Jump to content

PORA NA PORA


PSW
 Share

Recommended Posts

Artykuł opublikowany: 10-03-2008, autor @wifer

 

Por – dość niepozorna rzeczka na Zamojszczyźnie, nad którą wielu przeżyło niezapomniane chwile. Zimą nigdy nie zamarza, latem toczy zimne wody. Prędzej czy później każdy wędkarz tam zawita zwabiony doniesieniami o rekordowych potokowcach. Na mnie też przyszła pora na Pora, szkoda jednak że trochę za późno, a może za wcześnie?

- No co jedziemy? Usłyszałem głos Morycza w komórce.

Świat za oknem wyglądał jak przez mętne szkła okularów. Szaro biała jednolita powłoka chmur nie dawała nadziei na choćby jeden promyk słońca w ciągu dnia.

- A jak z pogodą, nie pęknie?

- Powinna wytrzymać, czekam za pół godziny przy aucie. Usłyszałem w odpowiedzi.

Niech będzie. Kawa do termosu i coś słodkiego na resztę dnia. Dyżurne pudełko z całym moim dobytkiem wędkarskim wpadło do plecaka. Pomny wczorajszego okoniowania na wszelki wypadek ubrałem się nieco cieplej.

- To gdzie właściwie jedziemy? Spytałem, powoli dochodząc do siebie po ciężkiej nocy.

- Na Pora, bierz mapę i pilotuj.

No… jak ja popilotuję to na pewno dojedziemy najkrótszą drogą, pomyślałem i zacząłem przeszukiwać atlas. Najpierw na Biłgoraj, potem na prawo do Zwierzyńca i na lewo do Szczebrzeszyna. Z tamtąd jeszcze parenaście kilometrów na północ. Szczęście że Leszko zna trasę lepiej jak ja na Ożannę. Droga szybciutko umykała za oknami samochodu. Ukradkiem zerkałem na prędkościomierz. Wskazówka mało kiedy pokazywała wartość niżej stu. Szosa jak z przed 20 lat, ale przy tej prędkości wydawała się gładziutka. Ograniczenie do 60 śmignęło i niebawem minęliśmy ostatnie zabudowania Zwierzyńca.

- To ile zaoszczędziliśmy na mandatach?

- Jakieś 6 punktów i 300 zł… na razie.

No to wycieczka już się zwróciła z nawiązką. Zaraz za Szczebrzeszynem wjechaliśmy w przepiękną aleję starych brzóz.

 

2008-03-001.thumb.jpg.62d5114828cf7a371e7e94ad2a0947f4.jpg


Obrazek jak z bajki. Szkoda że fotka nie potrafi przekazać tego co czuje dusza w takich chwilach.

Jeszcze kawałek i stanęliśmy na mostku. Trzeba tylko gdzieś bezpiecznie zaparkować i na pstrągi. W wyobraźni już czułem czterdziestaka wyginającego kija.

Ty na lewo ja na prawo, zakomenderował Leszek. Ok. może być na lewo. Lubię wędrować w górę. Wyszedłem na mostek i spojrzałem na rzekę.

 

2008-03-002.thumb.jpg.740826504562c59f4e3a1aa41506f3f8.jpg

 

Brzegi proste jak od linijki. Czyżby to robota tych samych geniuszy co projektowali naszą Florydę? Przydała by się tu para bobrów. Tylko co by tu mogły podgryzać jak drzew i tak za mało, a w dodatku zaatakowane przez jemiołę od której gałęzie aż się uginały.

Dziwna to rzeczka ten słynny Por. Brzegi uregulowane. Z mostu wygląda jak kanał. Co kilkadziesiąt metrów wpadające rowki melioracyjne z pól lub od strony zabudowań nie robią również najlepszego wrażenia. Przejrzystość wody podobna jak na Sanie, ciąg jakby nawet mniejszy. Nijak ten ciek mi nie pasował do obrazu wody górskiej.

Z mieszanymi uczuciami założyłem woblerka. Między czasie podjechało jeszcze jedno auto z którego wyskoczyło dwóch wędkarzy. Powtórzyli nasz manewr z przed paru minut. Jeden dziarskim krokiem pomaszerował w dół, drugi w górę rzeki. No to mam konkurenta. Będzie się choć komu przyglądnąć bo od razu stwierdziłem że gość wie po co przyjechał.

Po kilkudziesięciu metrach marszu ostrożnie podszedł niemal na kolanach do brzegu z nad którego ledwo wystającą szczytówką nad wodę rzucił przynętą. Raz drugi trzeci i... nic. Czas żebym i ja spróbował zmierzyć się ze sławnymi czterdziestakami z Pora.

 

2008-03-003.thumb.jpg.24f40b15b48e87e997d095745a5a788c.jpg


Taktyka prosta. Pół godziny marszu w górę a w drodze powrotnej obrzucanie każdego ciekawszego miejsca. W marszu zerkałem w stronę wody szukając jakiegoś zakola czy załamania brzegu. Niestety. Od czasu do czasu tylko jakieś zwalone drzewo dawało nadzieję na stanowisko ryby. Po kilkudziesięciu minutach doszedłem do czegoś co przypominało mini elektrownię.

 

2008-03-004.thumb.jpg.5e96f77ba9380df496de44362b3c1315.jpg


Za zaporą zobaczyłem jakąś tabliczkę na drzewie. Skoro tablica nad wodą to nic tylko zakaz pomyślałem. Podszedłem jednak bliżej żeby zaznajomić się ze szczegółami.

 

2008-03-005.thumb.jpg.6b69f330bb3ba523cf5ff3a6b723679e.jpg


Od tego miejsca obrałem kurs powrotny. Jeden, drugi, trzeci rzut. Bez najmniejszej reakcji ze strony stworzeń wodnych. Zszedłem więc kilkadziesiąt metrów niżej i ponawiam próby. Kątem oka zauważyłem auto koło tamy. Wyskoczyło z niego dwóch gości i po chwili znaleźli się za moimi plecami.

- Dzień dobry SSR Okręg Zamość, proszę okazać kartę wędkarską i rejestr połowu.

- Na razie nie było jeszcze co zarejestrować, ale skoro trzeba to proszę.

- Ooo okręg rzeszowski. A wie pan że z tej wody nie wolno panu zabierać ryby?

- Nie ma obawy, ja ryb wodzie nie zabieram. Przynajmniej przez pierwsze pół roku, odpowiedziałem.

Z dalszej rozmowy dowiedziałem się, że od tego miejsca aż do Nielisza to woda uznana za nizinną, ale nie wolno zabierać ryb łososiowatych, natomiast od tamy w górę to woda górska, gdzie można stosować jedynie haki bezzadziorowe a każda wyciągnięta rybka musi wrócić do wody. No to teraz już wiem dlaczego takie tu pustki. Po dalszej wymianie uprzejmości wręczono mi jeszcze zamojski rejestr połowów, bo tylko taki tu obowiązuje.

Po następnych kilkudziesięciu metrach w dół, po drugiej stronie zauważyłem znajomego przyczajonego wędkarza. Parę rzutów i słyszę plusk. Coś ma. Krótka chwila walki i w podbieraku ląduje niewielki pstrąg. Daleko mu jeszcze do czterdziestu więc szybko wraca do wody.

W kieszeni czuję że komórka dostała konwulsji.

- No co tam u ciebie?

- Na razie tylko towarzysko.

Zdałem Leszkowi relację ze spotkania z zamojskimi stróżami prawa wędkarskiego.

- Poza tym z tego co się dowiedziałem, woblerki ani obrotówki tu już nie skutkują. Jeżeli cokolwiek tu bierze to tylko na pierze. A jak u ciebie?

- Dwa małe szczupaczki. Jedziemy na Wieprza. Może tam coś się trafi.
 

2008-03-006.thumb.jpg.a09021ca0dddae0d5293b81869925556.jpg

 

Wieprz, to już zupełnie inna bajka. Woda klarowna, co parę kroków ciemne dołki pod podmytymi konarami drzew.

 

2008-03-007.thumb.jpg.520fc4efc57daf5d55002a32e5464d01.jpg


Brzegi zakrzaczone ale im bliżej zabudowań tym więcej śmieci. Nad samą rzeką co paredziesiąt metrów samochód. Wzdłuż brzegów spacerują wędkarze szukając jakiegoś wolnego dołka. Jeszcze dobrze nie znalazłem dogodnego miejsca a przy mnie znowu melduje się kontrola. Ci sami panowie. Rozpoznali mnie i nie zawracali ponownie głowy. To się nazywa mobilność straży. A mieli co robić bo cała niedzielna brać zawitała nad Wieprza. Skoro z Pora nie można zabierać rybek to hajda na Wieprza bo nie wiadomo czy i tam czegoś podobnego nie wymyślą. W końcu No Kill zaczyna działać i u nas. Jeszcze chwila a wędkarz z rybą w plecaku będzie postrzegany jak barbarzyńca.

Sam już nie wiem co o tym myśleć. Czy zawsze musimy popadać w skrajności?

Wróciliśmy z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony wycieczka pouczająca ale z drugiej pozostał jakiś niedosyt. Wieczorem zaglądnąłem na stronę okręgu zamojskiego, żeby bliżej zapoznać się z tematem Pora. Poczytajcie bo warto .

Wiesław Furmański (wifer)

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy