Jump to content

MAJOWE BOLENIE


PSW
 Share

Recommended Posts

Artykuł opublikowany 07-08-2008, autor: @Siksa

 

Maj to dla większości wędkarzy prawdziwy początek sezonu wędkarskiego, oczywiście nie licząc fascynatów rybek szlachetnych. Okres ochronny przestaję obejmować szczupaka oraz bolenia.

 

Coraz większa rzesza spinningistów długi weekend zaczyna poświęcać wbrew utartemu schematowi boleniowi i to jemu będzie poświęcona niniejsza relacja. Już od wczesnej wiosny planowałem swoje pierwszomajowe łowy. Wiedziałem co będzie celem wyprawy i gdzie się ona odbędzie. Pozostało tylko dokupić kilka przynęt produkowanych przez lokalnych wytwórców jakie można dostać na allegro. Czasem takie przynęty okazują sie bardzo skuteczne. Na dwa tygodnie przed magiczną datą rozpocząłem baczne śledzenie prognoz pogody i stanu rzeki na IMGW. Wszystkie dane odbiegały od ideału w jakim łapałem zazwyczaj bolenie, woda wyższa i przepowiadane przelotne opady deszczu nie rozpieszczały. W niedziele poprzedzającą początek maja wybrałem się z kolegą na mały zwiad. Naszym celem były klenie oraz baczne wypatrywanie ataków boleni. Wyniki nie były zadowalające, naszym łupem padło kilka małych kleników. Jedynym pocieszającym faktem było wypatrzenie aktywności bolenia. Nie były to jakieś szaleńcze pościgi ale świadczyły o tym, że bolenie dawno się wytarły i dochodzą do siebie obżerając się wszędobylską ukleją.

 

2008-08-14-012.thumb.jpg.e5e42ef065c133f6c3760e1d45c570e8.jpg

 

W końcu nadszedł upragniony maj. Nad wodą melduje się tuż po świcie. Wędkowanie zaczynam od przynęt, które okazywały się skuteczne we wcześniejszych latach. Powoli obławiam najtrudniejsze miejscówki gdzie o bolenia trudno ale kilkumiesięczny post pozwala na skrupulatne obłowienie takich miejsc. Wybrałem taką taktykę, ponieważ doszedłem do wniosku, że najlepsze miejscówki obłowię gdy będę już zmęczony. Pozwala to na dokładniejsze spenetrowanie łowiska o mniejszej boleniowej wydajności. Gdybym takie miejsca zostawił na koniec to oddałbym tylko kilka rzutów i zniechęcony wrócił do domu z przekonaniem, że bolenia nie da się tam złapać. Niestety i tym razem nie notuje nawet pobicia na tym odcinku. Powoli schodzę w dół rzeki co kilkadziesiąt rzutów zmieniając przynętę. Ogarnia mnie coraz większe zniechęcenie, wolniak w którym łapałem pierwsze bolenie w życiu okazuje sie pusty. Na całym odcinku rzeki nie widać ataków ryb. Postanawiam zatrzymać się w miejscu i cierpliwie czekać na branie. Na agrafkę zakładam woblera, który przez rok leżał w pudełku i nigdy nie obdarował mnie rybą, chodź dawałem mu szanse. W końcu po około pięćdziesiątym rzucie mam mocne przytrzymanie w nurcie. Momentalnie zacinam i widzę rybi ogon na powierzchni. Ryba spływa kilka metrów w dół a ja spokojnie za nią schodzę. Boleń za wszelką siłę nie chce dać się wyciągnąć z głównego nurtu. Po kilku minutach pewnym chwytem podbieram go za kark.

 

2008-08-14-013.thumb.jpg.12272970c47af8c5bc6188a7b60ccbfc.jpg

 

Po szybkiej sesji fotograficznej rybę uwalniam z powrotem do swego królestwa. W duchu cieszę się jak małe dziecko, nic nie sprawia mi większej frajdy od brania bolenia. Po oddaniu jeszcze kilkudziesięciu rzutów postanawiam zapolować na bolenie z dna. W tym celu przesuwam się jeszcze kilka metrów niżej. Przynętę prowadzę powoli w równym tempie. Jednak taki połów to wyższa szkoła jazdy i brania się nie doczekuje. Na szczęście po którymś z kolei rzucie gdy przynęta dotyka wody następuje branie. Ryba nie wydaje się duża, łatwo daje się sprowadzić pod moje nogi. Tu zaczyna kołować i nie tak łatwo ją podebrać. Przynętę przeznaczoną na denną rapę połyka około 60 cm boluś. Po szybkim pozowaniu, ryba wraca z powrotem do wody. Kotwiczki przynęty są częściowo rozgięte. Będę musiał je wymienić na markowe.

 

Nad wodą pozostałem jeszcze ok. 30 minut, ponieważ obowiązki zawodowe zmuszały mnie do powrotu. Wiedziałem jednak, że wieczorem znów zjawię się nad wodą.

 

Wędkowanie znów rozpocząłem od najtrudniejszych miejsc, jednak bez skutków. W międzyczasie nad Rzeszowem przeszła potężna burza z gradobiciem.

 

Gdy z rur odprowadzających wodę z ulic zaczęła płynąć woda niosąca brud z jezdni, ukleja zaczęła oczkować przy powierzchni. Za nią wyszedł boleń. Ataki było widać ponad sto metrów niżej. Bolenie były wszędzie. Jednak usilne starania przechytrzenia bolenia nie przynosiły rezultatów. We wodzie lądowały wszystkie przynęty jakie miałem, jednak bezskutecznie. Postanowiłem odwiedzić miejsce gdzie bolenie atakują drobnicę przez cały dzień ale złowić się nie dają. Moim sprzymierzeńcem miały być zapadające ciemności i zmętnienie wody nagłą ulewą. Ryby biły dosłownie pod moimi nogami ale sprowokować do brania się nie dawały. Doszedłem do wniosku, że w takich warunkach popełniam jeden zasadniczy błąd. Po zmianie techniki prowadzenia przynęty, branie nastąpiło po około dwudziestu rzutach. Niestety około sześćdziesięcio centymetrowy boleń wypiął się po kilku sekundach. Po spadku ryby postanowiłem wrócić z powrotem na dawne miejsce, jednak i ono niczym mnie nie obdarowało. Wędkowanie zakończyłem już w zupełnych ciemnościach.

 

2 maja znów zjawiłem się nad wodą. Pogoda jaką zastałem była niezbyt zachęcająca. Słońce skryte za gęstymi chmurami, wiatr i niska temperatura nie rokowały niczego dobrego. Wędkowanie zacząłem jak zwykle od najtrudniejszych miejsc i jak zwykle zszedłem z nich na zero. Jednak bankowe miejsce bardzo szybko obdarzyło mnie ładną rybą i następną i następną.

 

2008-08-14-015.thumb.jpg.cf2c75ac8f3788545fa3ed4fce2c11a3.jpg

 

1020353088_2008-08-14-016(1).thumb.jpg.687c448068a5e69685889d9fcf102f8b.jpg

 

Po tej fali brań następuje cisza. Bolenie gdzieś znikają a ja postanawiam odwiedzić dalsze miejscówki. Już w pierwszym rzucie ok 40cm boleń połyka przynętę. Rybę szybko uwalniam nawet nie wyciągając jej z wody. Nad wodą zostaje jeszcze kilkadziesiąt minut, po czym udaje się na odpoczynek przed kolejną wieczorną batalią. Popołudniowy wypad nie przynosi znów żadnych wyników ale dzień później to jest 3 maja przy przelotnych opadach deszczu i dużym chłodzie udaję się wyholować kolejną przyzwoitą rapkę. Złe warunki atmosferyczne zmuszają mnie do powrotu do domu. Tego dnia już nad wodą się nie zjawiam.

 

2008-08-14-018.thumb.jpg.347dc74f91e8bdad5ffb8e433ccd881e.jpg

 

W końcu i wieczór musiał mnie czymś obdarować. Tym razem boleń atakuje przynętę tuż po wpadnięciu do wody. Więcej było w tym przypadku niż świadomego przechytrzenia bolenia ale szczęście też jest potrzebne nad wodą.

 

2008-08-14-019.thumb.jpg.e71e3209a6d916ea0efed06b9812494b.jpg

 

Te kilka dni spędzone nad wodą były dla mnie najpiękniejszym rozpoczęciem majowego sezonu w dotychczasowej karierze wędkarskiej. Czego każdemu młodemu spinningiście życzę.

 

Siksa

2008-08-14-016.jpg

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

Privacy Policy