Jump to content

Kwestia zabierania ryb


AndrzejT
 Share

Recommended Posts

Chciałbym poruszyć temat "sporu", który zauważyłem w wypowiedziach na forum. Kwestia dotyczy tworzenia podziału uczestników na dwie grupy: "NO KILL" i "MIĘSIARZE".

Chcę powiedzieć co myślę na ten temat, być może i Wy się przyłączycie do napisania swojego zdania i zażegnania swoistego konfliktu.

Osobiście uważam, że nie ma niczego niemoralnego czy niezgodnego z przyjętym prawem i zasadami postępowania moralnego do tego aby zabrać rybkę do domu, zrobić jej fotkę w kuchni i podzielić się tym z innymi. Ni chodzi przeciez o to, że nie ma co włożyć do garnka i trzeba chwytać za tasak, ale skoro ktoś lubi, to żeby nie czuł presji, bo taką - mam wrażenie - próbuje się wytworzyć.

Takie samo prawo powinni mieć przeciwnicy tej filozofii: nie mieć nic wspólnego z zabieraniem ryb do domu, a wypuszczniem ich i czerpaniem też z tego satysfakcji.

Niestety mam wrażenie, że stworzony podział wartościuje w ten sposób, że "NO KILL" są super, a "MIĘSIARZE" to jakaś gorsza grupa. Samo słowo "MIESIARZE" nie brzmi ładnie, natomiast "NO KILL" w nowej gwarze młodzieżowej, to trendy.

Przestrzegam przed wytworzeniem obrazu wędkarza-zabójcy. Wzywam też do tolerancji, bo jesli ktoś nie przyrządza kulinarnie złowionych przez siebie rybek, to niechaj nie piętnuje agresywnie takiego zachowania, bo agresja rodzi agresję (jak widać w niektórych wątkach na forum).

Innymi słowy: niech każdy postępuje, tak jak uważa, a jeśli ktoś złamie prawo, to może się liczyć z konsekwencjami, ale nie wcześniej - po to jest prawo. Apropos prawa, to któż go nie złamał. Piętnowanie innych poglądów, tylko dlatego, że są inne od naszych, to zakrawa na... historia zna takie przypadki.

Ps. Nie chcę czuć poczucia wstydu, jeśli będę grillował dla znajomych szupaka (wymiarowego, zowionego poza okresem ochronnym w ramach dopuszczalnego limitu). którego sam złowiłem i przyrządziłem - wręcz odwrotnie. Chce też wypuścić rybę i popatrzeć jak pomacha ogonkiem na pożegnanie (wymiarową poza okresem ochronnym). Chcę mieć SWOBODNE prawo wyboru.

Link to comment
Share on other sites

Witam

Sam temat jest o wiele bardziej skomplikowany niż to piszesz, ja osobiście jestem zwolennikiem stosowania C&R na wszystkich wodach PZW, tylko problem polega na tym, że mało kto wie w Polsce co to oznacza, a sama organizacja jest niereformowalna, przynajmniej na dzisiaj. Wracając do tematu, AndrzejT nikt nie pisze, że jak ktoś od czasu do czasu zabierze rybkę lub dwie to od razu „MIĘSIARZ”, dla mnie jest to wędkarz w dużej mierze stosujący zasadę „ NIE POTRZEBUJĘ RYBY - TO ŁOWIĘ NO KILL” i to jest w porządku. Chyba, że nie potrafi wyważyć swoich poczynań, bo łowiąc w zgodzie z regulaminem można spustoszyć małą rzeczkę (i to nie jedną) np. z pstrągów. Sezon trwa od 1 lutego do 31 sierpnia to daje 212 dni wędkowania razy 3 szt. komplet razem 636 szt. oczywiście teoretycznie, ale znam kilu wędkarzy (ilu jest takich naprawdę?) którzy z rzeszowskich rzeczek i nie tylko odławiają rocznie od 100 do 350 pstrągów stosując się do RAPR obowiązującego na danych wodach. Dla mnie to MIĘSIARSTWO”, „ panie karta musi się zwrócić”, dla mnie to też „MIĘSIARSTWO”, odławianie codziennie wpuszczonych świeżo rybek, nawet w zgodzie z RAPR, aż przestaną brać, dla mnie to następny objaw „MIĘSIARSTWA”, pukanie się w głowę lub głupie komentarze jak ktoś wypuszcza ryby, dla mnie to zdecydowanie „MIĘSIARSTWO”. Sam sobie odpowiedz na pytanie, czy można i należy akceptować „MIĘSIARSTWO” i „MIĘSIAŻY” i kto to taki.

Link to comment
Share on other sites

Wracając do tematu, AndrzejT nikt nie pisze, że jak ktoś od czasu do czasu zabierze rybkę lub dwie to od razu „MIĘSIARZ”,

hmm... może NIKT tak nie pisze, ale coś wisi w powietrzu... wartościowanie

Zgadzam się z Panie Zdzisławie przedstawił Pan cenne uwagi dotyczące definicji "MIĘSIARSTWA". Oby takie podejście decydowało przy ocenie kolegów wędkarzy, a nie klasyfikowało na czarno-białe gdzie brak koloru szarego. Złoty środek można odszukać nie stosując podziałów radykalnych i fanatyzmu, zarówno z jednej, jak i drugiej strony.

Inna kwestia, to sprawa łączenia tematu z polityką gospodarowania i ochrony wód, bo chociaż udział w rybności wód ma zabieranie ryb w sposób przepisowy przez wędkarzy, to wydaje się to być kroplą w morzu w skali takich działań jak: kłusownictwo prądem, siecią, wybieranie sztuk z wody tuż po zarybieniach i sama skala zarybień w stosunku do budżetu PZW, nieprzemyślana regulacja rzek, niekontrolowane spuszczeanie wody z zalewów lub jeśli jakiś zakład "przyczyni" się do wystąpienia "przyduchy" na kilometrach rzek.

Link to comment
Share on other sites

W moich okolicach niewielu ludzi stosuję zasadę C&R. Napatrzyłem się na to aż nazbyt i mam "jedno" zdanie na ten temat. Dla mnie MIĘSIARZEM jest ten który łowiąc wymiarową rybę zapoznaje ją z pa łką i w łeb. Dla niego to jest już przyzwyczajenie, widzi rybę w miarę dużą i już kill. Nawet sam nie wie co z nią zrobi(zapewne zamrozi a po roku sobie o niej przypomni i wyrzuci). Nie toleruję takiego zachowania i tolerować nie będę. Aż coś mi się robi jak widzę zdjęcie ryby na tle kuchni czy łazienki a czasem nawet przy nowym mercedesie. I tu pojawia się pewien paradoks. Gość ma wypasioną furę a z ryb zabiera wszystko. To o co chodzi? o pieniądze? przecież on je posiada. To jest po prostu przyzwyczajenie i dlatego presja C&R powinna być i dobrze, że jest. Oczywiście nie mam nic do ludzi którzy od czasu do czasu zabiorą sobie rybkę bo mają takie prawo....

Link to comment
Share on other sites

Ustosunkowując się do Twojego postu,powiem tak:Jestem zwolennikiem zasady "NO KILL" i na peno tej zasadzie będę wierny,ale to nie znaczy że czasami coś do domu nie zabiorę ale w ROZSĄDNYCH GRANICACH i według widełek wymiarowych jakie sobie sam ustaliłem.Wielu błędnie interpretuje tą zasadę myśląc że trzeba wszystko wypuszczać ale na litość boską czym jest zabranie do domu powiedzmy szczupaka 2kg a czym zabranie szczupaka 10kg,trzeba chyba nie mieć serca albo zwalone receptory smakowe!

Wielu uczestników naszego portalu,kieruje się tymi zasadami i stara się nie zamieszczać zdjęć złowionych ryb robionych w zaciszu domowych pieleszy.Nie chodzi tu o treść ale o formę tych zdjęć ,które wywołują niepotrzebne emocje.Na co dzień wystarczająco dużo mogę się napatrzeć na pseudo wędkarzy,którzy "worują" wszystko co im wpadnie w łapy i co najgorsze robią to zgodnie z limitami RAPR i przynajmniej na tym portalu chciałbym uniknąć takiego widoku, ponieważ podtekst takich zdjęć jest jednoznaczny.Jak myślicie o ile większą formę przekazu ma zdjęcie zrobione na tle przyrody?

Jest tyle fajnych tematów na naszym forum,może lepiej na nich się skupić i na wymianie doświadczeń niż wywoływać nie potrzebne przepychanki słowne.

W swoim życiu złowiłem wiele dużych ryb,które po zrobieniu zdjęć wracały do wody.Nigdy jakoś specjalnie się tym nie chwaliłem po prostu nie czuję takiej potrzeby co nie znaczy że jestem przeciwnikiem zamieszczania takich zdjęć ale ze spełnieniem pewnych zasad,które pojawiły się już w którymś wątku.

Jak już napisałem powyżej,złowiłem wiele dużych ryb,może dla tego że mam trochę "wędkarskiego szczęścia i nosa",a może dla tego że wierzę w to:

"ZWRÓĆ WODZIE TO CO DO NIEJ NALEŻY A ONA ODDA CI TO DZIESIĘCIOKROTNIE".

Właśnie tą sentencję zostawiłem na koniec aby każdy sobie ją przemyślał a sam dojdzie do tego o co tak naprawdę w wędkarstwie chodzi.<AMEN>

Link to comment
Share on other sites

Problem ten w naszym Kole przestaje być problemem. Jak wiadomo Okręg zadecydował że od tego roku zarybiać się będzie wyłącznie ikrą więc zanim cokolwiek urośnie każdy nauczy się wypuszczać złowione ryby. Aby jednak do tej pory można było poczuć coś na wędce zarząd naszego koła doszedł do wniosku aby jeszcze przed uprawomocnieniem się decyzji Okręgu zarybić nasze wody wyłącznie dorodnymi tarlakami. A jak wiadomo jest uchwała walnego że duże ryby wypuszczamy. W związku z czym decyzja: zabierać czy nie jest jednoznaczna.

Link to comment
Share on other sites

Wszystko pięknie, wszystko fajnie tylko mała prośba, nie mieszajmy pojęcia „NO KILL” z „C&R”. „NO KILL” to wypuszczanie złowionych ryb, lub zdecydowanie większej jej ilości, „C&R” to tak naprawdę wielka, wielka instytucja, to zarybienia, odłowy, badania, limity, okresy ochronne, wymiary ochronne (przeważnie widełkowe), to sposób obchodzenia się wędkarzy z rybą, zachowania się nad wodą, uszanowania otaczającej nas przyrody, kultury i życzliwości wobec innych wędkarzy itd. Dlatego w poprzednim poście napisałem „ ... jestem zwolennikiem stosowania C&R na wszystkich wodach PZW, tylko problem polega na tym, że mało kto wie w Polsce co to oznacza, a sama organizacja jest niereformowalna, przynajmniej na dzisiaj.” Wędkarz, w przeciwieństwie do „NO KILL” nie może stosować „C&R”, może się dostosować do „C&R”. A tak na marginesie tematu może byśmy opracowali wymiary widełkowe dla poszczególnych gatunków ryb do stosowanie przez członków PSW zgodnie ze swoją etyką i sumieniem.

Link to comment
Share on other sites

„NO KILL” z „C&R” to dla mnie dwa nierozerwalne pojęcia, które się ze sobą zazębiają."NO KILL"-nie zabijaj i C&R -złów i wypuść, czy jedno nie wynika z drugiego? I nie ma dla znaczenia czy będzie się nimi kierował karpiarz,spiningista czy muszkarz.Wszystko sprowadza się do jednego czyli do poszanowania wszystkiego co żyje i otaczającej nas przyrody.Jest tyko czysto techniczna różnica jaką widzę w założeniach tych zasad a mianowicie że ryba powinna być lądowana ręką jeżeli to jest możliwe,czego sobie nie wyobrażam w przypadku złowienia 15 kg karpia albo amura.Dla tego karpiarze wymyślili maty aby zminimalizować kontakt ryby ze suchym podłożem.Jestem także spiningistą i od dawna używam chwytaka ( z małym udoskonaleniem a mianowicie założyłem gumowe końcówki na "szczypce")zamiast podbieraka i powiem że w 80% przypadków udaje mi się uwolnić rybę nie podnosząc jej nawet z wody.

A tak na marginesie tematu może byśmy opracowali wymiary widełkowe dla poszczególnych gatunków ryb do stosowanie przez członków PSW zgodnie ze swoją etyką i sumieniem.

Jak najbardziej popieram:)

Jeżeli,ktoś chce poczytać na temat C&R to niech zajrzy tu

http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2525&Itemid=220

Link to comment
Share on other sites

Jakoś należało to nazwać, a skoro jest skierowane do wędkarzy to dlaczego nie nazwać złów i wypuść czyli „C&R”, pomijając aspekt gospodarowania i zarządzanie (choć właściwie stosowane „C&R” może wręcz nakazywać zabieranie określonych gatunków ryb z łowiska, z bardzo różnych powodów), to dla nas wędkarzy „C&R” jest to informacja jak traktować ryby podczas całego czasu wędkowania, aby szkodzić jak najmniej. A ja mam pytanie do kolegów stosujących lub próbujących stosować zasady „C&R” kto z was stosuje zawsze haki bezzadziorowe, kto z was uzbraja wszystkie przynęty w jeden pojedynczy haczyk (nawet wszystkie spinningowe). Proszę potraktować mój głos jak przyczynek do dyskusji, a nie interpretować tego jako czepiania się. Bo ni jak mi do „C&R” nie pasuje połów ryb z użyciem haków zadziorowych, czy z trzema lub dwoma grotami. Przeraża mnie widok dwudziesto centymetrowej ryby zapiętej na trzy groty (nawet bezzadziorowe), co z nią zrobić, próbować wyciągnąć kotwicę (taka ryba wcześniej czy później zdechnie), odciąć przynętę (też nie przeżyje), a może zminimalizować skutki połowu poprzez zastosowanie do wszystkich przynęt POJEDYNCZYCH HAKÓW BEZZADZIOROWYCH. Jakie są wasze opinie i doświadczenia w tej materii.

Link to comment
Share on other sites

Problem ten w naszym Kole przestaje być problemem. Jak wiadomo Okręg zadecydował że od tego roku zarybiać się będzie wyłącznie ikrą więc zanim cokolwiek urośnie każdy nauczy się wypuszczać złowione ryby. Aby jednak do tej pory można było poczuć coś na wędce zarząd naszego koła doszedł do wniosku aby jeszcze przed uprawomocnieniem się decyzji Okręgu zarybić nasze wody wyłącznie dorodnymi tarlakami. A jak wiadomo jest uchwała walnego że duże ryby wypuszczamy. W związku z czym decyzja: zabierać czy nie jest jednoznaczna.

To oczywiście żart 1 kwietniowy. Tym co się z tego pośmiali gratuluję poczucia humoru. Jeżeli ktoś poczuł się urażony - przykro mi , nie było to w zamiarze :)

Link to comment
Share on other sites

A ja mam pytanie do kolegów stosujących lub próbujących stosować zasady „C&R” kto z was stosuje zawsze haki bezzadziorowe, kto z was uzbraja wszystkie przynęty w jeden pojedynczy haczyk (nawet wszystkie spinningowe). Proszę potraktować mój głos jak przyczynek do dyskusji, a nie interpretować tego jako czepiania się. Bo ni jak mi do „C&R” nie pasuje połów ryb z użyciem haków zadziorowych, czy z trzema lub dwoma grotami. Przeraża mnie widok dwudziesto centymetrowej ryby zapiętej na trzy groty (nawet bezzadziorowe), co z nią zrobić, próbować wyciągnąć kotwicę (taka ryba wcześniej czy później zdechnie), odciąć przynętę (też nie przeżyje), a może zminimalizować skutki połowu poprzez zastosowanie do wszystkich przynęt POJEDYNCZYCH HAKÓW BEZZADZIOROWYCH. Jakie są wasze opinie i doświadczenia w tej materii.

Jeżeli chodzi o haki bezzadziorowe to stosuję je już od kilku lat. Niestety tak jak mówisz w niektórych sytuacjach to nie wystarczy aby wypuścić rybę szybko i sprawnie. W tym (tzn 2009) roku sporo czasu spędziłem testując rożne szczupak-owe przynęty, również woblery, niektóre były wyposażone w dwie kotwiczki. Pewnego dnia na Cierpiszu udało mi się w końcu zaciąć wymiarowego szczupaka(takie ryby to tam prawdziwa rzadkość), skusił się na niewielkiego sieka uzbrojonego w dwie kotwiczki. Pomimo że haki w ogolę nie były wbite to jednak zaklinowały się w ?(łukach skrzelowych- nie wiem czy tak to się nazywa). Gdybym miał pojedynczy hak to wypuścił bym rybę w kilka sekund, niestety z kotwiczką był ten problem, że jak wyciągnąłem jeden grot to automatycznie kolejny się klinował i tak w kólko. Potrzebowałem ponad minutę żeby jakimś cudem wydostać przynętę z szczęki szczupaka. Później ryba była w fatalnej formie i nie byłem pewien czy powinienem ją w ogóle wypuszczać. Podobny problem jest gdy kotwiczka zapnie się jednocześnie za dolną i górną szczękę albo za przełyk. Chociaż największe zniszczenie sieją kotwiczki wśród niewielkich klonków i uklejek, które czasami lubią atakować nawet kilkucentymetrowe woblery.

W związki z tematem mam kilka pytań: jak zmiana uzbrojenia wpływa na właściwości woblera? Czy nie wymusza to na nas dołożenie dodatkowego obciążenia?

Link to comment
Share on other sites

Bo ni jak mi do „C&R” nie pasuje połów ryb z użyciem haków zadziorowych, czy z trzema lub dwoma grotami. Przeraża mnie widok dwudziesto centymetrowej ryby zapiętej na trzy groty (nawet bezzadziorowe), co z nią zrobić, próbować wyciągnąć kotwicę (taka ryba wcześniej czy później zdechnie), odciąć przynętę (też nie przeżyje), a może zminimalizować skutki połowu poprzez zastosowanie do wszystkich przynęt POJEDYNCZYCH HAKÓW BEZZADZIOROWYCH. Jakie są wasze opinie i doświadczenia w tej materii.

Nijak C&R pasuje również do holowania pstrągów, głowacic itp. na pojedyncze haki bezzadziorowe przez kilkadziesiąt minut. Już lepiej wbić rybie trzy groty z zadziorem i wyholować ją w kilka minut. Na pewno zrobimy jej mniej szkody. Żadna metoda połowu nie jest etyczna, można jedynie starać się wyrządzać jak najmniej szkody rybom poprzez stosowanie odpowiednio mocnego sprzętu do połowu ryb itd. Ale święci nigdy nie będziemy. W muszkarstwie przeważnie używa się haków bezzadziorowych ale zapewne metoda ta ma największy odsetek ryb, które padły po wypuszczeniu i nie jest to wina haków bez zadziora.

Edited by Siksa
Link to comment
Share on other sites

Jeżeli chodzi o haki bezzadziorowe to stosuję je już od kilku lat. Niestety tak jak mówisz w niektórych sytuacjach to nie wystarczy aby wypuścić rybę szybko i sprawnie. W tym (tzn 2009) roku sporo czasu spędziłem testując rożne szczupak-owe przynęty, również woblery, niektóre były wyposażone w dwie kotwiczki. Pewnego dnia na Cierpiszu udało mi się w końcu zaciąć wymiarowego szczupaka(takie ryby to tam prawdziwa rzadkość), skusił się na niewielkiego sieka uzbrojonego w dwie kotwiczki. Pomimo że haki w ogolę nie były wbite to jednak zaklinowały się w ?(łukach skrzelowych- nie wiem czy tak to się nazywa). Gdybym miał pojedynczy hak to wypuścił bym rybę w kilka sekund, niestety z kotwiczką był ten problem, że jak wyciągnąłem jeden grot to automatycznie kolejny się klinował i tak w kólko. Potrzebowałem ponad minutę żeby jakimś cudem wydostać przynętę z szczęki szczupaka. Później ryba była w fatalnej formie i nie byłem pewien czy powinienem ją w ogóle wypuszczać. Podobny problem jest gdy kotwiczka zapnie się jednocześnie za dolną i górną szczękę albo za przełyk. Chociaż największe zniszczenie sieją kotwiczki wśród niewielkich klonków i uklejek, które czasami lubią atakować nawet kilkucentymetrowe woblery.

W związki z tematem mam kilka pytań: jak zmiana uzbrojenia wpływa na właściwości woblera? Czy nie wymusza to na nas dołożenie dodatkowego obciążenia?

Najlepszym rozwiązaniem skutecznego pozbycia się kotwic z paszczy szczupaczej jest posiadanie odpowiednich narzędzi nad wodą. Sam wypychacz, szczypce czy inne nie wystarczą-nieodzownym narzędziem skutecznym przy bezpiecznym wypuszczeniu ryby są obcinacze czołowe (jak zwał tak zwał), lub jakiekolwiek szczypce posiadające krawędzie tnące, przy pomocy których odcinamy końcówkę kotwicy (tę z zadziorem) i wyjmujemy w miarę bezpiecznie z paszczy zaciątej ryby. Jednak czasami i te narzędzia nie pomogą, przecież każda ryba zacina się w inny sposób.

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Catch and Release (C&R) pochodzi z angielskiego i oznacza ‘złapać i wypuścić’, nie mniej i nie więcej.Cel C&R jest niebywale prosty. Jest nim zachowanie lub polepszenie rybostanu i jakości wód i łowisk dla współczesnych i przyszłych generacji.Wiąże się z tym także tak ‘egoistyczna’ przesłanka, jak zapewnienie możliwości pasjonowania się wędkarstwem także za 50 i 100 lat.

Link to comment
Share on other sites

  • 5 months later...

Wśród myśliwych od jakiegoś czasu panuje pewna moda. Tropią zwierzynę, przygotowują się do strzału ale w kulminacyjnym momencie nie zabijają jej tylko symulują to nienaładowaną bronią. Niestety w naszym przypadku jest to niemożliwe. Oczywiście możemy zdobyczy darować wolność ale konieczny jest bezpośredni kontakt z rybą. Wędkarstwo jak i inne typowo męskie hobby są swego rodzaju sposobem na zaspokojenie instynktu myśliwego i chęci rywalizacji. Tak to już mamy z genach od tysięcy lat. Od strony psychiki człowieka instynkt ten zaspokajany jest w chwili kiedy dzikie stworzenie ( w naszym przypadku ryba ) przechytrzona zostanie naszymi osiągnięciami cywilizacji. Kiedy możemy powiedzieć: "MAM CIE!" W tym momencie zaczyna się inna faza tej sytuacji. Rybę mamy "w garści" i co? No właśnie. Niby można rozwiązać to na dwa sposoby... wypuścić albo zabrać. W mojej skromnej ocenie ważniejszy jest powód decyzji. Oczywiście zawsze byłem za tym aby ryby wracały do tej samej wody która nas ją uraczyła ale nie widzę nic nieetycznego w zabraniu w celach kulinarnych jednego sandacza z kompletu. Wychowałem się na Discovery jak wielu z nas. Jestem pewny że każdy widział wędkowanie w wykonaniu Rexa Hunta. Żywa legenda wędkarstwa nie stosuje C&R w 100% i nie popada w skrajność ale łowi etycznie. Każdy ma prawo do zabrania złowionej przez siebie ryby i nie powinien być przez to nazwany "mięsiarzem". C&R to dobra inicjatywa ale wg. mnie lepsza i bardziej przyswajalna w naszym niedoedukowanym społeczeństwie będzie inicjatywa łowienia etycznego. W naszych rękach jest to żeby w przyszłym pokoleniu więcej było wędkarzy etycznych i myślących. Trzeba oczywiście zmieniać proporcje sztandarów "catch&release" do "catch&smaż" ale bez nauki etyki wędkarskiej będzie ciężko osiągnąć cel. It's not about how to catch but how to enjoy!

Link to comment
Share on other sites

"Ze skrajności w skrajność zaczynamy popadać" - Nie mam zamiaru gloryfikować mięsiarstwa, ale też nie jestem ortodoksem w sprawie C&R. Od dwóch czy trzech lat nie jadłem ryby własnoręcznie złowionej, bo nie było potrzeby/chęci/parcia na to, ale jeżeli złowię w odpowiednim momencie (czytaj mam ochotę) właściwego wg. mnie sandacza, szczupaka czy suma (nie króciak i nie okaz -zgodnie z regulaminem PZW i moim zdrowym rozsądkiem) to nie zawaham się go zjeść -bo lubię ryby.Mało tego, do spowiedzi z tym też nie pobiegnę. Tak więc wg. mnie sytuacja sprowadza się do zdrowego rozsądku, może matematyki - jak to zwykle bywa. Im więcej ryb chcesz łowić tym więcej ryb wypuszczaj. Granice są od zera do nieskończoności a my gdzieś po środku. Ja przynajmniej mam zamiar gdzieś tam pozostać kierując się w stronę zera.

Link to comment
Share on other sites

Wśród myśliwych od jakiegoś czasu panuje pewna moda. Tropią zwierzynę, przygotowują się do strzału ale w kulminacyjnym momencie nie zabijają jej tylko symulują to nienaładowaną bronią. Niestety w naszym przypadku jest to niemożliwe. !

Kiedyś w majowe popołudnie szukając odpowiedniego miejsca nad Sanem cicho wychyliłem się z nad skarpy aby zerknąć w wodę. Zobaczyłem pod powierzchnią wody wielką rybę. Był to boleń nie przesadzając ponad metrowej długości. Co jakiś czas podpływał z głębiny pod piaszczystą łachę. Początkowo myślałem że robi to bez większego celu. Ale kiedy po raz kolejny wyłonił się na płyciźnie zauważyłem że to było polowanie. Żadne skoki, żadne chlapania. Wyłaniał się jak gałąź niesiona prądem zahaczona gdzieś na dnie. Robił to z taką gracją że ciężko było oderwać się od tego obrazu. Wędkę miałem oczywiście uzbrojoną ale nawet nie próbowałem podrzucić mu przynęty. To była magia. Taki widok można zobaczyć raz na parę lat. Wycofałem się po cichu i poszedłem w inne miejsce.

Tego dnia nie miałem już nic na wędce ale wypad nad wodę uznałem za bardzo udany. Takich chwil się nie zapomina.

Link to comment
Share on other sites

na to nawet najostrzejsze wulgaryzmy są za delikatne widziałem 2 filmiki tegoż delikwenta i powiem szczerze że już w połowie drugiego puściły mi nerwy a co najgorsze oglądają to młodzi wędkarze.... i ten szczupaczek no szlag czlowieka trafia jak się natknie na takie coś i naprawdę trzeba mieć narypane w głowie żeby coś takie do sieci wrzucic.

Co do C&R przez ostatnie kilka lat nie brałem żadnej złowionej ryby.Tylko że u mnie jest tego typu sprawa że za bardzo nie lubię rybiego mięsa i ryby wcinam od czasu do czasu. :)

Link to comment
Share on other sites

Gochu

Właśnie! Tak jak w "The Passion for Angling" - "It's not about how to catch but how to enjoy"

Gochu, jest to najlepsza seria wędkarskich filmów jaką widziałem na Discovery Sheed w telewizji irlandzkiej. Ale ostatnio widziałem równie dobry film z Martinem Bowlerem pt.: "Catching the impossible" Gorąco polecam na You Tube są tylko trailery ale mam ochotę zamówić sobie z Anglii całą serię tych dwóch tytułów. Godne oglądnięcia.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy