Zachodniej ludzie kupują ryby w sklepach a nad wodę chodzą na ryby a nie po ryby. <font color="red">Jak się zmieni mentalność społeczeństwa to i karta nie będzie potrzebna.</font> Dlaczego posiadanie karty utrudnia wędkowanie? Jedyne czego nie lubię to wypełnianie rejestru, szczególnie wczesną wiosną icon_biggrin.gif Chodź w sumie wszystkie te porozumienia międzyokręgowe, gdzie mi wolno a gdzie nie, dopłaty do zbiorników itd. mogą doprowadzić do szału. Fakt, że już ok 45km od Rzeszowa nie wolno mi wędkować strasznie mnie irytuje.

Link to comment
Share on other sites

POPIERAM CIĘ STASIU icon_smile.gif Karta nie gwarantuje znajomości przepisów. Ja na kontrole nosiłem Regulamin, żeby UDOWODNIĆ wędkarzowi, że łamie przepisy... W innych krajach mają przepisy wypisane na tablicy lub przy licencji i łów człowieku ile chcesz, bylebyś zapłacił za to. Bardzo to upraszcza życie, większe dochody z opłat i POPULARYZACJA łowienia ryb!!! Przecież często tylko egzamin jest barierą powstrzymującą ludzi przed łowieniem. Dlatego coraz popularniejsze są łowiska specjalne! Ludzie kasę na łowienie i kupienie ryb mają, tylko zdawać egzaminów nie chcą... i jeszcze to latanie z kwitkiem egzaminacyjnym z koła do powiatu i z powrotem icon_biggrin.gif Największy pociąg do wędki mają dzieci. Nie każde ma w rodzinie wędkarza, żeby z nim łowił. A tak rodzic zapłaci dniówkę i dzieciak ma radochę z łowienia. Pamiętam jak cieszy złapana uklejka w tym wieku icon_biggrin.gif

Tylko jedno mnie martwi... KTO PRZYPILNUJE przestrzegania przepisów??? Jakby byli gospodarze łowisk (maaarzenie) to sprawa jasna, a realia są jakie są. Na Wschodzie mają inne podejście... karty nie ma i łów bylebyś granatu i wideł nie używał icon_lol.gif Ryb tylko jakby więcej u nich (do czasu!). Co potrafi Polak widzą Czesi icon_biggrin.gif Zemplinską i Czarną Orawę pomału wyrybiamy icon_wink.gif

U nas byłoby tak jak pisze Siksa, mięsiarstwo w czystej postaci icon_cry.gif Może gdyby "ruch w interesie" się zrobił i na strażników wystarczyłoby?

System jest w miarę prosty. Fluojadowity znaczek widać z daleka, więc od razu widać kto opłacił licencję. Jakby wędkarze przebywali nad wodą nie byłoby miejsca dla kłusoli z siatkami.

Link to comment
Share on other sites

Ano właśnie przestrzeganie przepisów. Jeśli w temacie łowienia ryb opieralibyśmy się na przepisach państwowych to wszystkie instytucje kontrolujące miałaby więcej do powiedzenia. Paradoks? Nie!

Dzisiaj PSR w sprawach o "przewinienia" wędkrzy patrzy czy to są przewineinia ustawowe - jesli tak reagują jeśli sa to regulaminowe... widział ktoś zgłoszenie do sądu koleżenskiego czy okręgu w ostatnich latach od PSR w sprawach? Bo ja nie.

Oczywiście możemy sobie stworzyć prócz statutu jakieś zasady etyki wędkarskiej, i tu bawić się w sądy koleżenskie bo nie wypleni się u ludzi genetycznej skłonności do walki i "kłótni". SK mało mogą niech się zajmują sprawami etyki.

Zezwolenie uprawnionego do rybactwa w zupełności wystarczy. Nie wierzę by posiadanie karty wędkarskiej powstrzymywało kogokolwiek od zabierania większej ilości tryb niż mu wolno... a jak napisałem i pisze Rybak dostęp do wędkowania byłby większy i to chodzi. Co ważne wędkować zaczęła by cała mas ludzi którzy po ryby chodzą do sklepu - większość łowiłaby płotki na zbornikach, w dobie internetu i filmów wideo szybko też załapaliby podstawy przepisów.Tu naprawdę się nie ma co martwić. Jaka jest dziś gwarancja, że gość zdający egzamin nie zapomni tego po 5 minutach co się dowiedział?

Jest jeszcze jeden ważny element, i tu muszę w cześci poprzeć ustalenie ostatniego zjazdu krajowego PZW, który w zadaniach na 4 lata dał sobie zadanie że połączy składki członkowskie ze skłakami za wędkowanie. Wtedy będzie jedna składka członkowska, z której wydzielona będzie część za wędkowanie itd. Uznałem to za zamch na kasę okręgów i kół, bo 10% odpisu z takiej kwoty to fura pieniędzy. Ale jest druga strona mealu, zbliżamy się do magicznej graniczy 250 zł za zezwolenie (umówmy się ze rozumiem przez to wszystkie niezbędne opłaty). W rozumieniu przepisów KW od tej kwoty sprawy w sądach wszczyna się z urzędu. Każdy więc stwierzony przez PSR, Policję brak zezwolenia z automatu konczyłby się w sądzie. Zwykle do tego wykroczneia dochodzą i inne więc prawdopodobieństwo dużej uciążliwości ew. kary jest niemal 100% - choćby udział w ropzprawach.

Link to comment
Share on other sites

Stasiu SK też są różne icon_confused.gif PSR ma już pewnie dość kierowania spraw do kół i otrzymywania zawiadomień o "pouczeniu" lub nie otrzymywania niczego icon_smile.gif Są recydywiści, którym PSR odebrała już 6 wędek (i złapała tyle razy bez karty), lub stali bywalcy przepławki na rzeszowskiej zaporze, których kolegium (dawniej) karało grzywną, ale byli bezrobotni i niewypłacalni więc szli "zarobić" na przepławkę. Autentycznie raz koleś podał kłusownictwo jako źródło utrzymania icon_lol.gificon_lol.gificon_lol.gif

Niestety "nie łapię" korzyści z połączenia składek icon_razz.gif Musisz jeszcze udowodnić, że złapany popełnił wykroczenie za całoroczną składkę... Dniówka kosztuje 10 zł. Jakbyś go zdybał z rybami to da się to wycenić, ale samo łowienie...? Dochodzi jeszcze przekonanie sędziów do znacznej szkodliwości czynu. Czasem łatwiej kłusolowi wp..lic niż włóczyć się po sądach icon_wink.gif

Jak ZG wyciąga łapy po kasę z opłat za wędkowanie to po łapach PAZERNIAKÓW icon_razz.gificon_razz.gificon_razz.gif Zwykle Zjazd to przewaga Delegatów z ZO więc dziwię się jak takie wnioski "przechodzą" icon_eek.gif

Link to comment
Share on other sites

Masz rację. O tym nie pomyślałem. To nic nie da więc nie popieram pomysłu połączenia składek ani ciut, ciut. A na zjeździe protestowałem przeciw takiemu zapisowi (Grabowski na moje pytanie odpowiedział mi że mnie nie rozumie, wtedy Nycz rzucił się do mikrofonu i zaczął mu tłumaczyć a..., wogóle...).

*

Gdy rozmawiałem z Kustuszem nt. karty wędkarskiej to zgodził się ze mną ale jako prawnik zwrócił uwagę na to, że trzeba zmienić kilkanaście (!) ustaw i to będzie podstawowy problem. Sejm nie ma na nic czasu, pamiętasz zapewne, że dyskusja nt. zmiany ustawy o rybactwie toczyła się zażarcie przez długi czas (np. na rybim oku) - był nawet projekt społeczny i nic z tego nie wynikło. A przecież to doskonały moment by rozdzielić ustawę na rybacką i wędkarską.

Drugi problem i to co go w takim rozwiązaniu przestrasza to łatwiejszy dostęp do wędkowania - teraz PZW ma niemal monopol na egzaminy, automatycznie wygarnia nowych członków. Gdyby nie było karty, nastąpiłby rozkwit towarzystw, stowarzyneń, klubów itp. , które z czasem mogłyby wygarniać mniejsze czy większe obowdy rybackie. A sam wiesz, że nie byłoby to trudne, ludzie mają pieniądze.

Szkoda, bo uważam że w ten sposób długo nie povciągniemy, u nas skończy się tak, że albo Depowski zmieni okręg i mentalność działaczy - albo okręg i działacze zmienią Depowskiego przy następnych wyborach, a jego nastepca spije śmietankę (bo inwestycje na Dobrzechowie będą już zakończone).

Link to comment
Share on other sites

Drugi problem i to co go w takim rozwiązaniu przestrasza to łatwiejszy dostęp do wędkowania - teraz PZW ma niemal monopol na egzaminy, automatycznie wygarnia nowych członków. Gdyby nie było karty, nastąpiłby rozkwit towarzystw, stowarzyneń, klubów itp. , które z czasem mogłyby wygarniać mniejsze czy większe obowdy rybackie. A sam wiesz, że nie byłoby to trudne, ludzie mają pieniądze.

Szkoda, bo uważam że w ten sposób długo nie povciągniemy, u nas skończy się tak, że albo Depowski zmieni okręg i mentalność działaczy - albo okręg i działacze zmienią Depowskiego przy następnych wyborach, a jego nastepca spije śmietankę (bo inwestycje na Dobrzechowie będą już zakończone).

NA PEWNO POWSTAŁYBY... Teraz powstają nieliczne i walczą z PZW o wody. Jednak nie jestem ortodoksyjnym PZW-owcem icon_wink.gif Troszkę przyglądalem się działaniom "konkurenscji" i stać mnie na pochwałę icon_smile.gif Swego czasu należałem do "Pasarii" (jako pstrągarz znasz). Za prawo łowienia w pasłęce i Łynie (w rezerwatach przyrody) musieliśmy niemało "włożyć do wody"od siebie. Imwentaryzacja tarlisk, pilnowanie ich, zarybienia siurków wylegiem (z PZW) i późniejszy odłów palczaków, przerzucanie ich do Pasłęki.

Na Rudawie też raczej Krakusy dobrze działają icon_lol.gif

Stasiu jeśliby powstało Towarzystwo Przyjaciół Sanu to nie zapisałbyś się??? Pomyśl macie ukochaną rzekę pod opieką (a nie cały powiat!), łowisz ryby, które są tam dzięki m. in. Twoim działaniom i... nie musisz użerać się z działaczami w ZO.

Jeśli wody trafiłyby pod opiekę ludzi "z jajami" to CZEMU NIE!!! Na Trzcianie np. widać gospodarza icon_smile.gif Jak zakaz łowienia to NIKT nie łowi icon_biggrin.gif W ciągu 5 min. miałby brygadę SSR na karku i to z widłami icon_lol.gificon_lol.gificon_lol.gif

Pesymistyczny wariant niestety też może się zdarzyć, ale tu już rola ustawodawcy icon_confused.gif Jak dopuszczono prywatną dzierżawę jezior z zapisem o zarybieniach wynoszących 10% wartości odłowów to "spryciarze" zarybiali jeziorka karasiowe trocią :oops: Koszt się zgadzał, a łatwiej transportować 30 kilo troci niż 300 kilo karpi. Jakiś nadzów ichtiologiczny być musi, bo ludziska wykorzystają każdą furtkę!

Moim zdaniem klub lepiej zaopiekuje się danym zbiornikiem, bo przecież jeśli nie będzie ryb, ładnego otoczenia itp. to LUDZIE NIE BĘDĄ TAM ŁÓWIĆ i dochód z pozwoleń spadnie. Taka wolna konkurencja z korzyścia dla nas icon_biggrin.gificon_biggrin.gificon_biggrin.gif

Rzeki nadal będą państwowe, więc Rzeczpospolita Polska dorzuci na zarybienia.

*

Co do wyborów do ZO i Prezesa to raczej "betonu" nie ruszymy... Wiem jak sie starasz chociaż go wyszczerbić, ale jak mawiał Wojturski "działaczom PZW należy zorganizować egzamin z wiązania haczyka"...

Dochodzą mnie narzekania na Prezesa czasem, więc nie wróżę Mu świetlanej przyszłości. Beton zbyt lubi spokój i nicnierobienie icon_cry.gif

Gdyby tak ZO składał się z praktykujących wędkarzy, którzy jeszcze pogadają nad wodą ze zwykłymi składkopłatnikami. Sam taki jesteś i wiesz jak to pomaga!

Link to comment
Share on other sites

Najgorsze jest to, że nie ma gwarancji, że Tow Przjaciół Sanu dałoby radę... Problem dzisiejsyzch wędkarzy jest to, że dla nich najważniejsze jest to ile handlówki się wpuści do wody. No i płaczą dlaczego nie można zarybiać amurem.... i zarybiają po cichu.

A zarybienia narybkiem, kroczkiem, zarybienia rzek nic dla nich nie znaczą - jak się zaczniesz chwlaić, że jest coraz lepiej i że od 3 lat każdego roku puszzca się się do Sanu Wisłoka czy Wisłoki tyle ryb rocznie ile w ciągu 10 lat poprzednich razem wziętych. To powie ci taki gość: "no i co z tego i tak to bobry i wydry wyżrą..."...

Co do nazdoru, pisąłem już o połączonych siłach PSR, PSŁ i innych pracujących w ochronie środowiska. Kiedyś miałem w cyfrze francuski kanał wędkarski, był w nim cykl programów o pracy Państwowych Strażników Rybackich we Francji - tam to oni decydują o zarybieniach i ono zarybiają wody państwowe (rzeki). Wszyscy są po studiach ichtiologicznych. I to jest fajne z jednej strony zarybiają, budują tarliska na małych rzekach dla pstrągów, z drugiej to ochraniają - dla nich ryby sa jak ich dzieci, podchodz do tego z sercem.

A propos może mas zjakieś materiały nt. budowy tarlisk i kryjówek dla pstrógów, mam ochotę przyblokować trochę zapędy meliorantów na Trzebośnicy i spróbować pozyskac pieniądze ( z Unii) na takie cuś (tarliska, kryjówki, itp.).

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

W sprawie techniki budowy możesz spróbować skontaktować się z Józefem Jeleńskim Adres do korespondencji: ul. Jodłowa 5 32-400 Myślenice Telefon: +48 502 247 738 Tel. i fax: 0-12 272 16 76 e-mail:

jot.myslenice@interia.pl

zobacz też http://www.jot-raba.az.pl/jotdt.html

My w Pasarii "dobudowywaliśmy" tzw. zwałki wrzucając gałęzie powyżej zwalonych drzew (kryjówki). Tarliska zwykle powstają na zwężeniach rzeki, na odcinkach z kamienistym dnem. Możesz zwęzić Trzebośnicę np. tworząc główkę z pnia drzewa. Ważne, aby był przepływ POD pniem! Inaczej zamuli tarlisko. Renaturyzację rzek jak Trzebośnica robi się dość prosto icon_biggrin.gif Wystarczy pomyśleć trochę i odtworzyć to co widziałeś na naturalnych łowiskach. Możesz załatwić wywrotkę kamieni i stworzyć co kawałek głazowiska. Poniżej dno będzie "wymiecione" przez nurt (tarliska) i stworzysz wspaniałe miejsca żerowiskowe kropkowańcom icon_lol.gif

Jeszcze ważna rzecz! ZADRZEWIENIE BRZEGÓW!!! Ochłodzisz wodę w lecie i korzenie będą kryjówkami! Jakbyś chciał zwykłą wierzbę lub wiklinę to sprawa jest wręcz prostacka! W marcu/kwietniu wbijasz ścięte pod kątem gałązki ww. drzew w mokrą ziemię i dalej idzie samo icon_biggrin.gificon_biggrin.gificon_biggrin.gif Sposób znany w całej Polsce i stosowany przez niektóre szkolne koła LOP w pierwszy dzień wiosny zamiast wagarów.

Link to comment
Share on other sites

  • 10 months later...

Ponieważ powoli zbliża się okres posumowań na Walnych zebraniach wędkarskich, które to będą nie tylko sprawozdawczymi ale też i wyborczymi uważam, że warto wrócić do tego nieco już zapomnianego wątku. Trzeba mieć na uwadze, że przyszłe zebrania wyłonią nowe zarządy i to nie tylko w kołach. Zapewne zostanie też podjętych sporo uchwał co do których będziemy musieli się zastosować w kolejnych latach. Dobrze by więc było podejmować takie uchwały które nie będą dalej komplikować nam wędkarzom życia, lecz je upraszczać i uprzyjemniać wypoczynek nad wodą. Nie można też mierzyć podnoszonych na zabraniach problemów, poprzez subiektywne odczucia. Pamiętać należy, że PZW zrzesza ludzi w różnym wieku, z różnych środowisk, o różnych poglądach i różnym poziomie zamożności. Dlatego starajmy się na zebraniach powoli rozsupłać to co zostało w minionych latach nagmatwane.

Jednym z takich poplątanych dziwolągów PZW wg. mnie jest m.in. rejonizacja poruszana w jednym ze starszych wątków przez Jolę, oraz ciągle wzrastająca ilość dokumentów jakie jesteśmy zmuszeni nosić ze sobą. W czasach gdy zaczynałem wędkowanie miałem jeden dokument - kartę wędkarską która za razem była i legitymacją członkowską. Prawdę mówiąc zupełnie mnie nie obchodziło co jest czym. Płaciłem jedną składkę i z jednym dokumentem mogłem pokazać się nad wodą mazurską jak i nad zalewem w Rożnowie.

Później jak już regulamin na to pozwolił robiłem dopłatę na spinning i sporadycznie na wody górskie.

Teraz w dobie informatyki peseli i nip-ów, ilość identyfikatorów ze zdjęciami ciągle rośnie. Żeby legalnie pokazać się na jakimkolwiek łowisku trzeba mieć kartę wędkarską, legitymację wędkarską, rejestr połowów i to często nie jeden bo co rejon to oddzielny rejestr, do tego zaświadczenie rejestracji sprzętu pływającego, prawo jazdy i niezliczoną ilość plastikowych karteczek upoważniających do czegoś tam a na koniec - koronny dowód osobisty.

Tak po prawdzie, przy dzisiejszej technice wystarczyła by jedna plastikowa karteczka z nośnikiem informatycznym, która mogła by załatwić dosłownie wszystko. Tej rewolucji pewnie się w niedługim czasie doczekamy, ale póki co można by pomyśleć nad unowocześnieniem kart czy mówiąc bardziej ogólnie, dokumentów wędkarskich, wzorem biletów miesięcznych. Poza tym wydaje mi się, że statystyczna większość wędkarzy wolała by zapłacić jedną składkę. Resztę, czyli opłaty strefowe, umowne, czy jakieś tam inne rozliczenia, powinny robić KOŁA i OKRĘGI. I właśnie ich zmartwieniem powinno być to jak zarządzać wpływami aby przeciętny członek PZW czuł się związany z organizacją a nie uciekał w kierunku łowisk komercyjnych,gdzie żywe stworzenie warte jest tyle ile mierzy a wartość człowieka szacuje się od ciężaru jego kieszeni.

Link to comment
Share on other sites

Wifer na Prezesa ZG...

Nic nie jest tak proste jak pozornie wygląda. Gdyby się dało pogodzić interesy wszystkich to pewnie byłoby tak pięknie jak piszesz. Trzeba zapomnieć o tym, że na jedną opłatę będzie się łowić w całym kraju. Prędzej już wejdzie faktycznie coś takiego, że kupisz sobie bloczwek jednorazówek (jak komunikacji miejskiej) i nad wodą skasujesz taką opłatę - i łowisz. Przychodzi kontrola, pokazujesz aktualny bilecik i wszystko gran. Nie masz bilecika to cię "kanary" biorą w obroty.

Tylko kto będzie pilnował takiego "biletera" przed chuliganami...

Link to comment
Share on other sites

Zdaję sobie sprawę z tego że to co napisałem wyżej to futurologia i pobożne życzenia, ale nie można wszystkich uważać za złodziei. Więcej zaufania do narodu icon_smile.gif Sam twierdzisz, że ograniczenia wyzwalają w nas chęć omijania ich różnymi drogami. Taką już mamy naturę. Uważam, że najlepsze rozwiązania to proste rozwiązania. A "my" uwielbiamy sami sobie utrudniać życie wymyślając coraz to mniej życiowe przepisy, do nich poprawki a za jakiś czas nowelizacje. Potem przychodzą następni w innych kolorach i dalej od nowa to samo, twierdząc że inaczej się nie da.

Wieki temu ludzie zbudowali piramidy, i jakoś się dało. icon_smile.gif

Link to comment
Share on other sites

Nigdzie nikogo nie nazwałem złodziejem...

Chodzi o to, że teraz gdy każdy okręg ma kilka operatów rybackich do "obsłuzenia" ilościowo - wartościowo ustalonymi gatunkami ryb musi miec na to pieniądze. Redystrybucja środków zebranych w czterdziestu kilku okręgach to niemały koszt i chyba nie warta skórka wyprawki.

Prędzej się zgodzę na taki "biletowy" system jak wyżej pisałem ale nie z opłata jak w br. u nas w okregu. Aby łowić na zbiorniku np. Floryda gość z oręgu który nie jest w porozumieniu płaci 20 zł jednodniówka + obligi 30 zł dopłata na zbiorniki bo nie ma dniówki).

Można przecież ustalić, że w całej Polsce jednodniówka na niżinne to 10 zł, na nizinne zbioreniki 15 zł a na wody górskie 20 zł. Statystycznie ryb więcej nie zabiorą, bo co któryś tam zejdzie z wody bez ryby. Nie każdy też zabiera złowione ryby, choć pewnie większość.

Link to comment
Share on other sites

Trochę mnie źle zrozumiałeś Staszku. Pewnie dlatego, że pisałem ogólnikami. A chodzi mi tylko o to że cały ten system opłat jest wg. mnie do kitu. Kiedyś były 3 składki ogólna, spinning i górska. Ale to były inne czasy kiedy to niby wszystko miało być dla ludu a było dla wybrańców. Taki był system. Teraz w dobie demokracji i dobrobytu, kiedy nawet działania ekologiczne stają się biznesem, powinna być jedna składka w formie opłaty licencyjnej i jeden dokument i na tym koniec. Natomiast gospodarką ogólnie mówiąc środowiskową powinny zająć się zawodowe służby samorządowe. Bo właśnie samorządom powinno zależeć na tym aby mieszkańcy mieli czyste i odpowiednie środowisko w którym się żyje, pracuje i odpoczywa. A im lepsza i bardziej profesjonalna gospodarka samorządowa tym większy napływ kasy z zewnątrz (z poza regionu czyli z turystyki)a to daje możliwość zarobku mieszkańcom i kółko się kręci. Niestety samorządom jeszcze daleko do dojrzałości i sporo jeszcze w Sanie wody upłynie zanim co niektórzy zrozumieją, że zarządzaniem (to też ogólnik) powinni zajmować się nie gminni politykierzy lecz profesjonaliści o kierunkowym wykształceniu.

Link to comment
Share on other sites

Póki co jestem jeszcze we władzach PZW...

To co piszesz to czysta "anarchia+", he, he, he...

Jednego dokumentu nie może być bo jest administracyjny karta wędkarska, wymóg ustawowy, członków związku trzebna jakoś ewidencjonować - legitymacja członkowska; rejestr musi być - bo wymóg rozporządzenia - rejestracji połówów ryb.

Dowodu osobistego nie musisz nosić na ryby - karta wędkarka jest dokumentem którym możesz się legitymować, bo wydaje ją administracja, starostwo.

Zresztą moje zdanie znasz bo cały ten watek powstał z tego przyczynku. Spróbuję jeszcze dziś na stronę ssrybokręgu dać projet zmian do ustawy o rybactwie przedstawiony do konsultacji przez departament rybołówstwa. Niestety daje uttrzymuje ona obowiązek karty wędkarskiej.

Link to comment
Share on other sites

A tak z bardziej przyziemnych spraw, to może by się udało coś zrobić z zezwoleniem na wędkowanie osobie towarzyszącej w ramach jednej karty? W końcu wędkarstwo powinno promować wypoczynek nie tylko w samotności a płacenie w rodzinie kilku kart to nie mały wydatek. Poza tym nasi młodsi koledzy często mają dylemat czy na ryby czy na rybki z misseczką C. Mała ulga mogła by przynieść sporą promocję.

Link to comment
Share on other sites

Cały czas ustawowy przepis o wymogu karty wędkarskiej zabija wszelką inicjatywę w tym kierunku. Nic się nie da zrobić. Co gorsza, nawet jeśli współmałzonek ma kartę to nie może z Tobą spinningować (dozwolony jest tylko połów metodami gruntowymi). Tragedia. Zupełne odwrócenie systemu wartości wędkarstwa...

Wifer, nie możesz pisać o płaceniu w rodzinie kilku kart. Kartę wędkarską ma się raz na całe życie, opłacasz zezwolenie na wędkowanie, a ono dotyczy każdego z osobna o ile spełnia ustawowe wymogi (tj. musi czy nie musi posiadać kartę wedkarską). Do 14 lat młodzież jest zwolniona z obowiązku posiadania karty wędkarskiej, do 16 lat młodzież ma ulgi uczestnika, od 16 lat do końca szkoły ma ulgi 50%.

Młodzież do lat 16, uczestnicy maja prawo do wędkowania w cłej Polsce (po uiszczeniu składek uczestnika).

Link to comment
Share on other sites

No właśnie, zupełnie nie rozumiem dlaczego spinning jest uważany za coś innego (chciałem napisać gorszego) od łowienia gruntowego. Być może kojarzony jest z wyszarpywaniem ryb za pomocą zbyt dużych kotwic. Ale jak się uprzeć każde narzędzie w ręku człowieka stojącego nad wodą można uznać za coś co pomaga w nielegalnym pozyskiwaniu ryb ze środowiska naturalnego.

W rzeczywistości przecież spinning jest najbardziej sportową metodą wędkowania i śmiem zaryzykować stwierdzenie że najbardziej humanitarną. Przy pomocy spinningu staramy się sprowokować rybę do ataku, w dodatku na przynętę sztuczną. W porównaniu z innymi metodami np. przepływanką, spinning jest bardzo nieefektywny jeżeli chodzi o ilość możliwych do złowienia ryb w ciągu określonego czasu. Dlaczego więc traktowany jest jak coś extra i obwarowany dodatkowymi barierami?

Moim zdaniem tą metodę należało by promować jako najbardziej "czystą" wędkarsko. Poza tym do wędkowania najłatwiej zachęcić właśnie metodą rzuć i ciągnij icon_smile.gif.

Co do karty czy zezwolenia, wiem że to różne pojęcia, ale większość te dwie rzeczy łączy, choć niby mogą funkcjonować oddzielnie. Z mojej strony było to przejęzyczenie.

Link to comment
Share on other sites

Jakby na zamówienie do naszej dyskusji o tym co by było gdyby i co by mogło być żeby... dołączyła również wczorajsza RP, gdzie można przeczytać niezmiernie "ciekawy" artykuł pt. Wędkarze będą musieli spisywać złowione ryby". Poniżej link do wymienionego tekstu.

http://www.rp.pl/artykul/227681.html

Wychodzi na to, że nasze spisy zrobiły więcej złego niż dobrego bo jak twierdzi autor ilość łowionych ryb przez wędkarzy ciągle rośnie ..."Wielkość połowów wędkarskich pięciokrotnie przewyższa te dokonywane narzędziami i urządzeniami rybackimi"...

Jak się domyślam szacunki te wychodzą ze statystycznych przeliczeń dokonanych z wcześniejszych rejestrów. A przecież wiemy, że ich wiarygodność jest nie większa jak 50%.

A swoją drogą to rozumiem, że do rejestru wpisuje się tylko ryby zabierane? Przynajmniej ja tak robię, tym sposobem mój jest prawie pusty icon_smile.gif

Link to comment
Share on other sites

Tylko cyt."wielkość połowów wędkarskich pięciokrotnie przewyższa te dokonywane narzędziami i urządzeniami rybackimi" w takim razie ciekawe skąd wzięli takie dane jak przecież niżej jest napisane,że dostajemy bloczki ale "nikt tego nie robi ani nie egzekwuje".Niech wędkarz z Warszawy Pan Michał B.przyjedzie do nas i zobaczy czy nikt tego nie egzekwuje (albo nad San ).

A z tymi ,że od razu po zdjęciu ryby z haczyka trzeba ją spisać to jakiś nonsens dosłownie,przecież nikt nie ma tylu rąk,a i każdy może się zastanowić,zmierzy sobie rybkę i wtedy dopiero podjąć decyzję czy ją zabiera(i wtedy dopiero wpisuje w rejestr) czy też nie (niżej już pisze normalnie ,że tylko ryby zabierane).Z tymi laptopami to nawet nie będę się wypowiadał.

I na końcu tekstu (może to wywiad bo na takie coś mi to wygląda miejscami)wychodzi na to ,że piszą o tym co większość z nas już robi od jakiegoś czasu.

Ps.Wychodzi też na to ,że lepiej nic nie wpisywać nawet jak się zabiera rybę (chociaż większość z nas wędkuje teraz według zasady NK)bo jeśli teraz nie każdy to robił,a oni mają już takie dane ,że wędkarski połów przewyższa rybacki to co będzie jak wszyscy będą wpisywać -ZAKAZ WĘDKARSTWA ???Do tego chyba dążą RYBACY!!! icon_twisted.gif

Link to comment
Share on other sites

Właśnie między innymi z tego powodu jestem przeciwnikiem wszelkich rejestrów w PZW. Chyba że takowy pozostanie do dyspozycji Koła a w najgorszym wypadku Okręgu. I będzie służył wyłącznie lepszemu zagospodarowaniu wód w regionie.

Niestety jak widać jedyny pożytek z tych rejestrów to uśredniona statystyka. Jeszcze trochę nie będę musiał zamoczyć wędki żeby się dowiedzieć że w ciągu roku złowiłem 100) uklejek, 59 karpi, 14 szczupaków, jednego suma, pół dorsza i 0,008 głowacicy. A jak rok będzie dobry to kto wie czy nawet nie złowię kawałek jesiotra. Oczywiście statystycznie. Przy okazji będę miał lepsze wyniki jak bałtycki rybak i z tego powodu nie wiadomo czy nie będę musiał zapłacić jakiegoś extra podatku.

Wypełniajmy więc rejestry od brzegu do brzegu! icon_biggrin.gif

Może jak się rybacy dowiedzą że tak mało łowią w porównaniu z nami, to zamienią sieci na wędki? icon_biggrin.gif

Link to comment
Share on other sites

Powiem wam tak, dziennikarz dzienikarzowi nierówny... Swego czasu jeden z nich w usta prezesa jednego z przymorskich okregów włożył tekst, że wszystkiemu winne bobry bo one zjadają najwięcej ryb... Jak ktoś pisze o tym czego nie rozumie i jeszce nie chce się mu dokładnie zacytować wypowiedzi osoby z którą rozmawiał (bo jak ajest róznica między bobrem a wydrą?) wychodzą potem takie kwiatki.

A czego się spodziewaliście, że rybacy więcej odławiają ryb na wodach środlądowych jak wędkarze? więcej jak w połowie okręgów nie ma odłowów rybackich. Tzn. że ryby z wody zabierają wędkarze (i kłusownicy).

Śmiem twierdzić, że wędkarze zabierają jeszcze więcej ryb, niż podają te szacunki. Z tego co wiem to jest na razie niewiele okręgów, gdzie egzekwowanie wpisów do rejestrów jest "rygorystyczne". Nasz okręg wprowadził rejestry w momencie zmiany przepisów, można powiedzieć, że procent wpisujących pobyt i połowy jest teraz dość duży. Pobyt, czyli rejestrację miejsca i czasu połowu dlatego, by zmierzyć presję na dany obwód (tak, tak obwody mają limity wędkarzy łowiących tam jednoczesnie); oraz RYBY ZABIERANE - nikomu nic tego, że zapiszecie złowioną i wypuszczoną rybę. Co to ma wspolnego z racjonalną gospodarką? Takie rzeczy to możecie sobie na stronie:

www.ewidncjapolowow.pl

W takim okręgu jak przywoływany w artykule mazowiecki, nie było żadnej rejestracji i n a razie raczkują..

Nie umniejszajcie też roli statystyki, opinie publiczną bada się na podstawie niewiele więszej grupy osób jak tysiąc. A się sprawdza. Jeśli analizuje się połowy wędkaraskie to łatwo wychwycić anmalie, rzeczy niemożliwe i kłamstwa. Odrzucając skrajne wyniki z pozostałych można wyciągnąć bardzo prawdziwe wnioski.

Nie nabijajcie się tez z rybaków, w stosunku do masy łowiących na wędkę jest ich wielokrotnie mniej. Sami wiecie jak jest nad wodą, chłop (wędkarz) żywemu nie przepuści. Ile ryb zabieranych jest dla kota, psa, wyrzucanych później do śmietnika - bo się mi nie chce przy nich robić....

Śmiem twierdzić, że w ciągu roku wędkrze naszego koła wyławiają równoważną w wadze ilość ryb, w stosunku do zarybień statystycznie przypadających na nich. Mają lepszy dostęp do wody (zbiorniki, San), mogą być częściej na rybach. Na 10.000 wękarzy w naszym okręgu około 5000 jest w Rzeszowie. Siłą rzeczy finansują częściowo innych. Nas też.

Najprostszy, byłby system limitowania połowów wędkarskich na zasadzie wykupu licencji po wyczerpaniu przysługującego limitu.

Wykupiłeś wszystkie wody za 140 złoty - wolno ci złowić tyle i tyle ryb. Osoby, które ryby wypuszczają składkę opłacąć będą raz w roku - inni, jeśli chcą i ich stać mogą co miesiąc.

Link to comment
Share on other sites

To już mi się bardziej podoba, choć nie sądzę żeby się przyjęło. Uważam, że doszliśmy do czasów kiedy to limitowanie połowów wędkarskich stanie się koniecznością. Już dziś podpisuję się obiema rękami nad limitem jednej ryby na wyprawę bez względu na gatunek. Delikwent z kilkoma rybkami byłby traktowany jak zwykły kłusol i powinien być ścigany prawem icon_smile.gif I wtedy rejestry miałyby znacznie większy sens. Być może skończył by się handel po wsiach sandaczami za flaszkę.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy