Skocz do zawartości
PSW

LUBELSKIE RZEKI

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano opublikowany 04-06-2013, autor: @Gabriel

 

Nie spotkałem żadnego wpisu na naszym forum dotyczącego lubelskich rzek pstrągowych - Bystrej, Bystrzycy, Chodelki. W związku z tym chciałbym się podzielić moimi doświadczeniami z tych rzek. Co prawda miałem przyjemność spędzić na nich tylko 3 dni ale może komuś przydadzą się te informacje. Do ich odwiedzenia zachęciły mnie opowieści kolegów z Puław, Lublina i okolic - oraz zdjęcia gigantycznych ryb w pięknych okolicznościach przyrody. Bystra, Bystrzyca, Chodelka to rzeki górskie okręgu Lublin. Dniówka kosztuje 40 PLN, 3 dni kosztuje 80 PLN, opłata roczna to 160 PLN. Opłat dniówkowych można dokonywać przez Internet. Miejsca połowu należy dokładnie sprawdzić na mapie – ze względu na kilka istniejących odcinków No kill utworzonych w okręgu PZW Lublin i specyficznymi przepisami tam obowiązującymi (bezzadziory, podbierak, o zabieraniu ryb już nie wspomnę - dodatkowo w 2013 w całym okręgu Lubelskim obowiązuje całkowity zakaz zabierania lipienia)

 

Pierwszy raz łowiłem na Bystrej w okolicach Kazimierza Dolnego w weekend 27-28 kwietnia. W raz z kolega Januszem z Puław zaczęliśmy łowienie w miejscowości Iłki koło starego młyna - początek odcinka No kill i szliśmy w górę rzeki, ja ze spinningiem, Janusz z muchówka. Dla mnie woda wyglądała ok. Janusz stwierdził ze jest podniesiona o jakieś 30 cm i trochę „walnięta”. Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne, rzeka ma szerokość od 3 do 5 metrów, co kilkanaście metrów zwałka, głębokie dołki, jest gdzie spuścić woblera, jest gdzie przepuścić nimfe. Rzeka pięknie meandruje, początkowo na jednym jej brzegu znajdują się gospodarstwa rolne, drugi brzeg to łąki porośnięte olchami i wierzbami, później już tylko łąki i pola uprawne z ładnie zarośniętymi brzegami. My byliśmy tam jeszcze w okresie kiedy pokrzywy i cale zielsko sięgało do kola, tak więc łowienie było w miarę komfortowe. Z zakrętu w zakręt, od dołka do dołka przeszliśmy około 1,5 km w linii prostej. Ale linią brzegową było to dobre kilka kilometrów, rzeka na tym odcinku nie ma ani jednego prostego odcinka (!) jest niekończącym się zakrętem - raz w lewo raz w prawo. Nad każdym dołkiem chwila zastanowienia, kilka rzutów i zeszło nam od 8 do 13. Efektem tych kilku godzin był jeden pstrąg na nimfę i jeden ma złoto-brązowego coblera, obydwa w granicach 37-40 cm. oraz kilka (około 5 sztuk) niezapiętych ryb.

Po powrocie na parking chwila zastanowienia, a że spodobało mi się to lubelskie pstrągowanie pomimo marnych efektów, postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedną rzeczkę Chodelke. Jedziemy kilkanaście kilometrów w stronę Opola Lubleskiego. Za Opolem skręcamy na Chodel, później kilka kilometrów przez pola i las i dojeżdżamy do urokliwego mostku na niewielkiej rzeczce (ok 2-3 metrów szerokości, przejrzystość wody ok. 30-40 cm) o ile się nie mylę w miejscowości Budzyń. Parkujemy nad sama wodą, na początku małe ognisko, kiełbaski z patyka, piwko i można ruszać na łowy. Scenariusz taki sam jak nad Bystrą. Ja spinning, Janusz mucha i zaczynamy łowienie. Tutaj woda lekko podniesiona, ale z racji tego że w górnym biegu rzeka płynie przez las i ma na swojej drodze kilka stawów hodowlanych, jej kolor jest mocno brunatny coś jak woda w Kamionce. Zaraz pod mostem zaliczam niezacięte wyjście niewielkiego pstrąga. Idziemy kilka kilometrów w górę rzeki. Chodelka w tym miejscu płynie przez łąki, żadnych domów ani upraw jak okiem sięgnąć. Zakręt po zakręcie przedziera się pomiędzy potężnymi olchami i sporymi krzakami wierzby. Chodelka jest głębsza od Bystrej, płynie spokojniej, jest mniej zwałek, powalonych drzew, bystrzyn, za to dużo więcej głębokich dołków i miejsc pachnących gruba rybą. Z okolic w których łowiliśmy oglądałem w zeszłym roku filmik na którym widać jak podczas rójki chruścika woda zaczyna żyć. I aż dech zapierało jak widziałem ile jest oczek na wodzie i ile ryb podnosi się do płynących owadów. Tym razem nie mieliśmy tyle szczęścia. Woda wydawała się całkowicie martwa. Jedyne co udało się złowić to kilka tęczaków uciekinierów z hodowli która znajduje się kilka km wyżej na rzece. Za to piękne okoliczności przyrody i myśl że wrócę tu podczas wylotów jętki albo chrustów napawała mnie nadzieją. Doszliśmy do miejsca gdzie rzekę oplata gęsta siec gałęzi wierzby wraz z powalonymi przez bobry olchami i o łowieniu nie ma mowy, nawet przeczołgać by się tam jak nie było. Podczas powrotu zaczęło padać i jak się później okazało opady utrzymywały się gdzieś do 1 -2 w nocy. Aby powrócić koło 7 i utrzymywać się do 11.

Niedzielny poranek, ja pełen nadziei na kolejny dzień biegania pomiędzy zwalonymi drzewami, spuszczania woblerów z prądem i odczepiania blach z koron okolicznych drzew, szybko zostałem ostudzony. Werdykt Janusza – woda będzie wysoka, brudna i nie da się łowić. Po śniadaniu nerwowe rozmowy co robimy, jedziemy zobaczyć rzekę, odpuszczamy, szukamy jakiegoś stawu ale co to za komfort łowienia w deszcze który padał z rożnym natężeniem praktycznie non stop. Koło 10 robi się „okno pogodowe”. Decyzja – jedziemy na pierwszy mostek nad Bystrą zobaczy jaka woda. Na mostku w Bochotnicy okazuje się ze woda nie podniosła się za bardzo, ale za to lekko oczyściła w porównaniu z sobotą, co było dość dziwne. Decyzja – jedziemy wyżej jak wczoraj do miejscowości Bartłomiejowice. Kilku kilometrowa droga do planowanego miejsca połowu prowadzi wzdłuż rzeki. Mijamy kilku kompletnie przemoczonych wędkarzy, widzimy kilka zaparkowanych samochodów w miejscach wybitnie świadczących o hobby kierowców. Zapowiada się całkiem nieźle skoro jest tyle ludzi. Auto parkujemy przy starej mleczarni i czekamy w nim około godziny aż przejdzie kolejna burza. Zbiegamy łąką kilkanaście metrów w dół i jesteśmy nad rzeka. Tu Bystra jest już węższa, bardziej kręta, z nielicznymi dołkami ale ma tez mniej zwałek i łowienie jest bardziej komfortowe. Łowimy od strony łąkowo-leśnego brzegu. Byłem pełen podziwu jak rzeka wije się przez łąki, pomiędzy skupiskami olch z jednej strony, a skarpą na szczycie której są wybudowane domy i biegnie szosa. Tego dnia nie mieliśmy już tyle szczęścia. Niestety widzieliśmy tylko kilka ogonów które odbijały się od naszych przynęt nic nie zacięte. Ale za to okoliczności przyrody i poznawanie kolejnego wspaniałego fragmentu rzeki wynagrodziły wszystko. Po kolejnej burzy około 15 zwijamy się do domu. I znowu idąc wzdłuż brzegu zrobiliśmy dobrych kilka km. Ale wracając już droga przez łąki, która tylko od czasu do czasu styka się z zakolami meandrującej rzeki – powrót do samochodu zajął nam kwadrans.

Pomimo braku spektakularnych złowionych ryb – wyjazd uznaje za bardzo udany. Poznałem 3 wspaniałe fragmenty rzek o istnieniu których maiłem tylko blade pojęcie. I fakt są na nich miejsca gdzie faktycznie można złowić bardzo grube pstrągi a i miejsc z ładnym lipieniem nie brakuje. Jak się uda zweryfikuje to w wakacje albo jesienią. Zważywszy ze opowieści kolegów, zdjęcia a także gospodarka lubelskich pstrągarzy bardzo do tego zachęca.

Na kolejny wypad na lubelskie rzeczki musiałem czekać prawie miesiąc. W Puławach byłem już 24 maja w piątek wieczorem. Jednak pogoda nie nastrajała optymizmem. W Puławach padało od 14 i Pogodynka sugerowała ze tak będzie do niedzielnego popołudnia. Ale jako ze już zrobiłem 130 km, pomimo mocnych obiekcji Janusza wybraliśmy się kolejne 80 km nad Bystrzycę. Stwierdziłem ze jak woda będzie wysoka co zapowiadały wszelkie znaki na ziemi i niebie to przynajmniej zaliczę fajną wycieczkę krajoznawczą, w sumie i tak nie było nic lepszego do roboty, finał Ligi Mistrzów dopiero wieczorem a ile można pić piwo i kręcić muchy. Po drodze kilkukrotnie przejeżdżamy przez Bystra która niesie wysoką i mocno zbrudzona wodę. Mina Janusza z kilometra na kilometr robi się coraz bardziej markotna, ale może na południowy – wschód od Lublina nie padało? W końcu zlewnia Bystrzycy jest oddalona dobrze ponad 100km od Puław. Pierwszy przejazd przez Bystrzyce poprawia nam humor. Okazuje się że nie jest tak źle. Można na muchę to nie jest idealna woda ale na spinning da się połowić. Janusz proponuje jechać na odcinek No kill raz że jest najbardziej rybny, dwa że jeden jego brzeg to rozległa łąką gdzie da się komfortowo połowić nawet na sucha muchę. Bo pod każdym przejeżdżanym mostkiem woda była coraz czystsza. Auto parkujemy koło środkowego młyna w miejscowości Kiełczewice Maryjskie. Spoglądam na rzekę, daję się przekonać Januszowi aby dziś zabrać z auta zamiast spinningu muchówkę 9’’ #4. Na początku nimfa. Sporą rudą złotogłowką obławiam spiętrzenie koło starego kola młyńskiego. Efektem jest ładnie wybarwiony lipień około 30 cm. Januszowi w tym miejscu spada niewielki pstrąg. Idziemy w dół rzeki obławiając na zmianę zakręty –jeden ja, jeden on. Z powodu zawirowań pogodowych nad woda byliśmy dość późno , ale pogoda zrobiła się słoneczna. Ku naszemu zdziwieniu na wodzie zaczęła się pokazywać sporych rozmiarów jętka. I wtedy usłyszałem „jak dopisze nam szczęści to zobaczysz co to są „Helikoptery” nad Bystrzyca”. Pomimo tego że jętki płynęło coraz więcej nic jej nie zbierało. Tylko jakieś pojedyncze drobne oczka małych lipieni wychodzących do jakiejś sieczki na pewno nie do jętki w rozmiarze XXL. Piękne żółte majówki i równie okazałe szare jętule. Po kolejnym obłowionym bez efektów zakręcie zobaczyłem ze pod drzewami, przy samym brzegu jakiś większy pstrąg zaczyna zbierać napływające mu nad głowę jętki. Szybkie przezbrojenie na sucha, wyszukałem na dnie pudełka jakąś rozmiarowo podobną jętkę i macham. Kilka rzutów i nic, okazało się że jak jętka nie płynie ocierając się o trawy zwisające z brzegu do wody to pstrąg nie ruszy się ani o centymetr. Dwa trzy rzuty i w końcu się udało, nurt spycha jętkę pod sam brzeg wprost nad głowę pstrąga. Wyjście bezbłędne, zacięcie tak samo i po chwili spory pstrąg wyskakuje nad wodę. Byłem trochę zdziwiony nigdy do tej pory nie łowiłem na suchą ba w ogóle na muchę w rzeczce o szerokości 2-3 metrów pełnej nadbrzeżnych drzew i krzaków.

 

25052013289.thumb.jpg.bd49f44e2af51a3cc5a05517c6edcd84.jpg

 

25052013290.thumb.jpg.3b79227960c100fcf097a68c1d900670.jpg


Na Sanie można pójść z ryba kilkanaście metrów w dół, w górę czy lewo albo prawo a tu trzeba rybę siłowo zatrzymać na dość krótkim odcinku rzeki. Do tego drzewo poniżej, krzak powyżej, jakieś konary czy inne paliki w wodzie, kij #4, żyłka 0,14 – nie ma lekko. No i od tego pstrąga się zaczęło. Z każdą chwilą było widać więcej oczek, coraz częściej jętka była zbierana z powierzchni. Wypatrzony oczkujący pstrąg = zacięta ryba. W sumie złowiłem kilkanaście pstrągów w rozmiarze 35-45 cm. Do tego jako przyłów trafiło się kilka lipieni. O dziwo lipienie zbierały tak samo agresywnie jak pstrągi, ryby zarówno pstrągi jak i duże lipienie stały obok siebie. Z jednego odcinka rzeki ok 15 metrowego wyciągałem najpierw pstrąga koło 37 cm, kilka metrów niżej lipienia prawie 40 cm i na końcu spod drzewa pstrąga ponad 40 cm.

 

25052013291.thumb.jpg.9ab6113ba51c11495d860ef9332d3af8.jpg

 

25052013293.thumb.jpg.91b8d58de20b1ee23430139de0a8edc9.jpg

 

25052013292.thumb.jpg.dd53c09af48efd64c856566331523b14.jpg

 

Nie dało się łowić selektywnie, wszystkie ryby równo zasysały muchy a im większa mucha tym lepiej. Niestety miałem tylko 4 sztuki odpowiednich much - 2 mega chrusty (wielkości kciuka) i 2 jętki majowe, tak ze muchy nie nadążały wysychać w kamizelce po tym jak były miętolone w paszczy pstrągów. I tak jak pisałem trzeba było namierzyć oczkującego pstrąga, położyć mu najlepiej na głowie muchę aby nie miał czasu na zastanawianie się i ciąć. Albo puszczać muchę przy samym brzegu, tuż nad jego głową. To był wspaniały dzień. Pierwszy raz w Polsce od łowienia bolała mnie ręka. Nie wiem ile złowiłem ryb ale było tego naprawdę dużo. Wszystko na 4 muchy i żyłkę 0,14. Najlepszy był ostatni pstrąg, zbierał w takiej wyrwie w brzegu, na zakręcie w oddalonej zatoczce. Ni jak mucha nie chciała mu nadpłynąć nad stanowisko, a wrzucić się jej tam nie dało bo zwisały nad nim gałęzie potężnej wierzby. W sumie widziałem jak kilkanaście o ile nie kilkadziesiąt razy raz za razem pstrąg powoli i spokojnie zbiera muchy z powierzchni. Nawet nie schodził do dna tylko czekał pod powierzchnia na kolejny płynący kęsek. W końcu go dorwałem, rzut muchą prawie jak spinningiem, tuż nad lustrem wody, wymach z pełną siłą i tylko mucha musnęła o powierzchnie a już czułem rybę na kiju. Szybkie zejście na kolana, kij maksymalnie w dół aby linka nie zaczepiła o gałęzie i po chwili pstrąg był w podbieraku. Nawet za bardzo walczyć mu się nie chciało taki był gruby i nażarty. Pierwszy raz widziałem pstrąga z takim ogromnym brzuchem, jak na swoje 39 cm wyglądał jak by połkną puszkę piwa 0,5 l. Głowa i grzbiet takie wąskie normalne a na dole mega brzuch. Idąc z powrotem do samochodu Janusz zaciął koło mostku powyżej stawów pstrąga takie dobre pół metra. Niestety na tyle cwanego że stojąc na brzegu widzieliśmy jak ustawił się miedzy gęsto powbijanymi palikami starego mostku (dlatego mogliśmy zmierzyć ile mniej więcej miał), tylko energicznie potrząsał głowa usiłując pozbyć się muchy. Nie dało się go ruszyć ani w te ani w te. Podpłynął na napiętej żyłce kilkanaście cm, przejechał głowa o jakiś palik i było po rybie. Wracając spotkaliśmy po drodze jeszcze 3 kolegów którzy tez połowili jak jeszcze nigdy w życiu. Wszystkim pięknie żarło. Spotkaliśmy też Piotrka Zieleniaka, chyba najlepszego muszkarza lubelszczyzny. Pogratulowaliśmy wspaniałego łowiska, ilości ryb i opieki jaką sprawują nad Bystrzycą. Pogadaliśmy chwile, Piotr zasugerował gdzie jeszcze warto jechać aby połowić. Piotr tego dnia wciągnął na sucha pstrąga ponad 50 cm i niezliczone ilości mniejszych pstrągów.

Wieść o rójce jętki szybko się rozeszła. Rano gdy jechaliśmy nad rzeką nie było ani jednego auta a wracając naliczyliśmy kilkanaście samochodów i jeszcze więcej łowiących nad woda. Niestety głownie nad odcinkiem gdzie wolno zabierać ryby.
Swoją droga to dopiero przy takiej rójce widać ile jest ryb w wodzie coś niesamowitego. I to ze duże ryby stoją obok siebie, po kilka w dołku i wcale sobie nie przeszkadzają. A przy takiej ilości pokarmu tracą na ostrożności i są łatwiejsze do złowienia. Początkowo byłem załamany gdy moje 2 jętki zostały zdewastowane ale podobnych rozmiarów i kolorów chrusty tez okazały się wspaniała przynętą. Ważne aby płynęła po powierzchni i przepływała nad głową.

Podsumowanie.
Teraz wiem że na pewno wrócę nad rzeki Lubelszczyzny, bo jest po co i nie mam na myśli tylko ryb ale i klimat, piękne stare młyny, rzeki meandrujące pomiędzy polami i doskonalenie technik podawania przynęt w ekstremalnym otoczeniu.
Wiem tez ze kupie sobie wodoodporny aparat (aby w formie kilku fotek zobrazować te strony pisanych wypocin). Na pierwszej wyprawie na lubelskie rzeki nie miałem aparatu, podczas wyprawy nad Bystrzyce komórka padła mi po ok 1h łowienia i skończyło się na kilku fotkach – które załączam do tej przydługiej opowieści znad lubelskich rzek.

@Gabriel

  • Lubię to 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

×

Komunikat

W dniu 25 maja 2018 roku wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r - RODO. Abyś mógł korzystać z portalu Podkarpacki Serwis Wędkarski potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie danych osobowych oraz danych zapisanych w plikach cookies. Proszę o zapoznanie się z Polityką prywatności.