Jump to content

MAGIA SANU


PSW
 Share

Recommended Posts

Artykuł opublikowany 16-10-2007, autor @wifer

 

San – rzeka nieokiełznana, nieodgadniona, pełna tajemnic. Jest jak magiczna księga, którą otworzyć może tylko ten który pozna do niej odpowiednie zaklęcie. A wtajemniczonych jest obecnie niewielu. Ci nieliczni obdarzeni są przez nią skarbami w postaci wielkich medalowych ryb i niezapomnianymi wrażeniami z bezpośrednich spotkań z wodną i przybrzeżną fauną.

Do początku lat dziewięćdziesiątych rzeka na naszym odcinku, a więc od ujścia Wisłoka do ujścia Tanwi toczyła brunatne lepkie wody, które w okresie letnich upałów zakwitały kożuchami płynących glonów. Przejrzystość była tak niewielka, że wchodząc do wody po kolana ciężko było dostrzec stopy.

Mimo to pulsowała życiem. Powierzchnia wody nieustannie rozbijana była zespołowymi atakami boleni i sandaczy a z głębszych miejsc na płycizny wychodziły na polowanie kilkudziesięcio kilogramowe sumy. Niezliczone ilości drobnej ryby wyskakujące ponad powierzchnię wody wabiły krzykliwe rybitwy, akrobatycznie atakujące rybi drobiazg z powietrza.

Z brzegu do wody leciało setki kul zanętowych a siatki przepływankowców i gruntowców pełne były leszczy, cert, świnek, kleni. Często zdarzały się też wielkie karpie i amury.

Entuzjaści spinningu, brodząc po wypłaceniach polowali na wielkie drapieżniki. Ich częstymi zdobyczami były medalowe sumy, sandacze i bolenie. Klenie, leszcze, karpie, brzany a nawet świnki traktowane były przez spinningistów jako cel przypadkowy i niezamierzony tym bardziej, że używało się ciężkich zestawów z żyłką o średnicy 0,35 mm. Nawet szczupak traktowany był wówczas jako odskocznia w okresach mniejszej aktywności suma króla Sanu.

Lata dziewięćdziesiąte to przebudowa mostów i umocnień brzegowych oraz stopniowe i sukcesywne czyszczenie się wody. Koryto rzeki znacznie się wypłyciło i w wielu miejscach na całej szerokości przybrało jednolity charakter. Powierzchnia wody ucichła, rybitwy stały się rzadkością a wędkarze coraz częściej powracali ze swoich wypraw o kiju. Z czasem ścieżki zarosły zielskiem i łoziną. Większość wędkujących skierowała się na wody stojące o których wcześniej nikt nawet nie chciał słuchać. Poszła w świat fama, że w Sanie prędzej zobaczyć można bobra czy wydrę niż złowić przyzwoita rybę.

Czy rzeczywiście obecnie złowienie dużej ryby to przypadek? Otóż nie! Po prostu woda zmieniła swoje oblicze. Ryb w Sanie nie brakuje, natomiast aby łowić trzeba się rzeki nauczyć na nowo radykalnie zmieniając swoje przyzwyczajenia.

Dowodem na to niech będzie złowiony w ubiegłym roku przez kol. Jana Nakonieczny z Piskorowic, niewielkich rozmiarów jesiotra. Ryba ta nie była widoczna w tych okolicach od początku lat siedemdziesiątych. Trudno jednak powiedzieć czy osobnik ten nie był przypadkiem uciekinierem ze stawów hodowlanych. Faktem jednak jest że branie nastąpiło na wędkę gruntową na czerwone robaczki a po sfotografowaniu wrócił do rzeki.
 

2007-10-001.thumb.jpg.6950978230792d8440f4d08b81cb81c8.jpg


Nadal prawie co roku słychać wieści, że ktoś złowił suma powyżej 30 kg. a nawet trafił się okaz około 50 kg. Osobiście tego potwierdzić nie mogę, jednak w każdej plotce jest trochę prawdy. Również nadal trafiają się okazałe sandacze i bolenie.

Czysta woda wymaga już bardziej finezyjnego sprzętu i znacznie ostrożniejszego poruszania się nad brzegiem. W zasadzie to nic nowego, ale w porównaniu z czasem kiedy z rekordowymi okazami spotkać można się było w samo południe w gwarnym miejscu, gdzie z jednej strony brzegu woda bombardowana była kulami zanętowymi a po drugiej jazgotała kąpiąca się młodzież, teraz brań należy oczekiwać raczej w krótkich godzinach przed świtem i jak wynika z relacji wędkarzy, pora ta jest najlepsza nie tylko latem ale i w miesiącach jesiennych.

Właśnie wtedy kiedy słońce wschodzi około godziny 6 wyprawa we wczesnych godzinach rannych (3-4) może przynieść niespodziewane efekty.

Innym nieodzownym czynnikiem jest odpowiedni dobór i częstotliwość podania zanęty w celu przywołania rozproszonej i wędrującej ryby, oraz przyzwyczajenia jej do miejsca. Wymaga to spokoju i znacznie większej cierpliwości od wędkującego niż było to w poprzednich latach, kiedy sprawę zanęcania i grupowania się ryb załatwiały dwa rowki ściekowe horteksowy i browarowy wpuszczające do Sanu odpadki swoich produkcji.

No cóż, coś za coś. Teraz mamy czystą wodę, i wędrującą rybę w poszukiwaniu pożywienia.

Wiesław Furmański (wifer)

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy