Jump to content

Przyłów.


Oktawian
 Share

Recommended Posts

Na pewno każdy z nas, nastawiając się na konkretny gatunek, miał jakieś nieoczekiwane przyłowy.

Moją ulubioną porą na sandacze jest okres pierwszych przymrozków. Z niecierpliwością oczekuję co roku dnia, gdy wstaję rano i widzę za oknem szron, oznakę pierwszego mrozu. Wtedy mam w głowie tylko jedno: „ WYPRAWA NA SANDACZE”. Niejednokrotnie zaskoczyłem się, gdy podczas opadu przynęty poczułem lekkie trącenie, zacięcie i jest, ale co to ? Pierwsze wrażenie - chyba zapiąłem pociąg towarowy. Niestety w miejscach, gdzie nastawiam się na sandacze, zimowiska mają między innymi sumy. Niejednokrotnie wyjmowałem sumy zahaczone za pysk, ale też za płetwę czy ogon. Z jednej strony byłem zawiedziony i szkoda było mi tego suma, że naruszam jego spokój, a z drugiej strony czułem satysfakcję, że wyholowałem wielką rybę - „ mieszane uczucia”. Zdarzyło mi się też polując na sandacza złowić piękne brzany, które połykały 10-centymetrowe rippery. Najbardziej denerwującym przyłowem są szczupaki, kiedy poluję na klenio-jazie, a wiąże się to z tym, że często tracę ulubiony wobler i przykro się robi, bo zastanawiam się nad losem zębatego z kotwicą w pysku. Najprzyjemniejszym przyłowem w polowaniu na klenio-jazie są dla mnie bolenie, ładne okonie, a czasem nawet leszcze.

Każdemu z nas zdarzają się przyłowy, podzielcie się swoimi wrażeniami.

Link to comment
Share on other sites

Tak jak już wspomniałeś dla mnie najgorszym przyłowem i bardzo niechcianym są szczupaki na zestawy kleniowo-jaziowe i to nie tylko dlatego, że kończy się to częstą stratą woblera ale także wielkim hałasem który wypłasza klenie :mad: Z tego względu, że łowię często metodą spławikową ( głównie przepływanka) to równie niechcianymi rybkami są uklejki, dla mnie jest to zmora Wisłoka. Często się zdarza, że moje łowienie kończy się po 2h z ponad 100 uklejek na koncie bez brania większej lub innej ryby na wodzie >2m głębokości :eek: Lecz jak wiadomo przyłowy mogą także cieszyć choćby płoć, certa, świnka na woblery kleniowe. Z sandaczami, sumami nie miałem do czynienia ale niech się zaczną bać...:)

Link to comment
Share on other sites

W przeciągu kilkudziesięciu lat wędkowania miałem wiele dziwnych przyłowów, ale dwa utkwiły mi w pamięci szczególnie mocno i wyraźnie. Pierwsze zdarzenie miało miejsce ponad dwadzieścia lat temu w połowie lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Pamiętam była połowa marca, piękna wiosenna wiosna pogoda królowała już na całego, Wisłokiem płynęła lekko zielonkawa pośniegowa woda, śniegu ani śladu. Postanawiamy z Cześkiem wybrać się ze spinningami połowić pstrągi na Wisłoce w okolicach Kątów powyżej Noweg Żmigrodu, cała ta wyprawa powinna być i będzie opisana bardzo dokładnie, bo zaskakujących zwrotów akcji i przezabawnych sytuacji było co niemiara, ostatecznie skończyła się ona na zbiorniku Sieniawa gdzie złowiłem niespodziewanie swoją pierwszą i największą TROĆ JEZIOROWĄ. Drugi zaskakujący przyłów przydarzył mi się trzy, cztery, a może pięć lat temu na Wiśle pod Baranowem Sandomierskim, był środek tygodnia jakiś wolny dzień od pracy maj lub czerwiec, z dwoma znajomymi z Dynowa jedziemy na zawody spinningowe (liga Wschodnia czy coś takiego), na miejscu okazało się, że zawody odwołane, a organizator nie raczył powiadomić wszystkich drużyn. Skoro już tu jesteśmy to można potrenować, ja mam tylko jedną wędkę, wędeczkę spinningową 240 do 5g, na klenie i okonie wystarczy. Zaczynamy łowienie i widzę, że znajomi nie bardzo wiedzą co mają robić, że ogrom rzeki robi na nich wrażenie wręcz ich przeraża, pokazuję im ewentualne stanowiska ryb, sugeruję sposoby wędkowania. Po kilku godzinach mając na koncie kilka ładnych kleni i kilkanaście niezłych okonków, wszystko złowione w basenach lub na przelewach główek, postanawiam spróbować w ostrym nurcie pędzącym wzdłuż opaski, pomiędzy kamieniami powinny stać duże klenie, podaję riperka w górę i sprowadzam go z nurtem na siebie, zatrzymanie kwituję zacięcie i czuję duży opór, prawie jestem pewny, że to duży, bardzo duży kleń. Po kilkunastu minutach walki udaje mi się rybę podprowadzić w bardziej spokojne miejsce i … jak ją zobaczyłem to mnie mało nie zamurowało, oczom moim ukazał się sumek szybko do podbieraka cóż za cudo całe PIĘĆDZIESIĄT CENTYMETRÓW :Dpięknej ryby. Może to i nie wyczyn, ale na wędkę 5g wyrzutu i żyłkę 0,12 mm w takiej wodzie, i do tego to mój pierwszy i ostatni Sum jakiego złowiłem. :rolleyes:

Link to comment
Share on other sites

Wilcza Wola,czerwiec ubiegłego roku.Wybrałem się aby popływać za sandaczem,obławiałem właśnie jeden z tamtejszych blatów,kiedy poczułem lekkie przytrzymanie a następnie mocny odjazd.Byłem pewny że to sum więc myślę,zaraz obierze jedyny słuszny kierunek czyli koryto rzeki i "pozamiatane",ale może chociaż chwilę uda mi się go potrzymać na kiju.Po dwudziestu minutach przeciągania się udało mi się "to to" docholować do pontonu.Jakie było moje zdziwienie gdy nagle ukazał się ładny karp na dodatek prawidłowo zapięty za pysk.Łowiłem wędziskiem Batsona do 21g,plecionka Power Pro 10lb a przynętą był 7g kogut.

Aby zobaczyć załącznik musisz się zalogować

Link to comment
Share on other sites

Niezły przyłów rapala. Z tego co pamiętam to Wifer złowił dużego karpia na spina, ale to On się ewentualnie może wypowiedzieć.

Mi w zeszłym sezonie w postawiony w nurcie kleniowy woblerek puknął sumek około 75 cm. Ciekawym dla mnie przyłowem była medalowa świnka na złowiona na woblerek na napływie wiślanej główki.

Link to comment
Share on other sites

Największy mój przyłów to tołpyga 14.5kg na spina, wszystkie groty kotwiczek w pyszczku (w załączeniu fotka nieco drastyczna), było tez kilka karpi ok. 3kg na woblery. Z ciekawszych przyłowow - rak złapany za szczypce ;))

Aby zobaczyć załącznik musisz się zalogować

Aby zobaczyć załącznik musisz się zalogować

Aby zobaczyć załącznik musisz się zalogować

Link to comment
Share on other sites

Przyłowem, który dość regularnie zdarza mi się łowić są uklejki na powierzchniowe woblerki.

Spinningując kiedyś na Czarnej zahaczyłem o jakąś żyłkę, chcąc nie chcąc zacząłem ją zwijać w moim kierunku. Przy brzegu okazało się, że na końcu zestawu wisi ryba. Był to ok. 50cm sandacz, w przełyku miał wbity hak wielkości mojego kciuka, próbowałem go uwolnić z tej biżuterii, ale nie dałem rady. Widać było, że męczył się już od kilku dni, był tak słaby że jak włożyłem go do wody to od razu obrócił się do góry brzuchem. Skróciłem jego agonie.

Sytuacja analogiczna, znów zahaczyłem a jakąś żyłkę, tym razem na końcu wisi leszczyk. Miał znacznie więcej szczęścia. Skusił się na zestaw włosowy, więc hak był wbity bardzo płytko. Co ciekawe można było nawet rozpoznać przynętę wisząca na włosie.

Nie są to może klasyczne przyłowy, ale chyba off topa jeszcze nie ma.

Link to comment
Share on other sites

Taki przypadek jak na fot 1 miałem. Przynętą był Effzet i utkwił za uchem. Z latających zwierząt trafiłem obrotówką jaskółkę w locie- walki wiele nie było. A przyłów z fot 3 też mi się często trafia.

Link to comment
Share on other sites

Ja nie mam zbyt ciekawych okazałych przyłowów na swoim koncie.

Ale jeśli już mowa na ten temat to moim najczęstszym denerwującym przyłowem podczas wędkowania feederem jest kiełb i jazgarz. Czasem trafiają się jakieś śmieci niestety i ten przyłów wkurza mnie najbardziej. W tamtym roku na spina złowiłem jeszcze prezerwatywe poniżej zapory mam nadzieje, że pierwszy i ostatni raz hehe.

Link to comment
Share on other sites

Moim najlepszym przyłowem na spinning były męskie slipki na jeziorze Białym koło Włodawy.

hehe też ciekawie :P

A jak psychicznie zniosłeś ten przyłów ? Bo mnie ogarnęło okropne obrzydzenie i złość przynęta wylądowała w koszu niestety.

Link to comment
Share on other sites

Eh bylem rozczarowany, bo po 2h bezowocnego przeczesywania jeziorka przez moment myślałem ze w końcu coś jest. Majty wyciągnołem na brzeg może jakiś szczęśliwiec się trafił i je odnalazł :D

Link to comment
Share on other sites

Ja natomiast złapałem różowy cycnik , rozmiar to normalnie jak berety a szukałem kleni .

Bogol to może w przyszłym sezonie otworzymy szamteks, skoro takie skarby wyciągamy z wody ? :D

Kolejnym nieoczekiwanym przyłowem spinningowym był trup leszcza całkiem sporego na oko pomiędzy 1,5-2 kilo, miejsce akcji pod kładką na warzywnej, rzeka Wisłok.

Link to comment
Share on other sites

Ciekawy przyłów miał kolega w ubiegłym roku,którego byłem świadkiem.Wybraliśmy z federkami nad Wisłok w okolice Łukawca.Po pewnym czasie u kumpla następuje przygięcie szczytówki,no to kumpel zaciął i krzyczy "coś siedzi!",jakie było nasze zdziwienie kiedy po krótkim holu przy brzegu ukazały nam się najpierw uszy a następnie cały martwy zając.Do dzisiaj śmieje się z niego z niego że wtedy łowił na marchewkę:D

Link to comment
Share on other sites

Bogol to może w przyszłym sezonie otworzymy szamteks, skoro takie skarby wyciągamy z wody ? :D

Kolejnym nieoczekiwanym przyłowem spinningowym był trup leszcza całkiem sporego na oko pomiędzy 1,5-2 kilo, miejsce akcji pod kładką na warzywnej, rzeka Wisłok.

Byłem chyba świadkiem tego zdarzenia. Siedziałem ze spławikiem kiedy Ty przyszedłeś ze spinem. Pogadaliśmy a później jeszcze fajeczke przepaliliśmy LM light :D. Pamiętasz coś takiego ? To może byłeś Ty ?

Link to comment
Share on other sites

Byłem chyba świadkiem tego zdarzenia. Siedziałem ze spławikiem kiedy Ty przyszedłeś ze spinem. Pogadaliśmy a później jeszcze fajeczke przepaliliśmy LM light :D. Pamiętasz coś takiego ? To może byłeś Ty ?

No to bylem dokładnie ja, odnalazł się kolega. Pamiętam że mieliśmy się umówić na rybki, ale jakoś nie wyszło. Co się odwlecze to nie uciecze to może w tym sezonie się zgadamy ?

Link to comment
Share on other sites

Skoro już tak piszecie ze o łączeniu myślistwa z wędkarstwem :P to ja też miałem ciekawy przyłów.

Na zbiorniku Klonowe koło Grębowa ( PZW Tarnobrzeg ) przy jigowaniu miałem jakiś dziwny zaczep. Po chwili podszarpywania zaczep zaczął się unosić i na wodzie jakieś 10m ode mnie pokazała się moja przynęta wbita w coś czarnego. Powoli zacząłem to coś holować do brzegu i BANIA! Złowiliście kiedyś dzika na jiga? Ten miał dobrze 50kg no i chyba musiał już tam chwile leżeć bo spuchnięty był jak cholera.

Link to comment
Share on other sites

No to bylem dokładnie ja, odnalazł się kolega. Pamiętam że mieliśmy się umówić na rybki, ale jakoś nie wyszło. Co się odwlecze to nie uciecze to może w tym sezonie się zgadamy ?

Jasne, że się zgadamy na ten sezon :)

Pierwsze słyszę o przyłowie w postaci dzika czy zająca. Z jednej strony niesamowite ale z drugiej strony całkiem naturalne.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy