Jump to content

Marker do żyłki


LuJu
 Share

Recommended Posts

Jak powszechnie wiadomo precyzyjne umieszczanie zestawu w łowisku podczas połowów metodami spławikowymi lub gruntowymi to jeden z podstawowych elementów sukcesu. Im dalej łowimy tym trudniej to zrobić, wiedzą o tym koledzy łowiący rutynowo metodą angielską, nie zawsze pamiętają o tym łowiący na DSy. W praktyce żeby to zrobić musimy mieć 2 koordynaty; pierwsza to kierunek zarzucania (tą możemy ustalić w oparciu o charakterystyczny punkt na przeciwległym brzegu - np. drzewo czy słup), druga to odległość łowienia. Wędkarze stosują różne metody zaznaczania odległości na żyłce. Nie polecam używania klipsa na szpuli - w technice odległościowej zarzuca się z reguły dalej niż punkt łowienia, po czym ściąga się zestaw do siebie zatapiając żyłkę, w łowieniu na feedera można z kolei łatwo przerzucić ustaloną odległość, co kończy się urwaniem zestawu z 50 metrami żyłki. Nie piszę nawet co się stanie, jak pojawi się wreszcie ryba, która zacznie wyciągać nam żyłkę z kołowrotka. Coraz powszechniejsze staje się stosownie specjalnych markerów do malowania żyłek. Muszą być one wodoodporne, łatwo usuwane po łowieniu i, co najważniejsze, nie wpływać na wytrzymałość żyłki. Odpadają więc wszelkie płynne markery olejowe, lakierowe itp. Problem w tym, że produkty znanych firm (np. Maver czy Cralusso) mają ceny w granicach 40-60 zł. Można taniej - proponuje zakup tzw. markera przemysłowego, ma on wszystkie wymienione cechy (mówiąc szczerze, wygląda na to, że jest to dokładnie ten sam produkt :D), cena jest znacznie niższa (kupiłem na allegro Eddinga za 16 zł + PP, w Resgraphie 20 zł netto, można też poszukać w sklepach plastycznych lub marketach budowlanych), a dodatkowo dostępne są w szerszej gamie kolorystycznej, co umożliwia dobranie lepiej kontrastującego z naszą żyłką.

pzdr,

LJ

Link to comment
Share on other sites

Kiedy łowiłem na odległościówkę stosowałem zawsze markery olejowe kol. srebrny i biały (najlepiej widoczne na żyłce). Problem jednak był, bo po jakimś czasie marker z żyłki przenosił się na przelotki. Zrezygnowałem wówczas na korzyśc markerów na bazie C2H5OH mimo, że znacznie słabiej widocznych. Po wędkowaniu można żyłki wyczyścić wacikiem nasączonym np. "rumem na kościach" .;)

Link to comment
Share on other sites

Usunięto zbędny cytat.

Nie zmniejszała ci się wytrzymałość żyłki po olejowych?

Ja używam olejowych do robienia opisów na szkle, ale schodzą tylko po acetonie.

Edited by rapala
Link to comment
Share on other sites

A jak z trwałością podczas łowienia i łatwością rozsmarowania tego na żyłce?

Pytam bo podstawową wadą markerów w paście (takich jakie ja zaproponowałem) jest to, że w niskich temperaturach robią się twarde i słabo się rozmazują (co też zależy od rodzaju żyłki - widać są bardziej lub mniej chropowate).

Link to comment
Share on other sites

Stosowałem ten marker tylko do karpiowania tzn,żyłki były dość grube 0,35-0,38 i problemów z rozsmarowaniem nie było.Dobrze moczyłem końcówkę i malowałem tym odcinek żyłki.Co do trwałości to na drugi dzień trzeba było poprawić bo łatwo się wykrusza.

Edited by lenox
Link to comment
Share on other sites

Panowie to grubo łowicie ;). Ja do feedera w tym roku kupiłem 0,23 i zastanawiam się cały czas czy nie za grubo.

Jak się trzyma cały dzień to i tak dobrze, marker w paście trzeba z reguły 2-3 razy na dzień poprawiać, to jest norma.

Link to comment
Share on other sites

Jeśli chodzi o rzekę i łowienie brzan i kleni to odpowiednia grubość ale ja łowiąc w tym roku nie wyszedłem grubiej niż 0,18 bardzo dobrej jakości żyłki marki Reflo Power firmy Preston z Anglii i nie zawiodła mnie jej wytrzymałość. Co do oznaczania odległości rzutu to w moim przypadku tylko w grę wchodzi klips na szpuli. Jeśli namalujesz markerem odcinek żyłki i znacznie przeciągniesz odległość rzutu to zanim nawiniesz żyłkę do odpowiednio zaznaczonego miejsca to koszyczek zanętowy będzie już leżał pusty na dnie a tu nie o to chodzi. Marker jest dobry do odległościówki.

Link to comment
Share on other sites

Jeśli namalujesz markerem odcinek żyłki i znacznie przeciągniesz odległość rzutu to zanim nawiniesz żyłkę do odpowiednio zaznaczonego miejsca to koszyczek zanętowy będzie już leżał pusty na dnie a tu nie o to chodzi. Marker jest dobry do odległościówki.

A co się stanie jak znacznie przeciągnę odległość rzutu z żyłką na klipsie? :D Z reguły wyleci z klipsa i znowu muszę rzucać na czuja, ale zdarzało mi się też, na szczęście niewiele razy, że pętelka zaczepiła się nieszczęśliwie o klips i cały zestaw razem z żyłką urwaną przy klipsie poleciał w kosmos. Łowiłem tak i osobiście wolę zaznaczyć markerem dłuższy kawałek żyłki - tak z 1 - 1,5 metra żebym widział jak się "zbliża" w czasie rzutu i mógł w porę przyhamować.

Link to comment
Share on other sites

W karpiowaniu stosowałem taki oto myk.Ustalamy długość rzutu,kiedy ciężarek opadnie na dno podnosimy prostopadle kij do góry a następnie zbijamy kabłąk.Teraz potrzebna nam będzie gumka nie za sztywna (np.cienkiej dętki,rękawicy gumowej...) ,dość szeroka ok.1-1,5cm ,która z lekkim oporem da się założyć na szpulę kołowrotka.Kiedy założymy gumę(:D) ,nawijamy pozostałą żyłkę (kilka nawojów) aż do momentu "naszpanowania" zestawu po czym zwijamy zestawu.Po wykonaniu zarzutu ,analogicznie kij wedruje prostopadle do góry a z chwilą wpadnięcia zestawu do wody ,zwijamy z wyczuciem jej nadmiar.Kiedy następuje branie na szpuli mamy dostateczny zapas żyłki (tych kilka nawojów) do ewentualne popuszczenia a w wypadku jeżeli to okazało by się za mało,guma z lekkim oporem będzie oddawać potrzebną ilość żyłki.Może to wygląda dość skomplikowanie ale jest bardzo proste i skuteczne,po małym treningu dojdziemy do perfekcji a zestaw będzie lądował w przysłowiowy "punkt' ,nawet podczas bardzo ciemnych nocy.Można połączyć ten sposób z zaznaczaniem markerem żyłki ,ot tak na wszelki wypadek:).

Link to comment
Share on other sites

Podobnie jak "rapala" klipsowałem żyłkę, ale używałem do tego nie gumki tylko żyłki o małych średnicach tj. 0,10 lub 0,12mm. Zarzucając w miejsce połowu, kiedy przynęta z koszykiem zbliżała się do nęconego miejsca hamowałem palcem na krawędzi szpuli wysówanie się żyłki. Powodowało to tylko lekkie naprężenie żyłki klipsowanej, a przynęta zawsze była w tym samym miejscu po kilku obrotach korbką. Kiedy zdarzyło się, że przynętę wzięła znacznie większa i mocniejsza ryba typu karp lub brzana klipsowana żyłka po prostu pękała, a ja spokojnie mogłem nawiązać walkę z rybą. Oczywiście dodatkowo tj. pisze "mapet77" żyłka była oznaczona markerem.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy